Takie tam

0 comments
Przedwczoraj miałem wykład : wprowadzenie do etnobotaniki... Sala pełna i studenci lekko oszołomieni moją prezentacją roślin magicznych i muzycznych. Spotkanie miało trwać 1,5 godziny ale wyszedłem po trzech...
Wieczorem zaglądałem na analizę wejść na naszą starą i nieco zaniedbaną stronę internetową. Wszystko po staremu : dla naszej muzyki z Polski istnieją trzy województwa - małopolskie, mazowieckie i śląskie. Takie np. lubuskie lub świętokrzyskie nie osiągają afrykańskiego poziomu wejść na naszą stronę!
A sieć to ciekawe zjawisko... ale wie to już prawie każdy. Dowiadują się teraz władze Chin. Nic tak mocno nie nagłośni sprawy okupowanego Tybetu jak Olimpiada w Chinach, która miała pokazać jaki to demokratyczny i otwarty kraj. Zobaczcie sami na www.phayul.com - o ile jeszcze pod tą nazwą znajdziecie telewizję tybetańską... W Lhasie w tym momencie rozruchy i pacyfikacja demonstracji, a droga pod Mt. Everest od strony Chin zamknięta.
W Polsce sukces : jeden pan dostał tzw. religijnego Nobla... Tak już chyba zostanie, że na świecie goście będą dostawali nagrody za osiągnięcia w fizyce, biologii i chemii a w Polsce... za religię. A jak o religii mowa to ciekawa jest dyskusja w Czasie Kultury na temat sprawy Nieznalskiej. Sprawa w sądzie trwa już trzy lata i zastanawiam się czy nie można byłoby wnieść sprawy sądownie "odwrotnej", czyli o prześladowanie ze strony fanatyków religijnych. Przy tej okazji zdałem sobie sprawę, że LPR, która sprawę wywołała jakoś się na niej (i innych podobnych) nie obłowiła... O religii pisze ciekawie Jonas Mekas w swej autobiografii pt. "Nie miałem dokąd iść". Warto poczytać jak to chłopak z Litwy stał się "żywą legendą nowojorskiej awangardy filmowej". Czy to naprawdę takie dziwne, że się "zakolegował" z synem państwa Warcholów, rusińskich uciekinierów z (Czecho)Słowacji?
Trochę sobie tłumaczę z materiałów o Saamach i wyczytałem, że " niszczono Saamów w imię Lenina i Boga"; prawda, że ładne? i o tym jak po Czernobylu ( 1986 r.) spalono 30 tysięcy (!) reniferów bo ich mięso i mleko było skażone. To był wielki szok dla społeczności Saamów, nigdy nic takiego nie miało miejsca. A u nas ta przeklęta megalomania w dziwnym uścisku z ociężałością umysłową głosi, że energetyka jądrowa jest ekologiczna i bezpieczna. Kraj gdzie nie potrafi się prostej drogi zrobić a autobusy się same zapalają , zbuduje nagle bezpieczne elektrownie atomowe. No jasne, tak jak stadiony i autostrady.
Ale i pośmiać się trochę można : grupa Ankh dostała odznaczenia za zasługi dla kraju. To może lepiej Ankh niż WW ale jednak wiocha ... bo przecież WW (szeroko rozumiane) bardziej zasłużona jest dla utrwalania zdobyczy naszego kraju na polu kultury. Na początku pisałem o świętokrzyskim...ale tam widocznie tylko nas tak nisko cenią i w Kielcach Ankh to oczko w głowie każdego obywatela.
W Kraku jak to w Kraku : festiwal Huculski ( jest fajny bo wszyscy Huculi są w Mieście, a w ich miejsce siedzą po karpackich chałupach studenci atropologii kulturowej i mogą sobie spokojnie badać), festiwal perkusyjny z zacnymi perkusjonistami jak Pan Profesor Jan Pilch i biegły w sztuce tabli Kubek, tez Jan. Innych festiwali nie zliczę...a nadciągają nowe. Z tego wszystkiego wróciłem dzisiaj wcześniej do domu, do naszej Tower milutkiej i zaraz zrobię sobie herbatki alpejskiej. A może jeszcze trochę pogram na specjalnie spreparowanych strunowych cymbałach santoor, bo nasze komponowanie w czasie realnym ( lepiej brzmi niż improwizacja?!) do filmu niemego zbliża się wielkimi krokami. No i inne, takie tam....
Muszę też odnotować, że dzisiaj wieczorem urodziła się dla historii (poprzez utworzenie strony i podanie jej na druku reklamowym projektowanym z okazji festiwalu Terrastock 7) World Flag Records.... Jesteśmy bowiem bardzo wdzięczni za wysiłki koncernom, które dotąd trudziły się z naszymi płytami ( tu dobre jest określenie : "robiły co mogły" ) ale wychodzi nam w podsumowaniach z okazji 10-lecia, że nigdy nie osiągnęły zasięgu i ilości sprzedaży tych płyt, które wyprodukowaliśmy sami. I takie tam!

człowieszka rybica

0 comments


Ten tytuł to urocza nazwa bardzo interesującego płaza, który żyje w jaskiniach krasowych w Słowenii (niedobitki służb specjalnych 4 erpe przepraszam za trudne wyrazy) Polska nazwa brzmi: odmieniec jaskiniowy i jest też całkiem, całkiem.... Człowieszka rybica powinna zostać patronem / totemem artystów alternatywnych.
Już więc wiadomo o czym rozmawialiśmy z Ester, którą poznaliśmy na festiwalach (2005, 2006, 2007) SAJETA (Sajeta to też zwierzę ale mityczne, coś jak yeti, tyle, że alpejski) w Tolminie w Alpach Julijskich.
Miałem sporo radości oprowadzając Ester po Krakowie: a to stupa Kościuszki (dawniej: kopiec), a to czakram na Wawelu, to znowu galeryjki z rzemiosłem i sztuką z Tybetu lub ... z Iranu. Dla spragnionych herbata w czeskiej Dobrej Cajovni na ul.Jozefa lub bajgle z kawką. Jak klub to musi się nazywać Alchemia, jak bunkier to w krk tolerujemy jedynie Bunkier Sztuki, a dwaj godni mężowie z pomników to Mickiewicz i Wyspiański... he, he, he
Dla równowagi (ale czy na pewno?) u Vincenza zjedliśmy 30 pierogów popijając czystym barszczem i spacer zakończyliśmy w ...Drukarni, klubie gdzie na 29 kwietnia szykujemy wieczór pt. PSYCHEDELICZNA IMPLOZJA z udziałem Karpat i naszych gości : Charalambides i Primordial Undermind. Obie ekipy poznaliśmy w 2001 roku, na pamiętnym śniadaniu w domu Arnów, Texas USA. Eh, boy!
Dzisiaj będzie trochę rozmaitości bo mnie Mirek skrytykował, że ostatnio nudno było ...
Z radością ogłaszam, że książka pt." Telepłeć - gender w telewizji doby globalizacji", Pani dr Anny Nacher jest już do zamówienia w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego (www.wuj.pl ). Właśnie wróciliśmy z kolacji - celebracji tego wydarzenia.
Popijając napar z ziół jakie kupiliśmy za kołem polarnym (herbata Saamów) trochę układam sprawy projektu Cybertotem Community. Kilka interesujących kolektywów i solowi muzycy pracują nad własnymi wersjami muzyki zainspirowanej dronami z Cyber Totem' u. Centrum z Warszawy, Job Karma z Wrocławia, Emiter z Gdańska, Aron Hidman ze Szwecji w ostatnich dniach potwierdzali kończenie pracy. Hati się zabierają do roboty.... inni milczą ale nie rezygnują. Już się zapowiada ciekawie. Myśle o wydawnictwie płytowym ale także o sieci, można by dowolnie układać własne wersje albumu z interesujących daną osobę utworów.
Jak rozmaitości to rozmaitości : Bogdan skończył okładkę do płyty z serii World Flag, tym razem będzie to koncert z Warszawy. Graliśmy w Jazzgocie Dramatycznym w Pałacu z Tomkiem R. na basie i Wojckiem Czernem na jego legendarnym syntezatorze Moog.... Już nie ma Jazzgotu Dramatycznego i dzisiaj jest Kulturalna, chyba....ale koncert był niezły i jak go dzisiaj spokojnie posłuchać (koncert z 2003) to kilka późniejszych kapel zza tego wyziera. Już kończę i startuje kolejny raz do DVD pt. POGOGITY video ( www.POGOSKATE.COM) wydanym całkowicie rewelacyjnie w kartonowej okładce w formie ...czaszki ze skrzyżowanymi kluczami ... I to nie jest jakaś produkcja nożyczkowa ale całkiem zawodowa. Film jest generalnie o tym co można robić na desce i tez o przyjemnych chwilach między telepaniem się po schodach i poręczach... Film jest o.k. i jak powiadają klechy : " jest radość" bo widać, że kultura niezależna kwitnie. W najczarniejszych momentach w soundtracku można rozpoznać fragmenty naszej płyty "Mirrors".
Jak się to rozejdzie to pewnie pojawi się okładka WW tak samo zrobiona i będzie wielkie promo w wyborczej. A jak o WW to grają w krk tym razem pod postacią trójcy : Ojciec, Syn i ...Syn, będzie to z czwarty raz w tym roku. Widać, że Rotunda kuma czacze i wie co jest cool... i ( z Rotundą) Warto Rozmawiać! A niech mają i jak śpiewa Czesio : allelujalleluja...
Na koniec wracam do początkowego obrazka, jest dla tych moich młodych kolegów, których tak męczy (ich własna) sztuka, że nie mają siły popracować troszkę bardziej wydajnie i z polotem przy własnych wystawach i warsztatach...

Jokkmokk i po Jokkmokk...

0 comments

Wyprawa do Szwecji była niezwykle inspirująca, do tego stopnia, że nie bardzo jeszcze wiadomo co ważniejsze : sesja nagraniowa z tajgą w tle czy samo Jokkmokk i dotknięcie kultury Saamów?
Lot z Krakowa do Sztockholmu i spacer po mieście oraz pierwsze wrażenia opisałem podczas podróży. Pozostaje droga do Jokkmokk, ok. 6 godzin jazdy (w jedną stronę) wielkim samochodem z Umei... na szczęście miałem kamerę i będzie obraz jak znalazł do sound lecture : psychogeografia transu : joik. Pod koniec drogi, około kilometr przed Jokkmokk ukazała się nam tablica : ARCTIC CIRCLE i mogliśmy urzeczywistnić pieszo zapowiadane : beyond... Po wręcz teatralnym zabiegu ubierania kalesonów pod napisem : arctic circle, mogłem już spokojniej (bo lekko schłodzony) dojechać na targowisko Saamów w Jokkmokk. Namioty lavvo znane nam jako tipi, noże, skóry, wyroby ze srebra, paski, ubrania, słodycze, zioła i herbaty, błyskotki i mięso renifera oraz scenka rodzajowa w postaci wraku samochodu i leżącego łosia jako reklama ubezpieczenia. Trochę się pośmialiśmy nie wiedząc, że za kilkadziesiąt godzin już nam tak do śmiechu nie będzie... Co tu pisać? Jak udało się sfilmować wciąganie flagi Saamów na maszt? A może muzeum i ośrodek kultury Saamów gdzie są przechowywane jedne z nielicznych oryginalnych starych bębnów szamańskich? A może koncert joiku, na którym fantastycznemu wokaliście towarzyszył zespół jakby z gminnej świetlicy ale i tak czasem wciskało w fotel? To wszystko musi poczekać na swój czas i na kolejną podróż już zaplanowaną. Tak więc Jokkmokk przechodzi na ważna listę, listę priorytetową.
Jeszcze dziwne słońce nad tajgą w naszych oczach i kilka reniferów, które najwidoczniej chciały się zabrać naszym samochodem w drodze powrotnej i o mało nie zakończyły naszej podróży pod ośnieżonymi świerkami na poboczu szosy... a my już z Krakowa na Północ... do Gdańska.
Koncert w Klubie Plama, w nowej sali i po dwóch latach nieobecności. Ostatni raz graliśmy tam w czerwcu 2006 roku (po trasie w USA) i to ...na dachu klubu.
Wspiera nas Tomek R. jako rezydent na północnych ziemiach. Jest sporo ludzi i znowu sprawdza się poinformowanie o koncercie i zawieszenie naszych afiszy, tak mało i tak wiele jednocześnie. Ja osobiście takie podejście zaliczam do zachowywania kultury i pewnej dozy pokory i wzajemnego szacunku do pracy (organizatorów i wykonawców) ale są tacy, którym myli się to z reklamą.
Było dobre granie i masa energii. Ale gdzieś tam w ukryciu już rozwijała się upierdliwa postać grypy. No i w Krakowie po podróży beznadziejnym składem expresu z jego beznadziejną załogą (ponad godzina postoju w polu) dopadła nas i wpędziła do łóżka. Tak więc, Jokkmokk zmieszane z expresem stojącym w mazowieckiej -tundrze- i doskonałe dźwięki joik przeplatane makaronizmami przyprawione zjadliwą grypą dają doskonałą ilustrację do wspomnianego na początku tematu transowości.

Okolice Umei

0 comments
Lot z Krakowa do Sztokholmu byl bardzo spokojny. Nie za wiele rodakow bo...nikt nie klaskal po udanym ladowaniu na lotnisku w Arlandzie. Troche biegalismy po znanych juz miejscach i zjedlismy doskonaly dal w indyjskiej restauracji - jak mozna bylo nie zagladnac pod szyld Bolywood Restaurant. Nocny pociag do Umei takze cichy i spokojny. Rano poszlismy na kawe do wagonu restauracyjnego a tam jak w Przystanku Alaska. Za oknem snieg i lekka poswiata zastepujaca wschod slonca. Calkiem jak w Krakowie.... Anders na peronie juz z daleka krzyczal nasze tajne bojowe zawolanie - Kapelusik! Ale to juz inna historia. Odwiedziny na Uniwersytecie Umea i jak zwykle w HumanLab. Eh boys...jak mawial Darren z SF....
Spotkania, gadanie, spacerowanie i przygotowania. Wczoraj dojechalismy gdzies w interior i oto jestesmy juz po sesji nagraniowej. Jedna to wspolna improwizacja nas plus trojki muzykow miejscowych oraz rewelacyjny kompozytor, muzyk i doskonaly realizator dzwieku, u ktorego goscimy. Z pomoca rewelacyjnego urzadzenia o nazwie (hm, nomen omen) CHAOS PAD opanowal nasze wybujale temperamenty i wyczarowal z blisko godzinnego grania calkiem interesujace fragmenty. Ale wieczorem nie odpuscilismy i raz jeszcze nagralismy trzy kompozycje oparte na wokalizach Ani i naszej nowej znajomej Yvonne. Spimy w domku jak z bajki i obmyslamy dalsze plany. Dzisiaj zrobilismy juz ponad 10 km spacerem po tutejszych wertepach i fotografowalem jak szalony. Mam dwa aparaty analogowe, kamere cyfrowa i Bogdanowy wynalazek czyli kamere otworkowa z przewijaniem filmu. Wlasnie przyjechal z Umei Anders i siadamy do roboty. Wlasciwie to my juz do herbaty a chlopaki do roboty czyli dalszej produkcji nowego wydawnictwa. Jutro koncert w Umei ale jeszcze spimy w - naszym - domku i to jest naprawde urocze. Nawet zima tutaj jest calkiem interesujaca.... koncert koncertem ale podobno w Jokkmokk gromadza sie juz Saamowie i stawiaja swoje lavvo....

Joik

0 comments
Dżizus - jak mnie ten Pan Marek Niedźwiedzki z baneru wystraszył! Jakiś taki jak z wosku... i ten uśmiech, brrr!
Badam w dalszym ciagu przejawy kultury Saamskiej i znajduje różne interesujące opisy i cytaty :
" Joik nie jest po prostu rodzajem (śpiewu), to próba osiągnięcia pełni. Jest jak holograficzne, wielowymiarowe, żywe odbicie, reprodukcja, jednak nie dokładnie jak płaska fotografia lub obraz w pamięci. (Joik) nie jest o czymś, to jest to coś.
Tak zdefiniowała joik Ursula Lansman z zespołu Sami Angelit.
Ale są i inne ładne cytaciki : " zmuszano Lapończyków by [...] przychodzili do kościołów z magicznymi bębnami i tam je zwykle palono". " [...] bywało, że palono na stosie ludzi z bębnami". Albo : " [...] gdy Lapończycy zostali chrześcijanami, bębny setkami palono."Nic więc dziwnego, że : [...] (Lapończycy) ścierali chrzest z wody z siebie i ze swoich dzieci przeżutą kora olchową."
Trafne spostrzeżenie z tego samego źródła brzmi tak : " Diabeł pojawił się wraz z chrześcijaństwem". Jak będziemy się gniewali na radykałów islamskich o chęć nawracania siłą to przypomnijmy sobie może, że w Norwegii, władca " Christian IV [...] wydał w 1609 roku rozkaz karania śmiercią tych, którzy nie chcą wyrzec się swej wiary." Karano oczywiście Saamów za szamanizm i niechęć do nowej, azjatyckiej religii. Imponująco sprawa się ma w rosyjskiej części Sapmi. Z pomocą cerkwi prawosławnej i zaraz potem także kolektywizacji, Saamów w pełni "zintegrowano z wielkim narodem rosyjskim". Kolektywizacja była podobno niezbędna aby mogli się nauczyć skutecznych metod hodowli reniferów.... Superowo!
Te cytaty spisałem z książki pt. "Lapończycy" autorstwa Ornulv Vorren i Ernst Manker.
Sprawy Saamskie dobrze się studiuje słuchając hia/biosphere: polar sequences, bardzo polecam!
Ostatnio jakieś dobre klimaty się objawiają : mili ludzie z Warszawy (wiem, że już Was zimny pot oblewa...) podesłali info o miejscach gdzie warto zagrać w stolicy!? Tym bardziej miło, że pamiętają nas z ciekawego koncertu w CSW czyli z ZUJA... Było ciekawie i eksperymentatorsko ale bardzo nikła publiczność ( wtedy jak do ZUJA to tylko na JAPOŃCZYKÓ!) i chyba od tamtej pory jakoś się nie złożyło? W czasie nocy czwartej RP jakoś było straszno jechać....
Inna składowa rzeczonego "dobrego klimatu" to zaproszenie na 25-lecie Teatru Snów do Gdańska na koniec listopada oraz finalizowany koncert naszych amerykańskich przyjaciół z Chalalambides ! Zagramy razem pod koniec kwietnia. Do tego powiewu zaliczyć mogę także nasze ujawnienie w ramach Festiwalu Muzyka i Świat w Krakowie. Nie będzie koncertu ale powrót do starej i lubianej przez nas formuły : free form radio! Będziemy tym razem dekonstruowali hasło : World Music i ilustrowali nasze złośliwe ataki rock'a'rollem z Indonezji via Seattle. A wszystko w legendarnym Lokatorze u PIO ( chyba, że się już dowiedział i udaremni spisek...) 17-stego kwietnia.
Wyczytałem w służbowej Rzeczpospolitej (numer z 12-13 stycznia, A 11) coś takiego : " Daniel Libeskind ( twórca projektu zagospodarowania Ground Zero w Nowym Jorku oraz słynnego apartamentowca w Warszawie)". Ładne, prawda? Szkoda, że autor będzie znany wyłącznie z Poziomu Zero w obyciu, powiedzmy to łagodnie...
A w krk szykuje się nowe i bardzo fajne miejsce, właściwie to już działa ale jeszcze kilka technicznych ruchów i gotowe : DRUKARNIA na Podgórzu. W następnym odcinku pochwale się kto nas słucha w Nowym Jorku!?

Jokkmokk

0 comments
Tak jak obiecałem; donoszę, że pierwsza celebracja 10-ciolecia Karpat Magicznych odbędzie się w Jokkmokk w kraju Saamów, na terytorium Szwecji... Bogdan zrobił tak małą czerwoną kropkę zaznaczającą Jokkmokk na mapce obok, że sami musicie szukać w atlasie... Obok zobaczenia/usłyszenia corocznego festiwalu Saamów z okazji Ich święta narodowego (przypadającego na 6 lutego) mamy też nagrywać z miejscową ekipą. Zakupiliśmy grube skarpety i słoweńskie "gacie" bo tam raczej upałów nie będzie...Już mnie ktoś pytał co tak nas na Samów wzięło nagle.... Kochani, jakie "nagle"? przypominam, że na pierwszej płycie KM jest utwór pt. Yoik Urdego Wierchu (Urdy Wierch to stara nazwa tzw. obecnie Góry Krzyżowej nad Krynicą i tak mi się to z historią Saamów kiedyś zlało...) a Lapończycy z serii tzw. "ceramowskiej" są u mnie od zawsze. Polecam też książkę Ailo Gaupa "Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna" wydaną u nas przez słowo/obraz terytoria w 2004 roku. A warto poczytać o tych bębnach bo misjonarze tak "bombardowali miłością" i "pochylali się z troską" nad Saamami, że do dzisiaj przetrwały jedynie 73 oryginalne bębny noaidów (szamanów). Swoją drogą to sukces w nawracaniu jest kiepski bo w niektórych miejscach Kraju Samów braciszkowie (z dyskretną pomocą zbrojnych) trudzili się jeszcze w XIX wieku... a tu masz babo placek! od XX wieku już powrót do tradycji latania po widdzie (tundra) i zbierania sie w seide (miejsca ofiarne) oraz walenia rogiem renifera w bębny gievrie lub goauddis . Tak więc szykuje się interesująca wycieczka. I nikt nie może powiedzieć, że to kultury pozaeuropejskie...bo od 10 tysięcy lat europejskie!
Dzisiaj zmarł ser Edmund Hillary... wiadomo Everest ale chciałbym tylko dodać, że wielkie wrażenie zrobiły na mnie szkoły budowane w Khumbu (nepalski rejon Everestu) i szkółki drzew leśnych. Jodełki z tych szkółek ratują dziś wiele miejsc w Himalajach przed erozją. Polecam Jego autobiografię. Czapki z głów, co tu powiedzieć więcej? Zapalić kadzidło, zakręcić młynkiem modlitewnym i /lub odmówić różaniec.
Aż mnie mdli, że młodszym Everest będzie się raczej kojarzył z tą blondynką co przeszła tak głęboką przemianę na szczycie Wielkiej Góry, że aż poszła ostro w reklamę. Jest kilka osób, które dobrze wiedzą, że robią szemrany przemysł turystyczny i jeszcze sugerują, że liczy się tylko kasa. 60 tysięcy dolców za wyniesienie na szczyt Everestu musi sie zwrócić, no nie? Paluszek dla was!
Będziemy grali w Gdańsku zaraz po powrocie z Jokkmokk... czy to nie zastanawiające, że pierwszy nasz wyjazd do Szwecji odbył się promem po koncercie w Gdańsku? Nawet ryk syreny i szum morza podczas odbijania od przystani uwieczniliśmy na jednej z płyt tzw. "morskich". Ale to były czasy! Tłoczyliśmy się z tłumem naszych rodaków przed odprawą i jako jedyni nie mieliśmy ze sobą wędki. No bo nasi na pytanie : w jakim celu udają się do Szwecji, odpowiadali : "fiszing" i aby się nie rozgadywać po angielsku pokazywali na "dowód" wędkę... Szwedzi cierpliwie udawali, że podziwiają tak wielu bogatych Polaków przybywających w celach ichtiologiczno-łowieckich. Kiedy doszło do nas i nie mieliśmy wędki już myślałem, że będzie krucho ale zaproszenie na koncert w centrum kultury w Sztokholmie i gitara plus didjeridu, które w pokrowcu jakoś mogło się z wędką kojarzyć okazało się całkiem o.k. "Wędkarze" pewnie następnym razem pokazywali gitary i oświadczali : "muzik". Ale my już na prom nie wróciliśmy, bo tak cholernie śmierdziało w drodze powrotnej jakby Ci goście złowione ryby zapomnieli wyjąć z butów... A dzisiaj nie dość, że Unia to jeszcze Szengen i pewnie juz mało kto "fiszing" a jak tak to może faktycznie jedzie łowić? My zostaniemy przy swoim i będzie "muzik". Aż sobie posłucham nowej płytki w serii Flaga Świata z tym starym koncertem na dachu Kulturhuset w Sztokholmie. Do Saamów jeszcze powrócę - nie cieszcie się, że to już koniec- może się uda i napiszę z Sapmi czyli ich Kraju. A w krk jak zwykle : VooVoo ... Ważne jest aby były w życiu jakieś stałe punkty dające oparcie! Kraków dobre miasto jest, żywi pół Warszawy, panie, dobre miasto jest to co się dziwi, że na Sylwestra mało kto w stolicy zostaje?
"Przekrój" kierowany chyba jeszcze przez Nieprzejednanego Outsidera doniósł, że pojawiła się w Polsce klasa średnia! To kilka procent naszej wielkiej i przebogatej w rozmaite formy życia populacji, ale już warto być czujnym jak krytyka polityczna jest czujna. Burżuje i imperialiści pod wodzą liberalnych intelektualistów nadciagają. Może w Przekroju za dużo tego Liptona?

Flagi i prąd z atomu w kazdym domu!

0 comments
Ostatnio sporo czytam na temat Saamów. Już dawno mnie zainteresował (dawno czyli jak mówi A. : "przed pierwsza wojną światową"...) ten odradzający się i być może najstarszy europejski lud ( szacują Go na coś koło 10 tys. lat...). Dwa lata uprawiałem arcydzięgiel w ogrodzie aby mieć pojęcie o dwóch instrumentach (fadno i paska), które wykonuje się z łodyg jednorocznego i osobno - dwuletniego arcydzięgla. Ale o tym innym razem bo z kilku wątków na dziś wybrałem flagę Saamów.
Symbolizuje słońce i księżyc czyli naturalne siły, na których ufundowana jest szamańska filozofia życia. Tak mi to się jakoś komponuje z doniesieniem o tzw. "identyfikacji graficznej' czyli zwyczajnie i swojsko - logo prezydencji Słowenii w Unii Europejskiej. Jest na nim : " alpejski szczyt Triglav, europejska gwiazdka, kolory słoweńskiej flagi i kontury liścia dębu, ważnego drzewa w mitologii Słowian". Logo zaprojektował Robert Kuhan i wyjasnił On, że: " przywołał żywioły : ogień, ziemię, powietrze i wodę". Aż serce rośnie! Mocniejsza w wymowie i oparciu o Nature jest już chyba tylko flaga.....polska! Czerwony i biały kolor to w mitologii słowiańskiej symbole życia i śmierci w sensie cykliczności pory wegetacji i życia oraz pory spoczynku, snu, smierci. Ta symbolika jest dobrze jeszcze rozumiana u naszych południowych słowiańskich braci, np. w Bułgarii. W lutym czerwono-białe "marteniczki" staną się popularnym podarunkiem dla bliskich. Bo w lutym : Nowy Rok! Troche to przydługie i "serio" ale co tam... To odpowiedź na wpis od katolickich aktywistów. Jak to Wam nie wystarczy to może numer naszego mieszkania - 69! No bo jak nie z Wami to pewne, że przeciw Wam... A to nie takie proste, kochani, nie takie proste. Nie popadajmy w megalomanię i zbytnie posłannictwo. Trochę życzliwego luzu, sobie i Wam życzę w Nowym Roku Księżycowym!
Jak mowa o luzie to jest coś fajnego! Wpadł mi w ręce katalog pt. 1. Festiwal Plakatu Reklamowego, Kraków Barbakan 27.04-14.05. 2006 . Jak wynika z zawartości tematem festiwalowego konkursu był plakat zachęcający do elektrowni atomowych w Polsce. No bo sami Wiecie : "ciemne społeczeństwo" już raz rozebrało taką budowę w Żarnowcu. Ale sen o "atom power" jest aktualny, a wielkie plany już dawno zrobione czekają.
Tym razem przygotowania idą jak należy : chwytliwe slogany, ośmieszanie ciemnogrodu antyatomowego i budowanie zaufania społecznego na zasadzie : oddzielić radykałów, podzielić niezdecydowanych i grać na emocjach. Mój wpis jest w fachowej terminologii : "wyłanianiem aktorów konfliktu".
Plakacików zaprojektowano sporo ale wybrałem 3 urocze : makatka wyszywana ręcznie z napisem : PRĄD z ATOMU w KAŻDYM DOMU" ( w miejsce : na górze róże na dole fiołki...), kwiATOM dla Polski mówimy TAK! (ilustrujący ten plakat "kwiat" to znak : "uwaga- promieniowanie jądrowe") - prawda, że śliczny pomysł? Trzeci plakat ma napis : "Słońce jest elektrownią atomową i nikomu to nie przeszkadza". To może wybudujemy elektrownie atomowe w tej samej odległości od Polski ...Nieprawdaż? A krakowski wieszcz nucił : " wszyscy artyści to prostytutki" i czy nie jest tu coś na rzeczy? Naprawdę BOMBOWE pomysły!?
A jednak muszę jeszcze jedno hasełko zacytować na koniec : " czysto -zdrowo-atomowo". Dla mnie bomba (atomowa)! Ja bym ten napis (po zapłaceniu za prawa autorskie artyście Rafałowi Cwenk) użył do oznaczenia strefy w Czarnobylu. Ma tam podobno powstać rezerwat przyrody, więc byłoby tak : Rezerwat Przyrody "Czernobylskie Uroczysko" Czysto-Zdrowo-Atomowo". Rewelka....
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội