Między Wisłą a Dunajem

0 comments
Andrzej Stasiuk w dzienniku SME napisał, że czuje się " okradany z życia" przez Polskę Kaczyńskich... I tak to, nawet przy kawce w Bratysławie dosięga nas smród z Warszawy...
Panie Andrzeju - daj Pan spokój, Dunaj niesie barki i stateczki pełne pasażerów, którzy za 15 lub 20 EUR płyną sobie do Wiednia... Kogo tak naprawdę obchodzi mazowiecka równina...?
A w Bratysławie byłem pograć na fujarze... Słowakom! Otwarcie Instytutu Polskiego i takie tam oficjałki. Ostatnio dziwne rzeczy widzę : a to ekspertów z Norwegii i Wlk. Brytanii uczących nas jak się integrować z Unią. Kiepsko im poszło u siebie bo Norwegia nie jest w Unii a Anglicy są na tak specjalnych prawach, że podziw bierze... Sam jestem za Unią i to na kształt Stanów Zjednoczonych ale eksperci mnie jednak zadziwili. Z drugiej strony płacimy im za dzień tego doradzania tyle co za miesiąc dostaje specjalista w Polsce... jak tu odmówić? A to znowu pojawiła się - obok DOBREJ muzyki także muzyka NOWA! I jak tu wyjść na scenę jak się ani Dobrej ani Nowej nie gra...
Tylko z tym wychodzeniem będzie kłopot bo już lista jest tych kapel, które są ZŁE i szans nie ma aby zrobić ich koncert. Nauczyciele z okolic Nowego Targu chcieli zorganizować koncert pod pobożnym hasłem Giertych Won i okazało się, że prywatny klub po zastanowieniu się odmówił im a radni PIS-u ogłosili, że taki koncert to nie ale jakby zmienić hasło na Michnik Won! to by spokojnie poparli. Klub Dudek ( tak to dumnie brzmi a to zwykła mordownia z piwskiem i w domku jednorodzinnym..) zaznaczył, że odmówił tak sam z siebie, bez nacisków : bo się nie chce mieszać w politykę. Fajna sytuacja,prawda? Dudek wierzy, że uniknął wmieszania w politykę ( oj naiwny, naiwny...), radni są przekonani, że są dowcipni, a koncertu nie będzie. Giertych zostanie i tylko nauczyciele i młodzież szybciej się zdecydują na Irlandię lub Szkocję... I w ten sposób PIS zwycięży : pozostanie sam jego elektorat i będzie cudownie i bajecznie. jakbym był złośliwy to bym napisał : jak z Markiem Jurkiem. Jak z Marcinkiewiczem...
Ale dość tej polityki - koleżanka Ani twierdzi, że jak się wylogować z tej wersji PIS-owskiej gry, a da się wylogować bez problemu, to te bajdy znikają. To my mamy władzę, tak naprawdę to robimy co chcemy i wyjdziemy z tej opresji jeszcze bardziej spokojni. Już wiem, że koncert Giertych -coś tam, odbędzie się w innym miejscu, ludzie już wiedzą co warty jest Dudek... radni sobie mogą pogadać i doczekać końca kadencji. Jest taki czas, że widać kto jest kim i zapamiętamy wiele nazwisk i formacji. Tylko po to aby nie wdepnąć w chłopskie gówno.
Tak więc od Dunaju po Wisłę jest trochę przestrzeni i interesujących spraw i w tej wersji gra jest ciekawa. Dlatego proszę - Panie Andrzeju, niech się Pan znowu gdzieś przejedzie i zapali darowanego papierosa i wypije dobrą, mocną kawę. My omijamy papierosy ale kawę to wiemy gdzie pić... Nie dajmy się okraść!

stanica

0 comments

Po svadbie na Słowacji i dwóch następnych wyjazdach; z TV Kraków i z warsztatowiczami do Czerwonego Klasztoru musieliśmy czekać "aż" dwa tygodnie aby znowu wrócić na południową stronę Tatr. Tym razem była to nasza ulubiona Stanica w Żylinie. Najpierw jak zwykle był Martin i fabryka butów Ecco (tak, tak kochani... i o połowę tańszych w przyzakładowym sklepie niż na Szewskiej...) i potem już wielkie prostokąty fabryki KIA obsadzonej wielkimi sosnami...posadzonymi tu kilka miesięcy temu! No i "rondel", czyli układ estakad pod którymi znajduje się dawna stacja kolejowa, znany ośrodek sztuki współczesnej STANICA.
Ze względu na zajęcia Pani Doktor musieliśmy pobyt w Żylinie podzielić na dwa wyjazdy po kilka dni każdy. Za pierwszym razem omawialiśmy moją część projektu dotyczącego "ogrodu dźwiękowego" , a Ania prowadziła warsztaty pracy z głosem. Bogdan jak to Bogdan : "fotil". Wcześniej, razem z Robem, Peterem i trio Pink Baret (od Pink Floyd i Syd Barrett) odwiedziliśmy Koszyce. Graliśmy pośród fotografii Roba i jego filmów wyświetlanych z projektora...
Za drugim pobytem mieliśmy rewelacyjny artystyczny "vylet" w teren. Para umelcov wymyśliła ciekawy projekt,który polegał na tym, że obiekty artystyczne umieścili w kapliczkach i ich otoczeniu. Miejsca te pełniły dotąd rolę małych, miejscowych galerii sztuki na wsi i jest naturalne aby wystawiać tam właśnie... Aż strach pomyśleć co by było w Polsce.... I znowu mieliśmy trochę refleksji na temat różnic mentalnych : tam dążenie do porozumienia, u nas : do konfrontacji.
No i wreszcie trochę muzyki...w Stanicy urządziliśmy specjalny koncert aby zarejestrować wspólne z Pink Baret granie. Przyszło sporo ludzi, niektórzy przyjechali z dość daleka i zaczęło się! Sala teatralna i koncertowa Stanicy jest o.k. ale wieczór był wyjątkowo upalny...
Na drugi dzień wizyta w domowym studiu fajnego gościa od nagrania i ciężki wybór... no i akceptacja wstępna materiału. I tak jak zwykle wyszło , że w styczniu skończyłem Cyber Totem, w kwietniu nagraliśmy live w Berlinie z IIC, a maju live psychedelic rock na Słowacji...
Nie wydaje mi się to bardzo dziwne ale fakt : trochę się musieliśmy "nabiegać".
No tak, dzisiaj ogladaliśmy smoki nad Wisłą i trochę spacerowaliśmy po Krakowie. To nie jest zbyt częsta okazja dla nas i dlatego czuję się naprawdę o.k. Podobno Rubik dał ostre sacropolo na Rynku, a niech mu tam! Nawet mnie nie zirytował plakacik : we wtorek kanapka z łososiem, we czwartek podajemy zupy, w sobotę muzyka na żywo...... ciekawe z czym, chyba z kapustą i czosnkiem! No dobra, że Giertych zakazał Gombrowicza... mam Dzienniki z czasów studenckich wydane w podziemiu. U nas musi być zawsze jakieś podziemie, no to co w tym dziwnego. dziwne jest, że głupi jak BUT facio ogłasza to na cały świat przynajmniej raz w tygodniu. Witkacy zakazany?! No kochani - a Niemyte Dusze to co? Takie przepisy jak się golić i myć. Takie praktyki to by Samoobronę zabiły w dwa tygodnie! Niech zakazują. Lata mi to, a fajnie przeczytać jak Stasiuk poleca Romanowi "macanie kur".... Napisałem specjalnie z zaznaczeniem, że to cytat, bo ludzie z dawnego Wolność i Pokój, co przeszli masowo do "dobrej" , bo solidarnościowej ubecji siedzą i spisują takie blogi. I tylko patrzeć jak "kolbami w drzwi załomocą"...nic się nie zmienia i tylko ryje do koryta inne. Jak powiedział niejaki Dylan : nie ma prawicy ani lewicy, jest tylko góra i dół. Teraz jest jeszcze przestrzeń po bokach.... Pewnie Roman i reszta tej bandy jeszcze nie wie jak się ten Dylan naprawdę nazywa....bo jak się zorientują to koniec z płytami i gitarami. Tylko święcona woda i kropidło. swoją drogą, że też skrzywdzona tak potwornie Armia (chodzi mi o ten zespół nurtu - rock z kruchty-) przez Lady Pank gra jeszcze na szatańskich instrumentach ... A przecież może wystarczy etacik w tv bo- warto rozmawiać-!

Berlin

0 comments
No i po roku, znowu Berlin... Jaka ulga zapomnieć o różnych Jurkach i innych paszczakach, moherowych pajęczynach i gwiazdach szołbiznesu. Oczywiście Galeria ZERO, oczywiście mieszkanie EWY, oczywiście ballhaus naunyn i samo jądro tego wyjazdu czyli spotkanie z niezwykłymi muzykami Wolfgangiem i Harrim... Bez ceregieli i gry wstępnej (która "u nas" zastępuje zwykle meritum) potwierdziliśmy przeczucie Jacka pod nazwą IIS (International Iprovisation Supergroup). Właśnie słucham nagrania roboczego z jednej z sesji poprzedzającej koncert. I znowu potwierdza się stara zasada, że aby coś się pojawiło musi mieć uwolnioną przestrzeń. Uwolniliśmy trochę miejsca i proszę... Ale o tym na dzisiaj tyle. Bo Berlin to także świetne jedzenie i tym razem number one to kuchnia PERSKA, palce lizać i lizać. Trochę buszowania po sklepikach z azjatyckim staffem ( myślę oczywiście o instrumentach i gadżetach typu złota świnka na ROK ŚWINI dla pomyślności ekonomicznej i wiatrowe dzwonki dla przepłaszania rydzykowych demonów). No i po kilku dniach bardzo dobrych dyskusji, bardzo dobrego jedzenia i bardzo dobrej muzyki przychodzi koncertowy wieczór. No i odpoczywamy od klubowego odoru piwnego, są ciekawi ludzie, artystka, która będzie nas rysowała podczas koncertu, Marko ze swoim UFO do grania (nowy instrument wymyślony w Szwajcarii), fotografik i mistrz od rejestracji live z jakimś mikrofonem w cenie samochodu.
O drugiej w nocy idziemy na pizze i pogaduchy. Harri odwozi nas pod mieszkanie Ewy i już tylko kilka godzin dzieli nas od pociągu Berlin - Kraków. Jeszcze tego nie wiemy ale dekompresja będzie przyspieszona bo pojedziemy - nie wiedzieć czemu - przez Zielona Górę a kawa pojawi sie po siedmiu godzinach jazdy... To pewnie kartoflany odwet na Niemcach czy coś podobnego.
No i docieramy wreszcie do krakowskiej bazy, wieszamy kolejną podobiznę Sarasvati - VAK i czytamy, że lustracja, lustracja, lustracja i podobne gówna.
W Galerii Krakowskiej podchodzi do mnie młody chłopak i pyta : Karpaty Magiczne? Trochę gadamy - to fajny znak w tym dziwnym kraju, gdzie jak nie ptaszyn to młody ptaszyn co ma wyłączność na wszystko. Wzruszamy się zaraz potem rodzina Urbaniaków, która musiała sie schronić w Polsce przed sławą jaka ich nęka w USA... biedaczyska!
DODATEK specjalny : Ania i ja w Starej Lubovni na Słowacji wzięliśmy ślub! Było to 14 kwietnia w słoneczna sobotę. Świadkowali nam: Mirka i Slavo oraz białe od śniegu Tatry. Daleko od 4 RP, spokojnie i z muzyką słowacką oraz wyprazanym syrom.
Do następnego...

wiosna

0 comments

Wiem, że to nie odkrywcze ale ... wiosna! A wiosna w Krakowie, oj panie ładny... to jest wiosna dopiero. Wczoraj graliśmy koncert w dawnym Teatrze 77 w Łodzi i jeszcze dzisiaj po piątej rano bujaliśmy się ze sprzętem po ulicach tego fajnego miasta z nadzieją, że może David Lynch będzie wracał z jakiegoś planu filmowego lub party.... ale nic. A koncert - nie dość, że w świetnej sali i doskonale nagłośniony, to jeszcze po koncercie nie taki mały jam z Maćkiem Ożogiem. I da się bez rozlanego piwa i oparów papierosowego dymu! Co zasłyszanych rewelacji to prym wiedzie : kaszel minie po flegaminie! Niepokoi mnie tylko ta końcówka zgrabnej rymowanki : miNie..., hm,hm. To minie czy miNie? Gazetki budyniowe są jeszcze w kilku punktach : w herbaciarni na Józefa i w Miejscu. Jak się okazuje z budyniem to nie tylko my mamy problem. Łyżeczką to się chociaż plaśnie czasem na odlew w ten budyniowy łeb, ale jak się ma tylko pałeczki chińskie?! Zobaczcie sami jaki kłopot.
Z innych zasłyszanych spraw to podobają mi się różne Myśli Naszego Drogiego Przywódcy Dorn zebrane przez Borowskiego i opublikowane w GW. No więc jest jeszcze szansa dla tych z dyplomami technicznymi, może się przydadzą w kierowaniu państwem. Cała reszta tych wykształciuchów typu jacyś filozofowie (poza jednym profesorem z Krakowa, który przystał do odpowiedniej Elity), laski z socjologii i etnografii lecące do samozagłady z byle Kameruńczykiem to się wyeliminuje. Tak nie powiedział, ale ujął to Nasz Kochany Przywódca tak : machnąłem na nich reką. A jak Wielki Przywódca machnie na kogoś ręką to sami wiecie... Takie plany to mi się przypominają z historii, gdzieś około 1936 roku w Niemczech. Tam też pisarze i nie bójmy się tego strasznego słowa; intelektualiści ( a fe....) byli niepotrzebni i tylko liczyli się techniczni co budowali przemysł... Jeżeli pojawi się Wam tego rodzaju myśl to od tej chwili możecie ja śmiało nazwać Dorna Myśl. Mnie interesuje los muzyków w 4 RP Dornowatej i aż mi ciary chodzą po plecach... myślę, że stare hasło : do gazu to najmniej.
No więc jak się te wpisy urwą pewnego razu to będzie wiadomo... no chyba, że damy radę przez Pieniny naszym tajnym skrótem dać drapaka na SK. Czego i Wam życzę.
Na koniec chcę pozdrowić tajną grupę miłośników ulicy Krowoderskiej i zapytać (retorycznie) dlaczego to całej prawdy o Mt. Evereście muszę dowiadywać się od Martny W. czyli Mandaryny Polskiej Sceny Podróżniczej, a Jarosław Kret chce mi pokazać Jego Ziemię Świętą. I co, za rękę mnie będzie trzymał podczas tego pokazu? I to wszystko nie w ramach promocji działu egzotycznych owoców w Tesco ale podczas Festiwalu 3 Żywioły, na którym nieopatrznie kiedyś występowaliśmy. Marku Tomaliku, co się dzieje - jaka scena podróżnicza, jacy to podróżnicy, o jakich żywiołach jest mowa? Na Everest to gościa o kulach wciągnęli, ale nie opowiada całej prawdy o tej Górze.
A jeszcze jedno, może na Krowoderskiej coś wiecie o takich popłuczynach kilku melodii nagranych w USA jakiś czas temu i zrobionej w Warszawce dla gawiedzi z P/olskiej R/eszty jako zaangażowany rap-song : facio nawija coś o jakimś malutkim sacrum, a laska takie alleluja wokalne robi. Poszaleli czy co?
Tak czy siak wiosna jest z całą pewnością.
Na fotce jest nazwa uliczki w Bardejovie na Słowacji, u nas to by Kuria interweniowała i rydzyk posłał szwadrony modlitewne dla odczynienia takich zberezeceństw...

Dalej i dalej.....spacerując

0 comments
Tak mi się to spacerowanie po Krakowie spodobało, że z Bogdanem K. pewnego dnia spacerowaliśmy osiem godzin.... Tak się zagadaliśmy w/z Manto, że na spotkanie z Anią musiałem przebić się pod ziemią przez rondo, zaraz roboty ruszyły bo tunel został po mnie jak się patrzy...
Wczoraj był ważny dzień - wernisaż wystawy Bogdana i pierwsze ujawnienie pisemka o tytule, który wziął się z tego bloga. Część rozdanych pisemek była lekko zakrwawiona, bo w 2007 roku i w erze globalnego internetu gazetki dalej zszywa się koślawym blaszanym czymś dziwnym. To coś jest koszmarnym przykładem na to, że lata zaborów i ucisk władzy ludowej (a teraz to jest dopiero ludowa...) nie złamała naszego Ducha Narodowego i nie udało się nas zmusić do wytworzenia niczego dobrego. Śmierć komunie! Samochody nie specjalnie chciały jeździć, a szczytowym osiągnięciem walki z systemem było takie zaprojektowanie siedzeń w autobusach, aby nie dało się o nie oprzeć wygodnie. Siedzenia te powodują, że każdy dorosły Polak ma przynajmniej zaczątki garba. Po powrocie ze spaceru wysłuchałem mętnego wywodu niejakiego Kukiza z bandu Piersi o strasznej krzywdzie jaka go spotyka ze strony Kwacha, prawica jest super, ale taka, jakiej u nas nie ma, lewica jest straszna hydrą a tsunami jest betką przy Bieszczadach. Wszystkiemu winne są zabory (to dlatego wcześniej o tych zaborach pisałem), no i generalnie się uczymy dopiero, aby wejść godnie do europejskiej rodziny. Pewnie wniesiemy w wianie karę śmierci, wszechpolaków, kreacjonizm (to jest taki kierunek, który udowadnia, że rodzina Giertychów ma coś poplątane z ewolucją....). O rany boskie - może kogoś obraziłem.... Sorki i szacuneczek. Nie bardzo mogę zostawić w spokoju (hm....) wieczornych naszych zajęć : Bogdan wygłosił naprawdę długie przemówienie i zabawialiśmy się potem wszyscy ptaszkami....hm... Gospodynie taktownie zapomiały o winie wernisażowym bo poza przybyłymi na wernisaż dzieciaki po 15 lat są w przewadze. Do ścian sie tez nie dało nic przylepić - gdzież to niegdysiejsze poświęcenie dla sztuki. Ale gazetka chyba wzbudziła zainteresowanie i może trochę radości, hm... Po wernisażu pojechaliśmy Land Roverem do tesco oddać się globalistycznemu dyskursowi wielkich korporacji i po tych dyskusjach plus obrzucanie się gumowymi sowami zakupiliśmy trochę sałaty, która nie pochodziła od polskich producentów. Była więc ona wstretnie dobra, czysta i pozbawiona domieszek krowiego łajna i smarków gosposi, co kicha w to co do sprzedania dla miastowych. Ot my zwyrodnialcy, ani łagiewniccy ani toruńscy i cyniczni do bólu. No i jeszcze na koniec taka mała obserwacja - co słup albo okienko od piwnicy to zajebiste imprezki : dj dupa, dj buba, dj siusiak, dj sratatata i w jeden wieczór masz wszystko : funky, klubowe kliaty. dance i wiele jeszcze innych atrakcji. Są miejsca aż buzujące od kultury alternatywnej, są miejsca idące na całość i spokojnym leszczem ci fisha serwują. dawniej się mówiło, że zamawiasz rybę fish, bo było wiadomo, że nic innego i tak nie dostaniesz ale dzisiaj.....wstyd.

spacerujac

0 comments
Spacerując po Krakowie widzi się to i owo... Ale jeszcze przed tym ...i owym, niezłe hasełko : pan z prawicy czy z lewicy? Ja?....z Krakowa. Takie sobie - wyczytane podczas degustacji wina ze Słowenii w MCK przy Rynku. Ploteczki się słyszy i widzi się różne rzeczy, jak to w Krakowie. Jak człowiek się pieszo porusza to zaraz znajomi się trafiają... B. mi mówi : już nie jestem beton feministyczny! No i proszę : puściło! A Kuba, jak się okazuje, lubi na obiad jajecznicę! Oj, cyganeria...Mijam Lokatora ale pusty bo nabrał się na ferment na prowincji i działa w Nowym Sączu. Tak to jest jak się wszystko bierze zbyt poważnie. No i już się znalazłem w centrum piwoffu! Ale to już trochę wstyd tu bywać, tak się to porobiło : podajcie dalej jako ploteczkę już nie taką nową. Piwo zalało tu oczy i uszy. Ale są wyjątki: Czajownia (to na Józefa) gdzie podając indyjską herbatę z mlekiem -teamasters- krzyczą jak na dworcu w Old Delhi : czai, czai, czai.... Mam satysfakcję, bo jakieś 15 lat temu nagrałem trochę dobrej muzyki z takim samym nawoływaniem. I już po tych kilkunastu latach ktoś mnie będzie rozumiał w Polsce : w czeskiej Czajowni... A herbaciarnia musiała być czeskiego pochodzenia, bo na Kazimierzu szkoda byłoby "naszym" nie sprzedawać piwa w tak wielkim lokalu. I jeszcze jedno miejsce jest pozbawione złocistego płynu robiącego za offową sztukę : Lulu Living, galeria z dobrą kawą i niebanalnymi przedmiotami jest już na granicy panowania piwnych mecenasów sztuki. Sami znajdźcie! No dobra, wiem, że piwo jest o.k. i z tego co tu można kupić to ciągle jest to najmniej używkowa używka. Tak tylko sobie pokpiwam. Ale przypomina mi się hasełko z ulotek na lotniskach w USA : IF YOU SEE SOMETHING, SAY SOMETHING.
No jasne, Ameryka jest zła ! Komunizm jest dobry : chcemy śmierdzącego Baru Smok! Chcemy kajzerki z fioletowym jajkiem na bardzo twardo! Precz z hipermarketami! Oddajcie nam zatęchłe ziemniaki i czerstwy chleb! Kapusta dla każdego! Te ostatnie ploteczki to z rewolucyjnych odezw marksistowskich antyglobalistów zygających z ukrycia w maminej spódnicy. Takie tam, na Plantach nie takich widzieli!

po jakimś czasie...

0 comments

Dzisiaj, gruba koperta z zero-jedynkowym kodem muzyki Cyber Totem, powędrowała do Wydawcy... Nigdy nie pracowałem nad nową płytą tak ciężko i w tak trudnym dla mnie czasie.
Nigdy dotąd też tak wiele nie pisałem o muzyce powstającej w głowie i w studiu. Tyle o tym.
Z progu naszego nowego mieszkania widać Lasek Wolski i bardzo się tym widokiem cieszę. Już dość dusznego klimatu Kotliny Sądeckiej, zasmrodzonej miałem węglowym i odorem taniej wody kolońskiej wylanej obficie na spocone paszki... To ostatnie doznanie nazywa się ostatnio : wypasionym klimatem do studiowania! Brawo!
O potyczkach z Telekomunikacją P. nie będę wspominał , bo każdy wie, że gorsze są już tylko PKP.
Ania odwala całą górę roboty przy nowej wersji strony internetowej Karpat Magicznych i już, już ...lada moment. Ale to dopiero początki i miodzio pojawi się wiosną. Bo diabeł tkwi w szczegółach. Hm, hm, hm....
Wczoraj schodziliśmy z Sopatowca ( po warsztatach) i miałem dziwne uczucie spełnienia. Fajnie tak wracać po ciężkiej ale sensownej pracy.
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội