K-wietniowe K-oncerty już za nami... chyba lubie taką intensywność i różnorodność...
Ostatni z trzech kk, w Drukarni i z świetnymi gośćmi, kosztował mnie sporo nerwów ale przy kolacji, około pierwszej w nocy doszedłem do wniosku, że było warto. Tom i Christine wyznali, że bali się trochę przyjęcia podobnego do tego z koncertu w Warszawie. Krakowski Kazimierz nocną porą jest doskonałym miejscem dla wyłuszczenia subtelnych i mało subtelnych różnic kulturowych pomiędzy ... sami wiecie. W nagrodę za ciężką prace pojechaliśmy do Gosi na Sopatowiec aby w czasie długiego weekendu... trochę popracować! Było super! Ania jak zawsze wzmagała się z głosami sympatycznej grupy, ja poprowadziłem spacery etnobotaniczne. Te zajęcia i sound lectures psychogeografia transu cieszy mnie nie mniej niż koncerty. Powoli nadchodzą przesyłki z muzyką zbudowana na moich dronach z Cyber Totem'u. Jest czego posłuchać i zapowiada się naprawdę interesująca jesień.
W mojej "ulubionej" Gazecie Krakowskiej przeczytałem, że : "...głosami jedenastu radnych odrzucono projekt wprowadzenia do porządku obrad oświadczenia potępiającego łamanie praw człowieka w Tybecie..." - to na sesji w UM Nowego Sącza. A z mojego archiwum tej samej gazetki rarytasik "...Jest to logiczne dopełnienie niezwykłego dzieła, rozkwitającego w naddunajskim grodzie, które trudno ogarnąć umysłem, a można pojąć tylko oczami wiary". To piękny tekst z 2001 roku o gazetce pt. " Zwyciężajmy miłością". Mój umysł faktycznie nie może pojąć swobodnego zabierania przestrzeni publicznej na religijne sanktuaria w imię -zwyciężania miłością- wpychaną na siłę do gardła każdemu posiadaczowi zwykłych, chciało by się powiedzieć : normalnych?!), oczu.
I jak tu nie zostać blogowym hatersem gdy się widzi tyle zmian w znaczeniu słów... Poza - miłością- dam inny przykład. Piknik rodzinny dawniej oznaczał, że całe rodziny mogą uczestniczyć w akcji, coś dla taty, coś dla mamy i coś dla dzieci ( albo jakiś inny układ jak ktoś chce). Teraz to oznacza, że podczas jednej imprezy zagra : WW, synowie solo i razem, Osjan, WW z kimś tam itd. To jest teraz piknik rodzinny i funduje go niezaspokojonym warszawiakom Lublin. No i o.k. - jak mówi Ania : nie ciągnie nas na ścianę wschodnią, tylko dlaczego to się nazywa : nowe brzmienia? W Lublinie, gdzie tyle lat działał niestrudzenie OBUH Records, gdzie nasz (już zapomniany przez media...) oskarowy kompozytor Jan A.P. Kaczmarek grywał (osobiście bądź z taśmy) podczas spektakli u Pana Mądzika, a Obywatel GC w pobliskim Kazimierzu ... nawet nie wspomnę wczesnego okresu Budki S. (sorry, jestem już stary i pamiętam coś więcej niż -tango-) i wielu innych ludzi... i tam objawia się NOWE brzmienia?! Pogłupieli ludzie od tego dobrobytu w lessowej krainie?
No dobra, szołbiznes ma swoje prawa i rozumiem to, powodzenia! tylko troszkę przyzwoitości i pokory wobec muzyki. No wiem - idealiści muszą zginąć, jak nie od "miłości" to od "nowości".
Tu otwiera się piękny i wdzięczny temat do dyskusji.... bo jest jeszcze jedno określenie warte analizy : offowy! Oj jest o czym podyskutować!
Kwietniowa bieganina

Fota : Rodzina katolicka z okolic Sarajewa, pochodzi z książkowej relacji z jezuickiej wyprawy na Bałkany, opublikowanej w 1899 roku. Jest tam więcej takich rodzyneczków, miodzio i tyle.
Bieganina kwietniowa wchodzi w fazę kulminacji... W sobotę pięknym pociążkiem, który zmierza do Berlina dojechałem (tym razem) do Wrocławia. Średnia prędkość 50 km/godzinę i liczne zastępy sprawdzaczy biletów to kolejowa forma budyniu, która zaczyna sprawiać surrealistyczne wrażenie. No bo wyobraźmy sobie, że ktoś otwiera sklep i ma w nim jedynie ocet, margarynę i baleron... Nawet najbardziej sentymentalni ludzie nie będą się w nim zaopatrywać, a my musimy czasem jechać pociążkiem i nie ma wyboru! We Wrocławiu wygłosiłem wykład pt. psychogeografia transu z transowym efektem u słuchaczy. Nie było tłumów ale ... w sobotę, o 13-stej, w mieście licznych rozrywek i kultury to chyba sukces, że ta grupka się zjawiła. A w mieście było trochę atrakcji bo "naziole" pod pretekstem uczczenia ofiar katyńskich postanowili trochę poszaleć. Jakoś przemknąłem na dworzec i od nowa pięć godzin, chmary sprawdzaczy biletów (był nawet cywilny sprawdzacz sprawdzaczy biletów...jak u Kafki) i moja ulubiona stacja : Trzebinia. Trans pewny i bez specjalnego treningu. A kto we Wrocławiu będzie grał na Juwenaliach? No kto? Kult! Jaka niespodzianka (!) i rodzi sie pytanie : a co z Kazikiem Staszewskim? A co z Korą i Marylą Rodowicz. Co z tymi co się nawzajem obdarowują Fryderykami?
W niedzielę wybrałem się na Festiwal Inicjatyw Niezależnych Artystycznie. Bogdan rozwinął naszą Flagę Świata i czekał na tłumy od południa do około 18-stej. Całkowite nieporozumienie i osłabiająca niekompetencja, do tego katakumby Pauzy... to sceneria obowiązkowa dla "niszowych", "niezależnych" itd. Do tego pewna pancia nie mogła się zdecydować czy jest bardziej lesbijką, biseksualistką czy może transwestytką i częstowała zgromadzonych banałami przetykanymi oświadczeniami o swej skromności. Pokazała swoje dzieło, które powstało podczas sesji fotograficznej eksponującej marną bieliznę damską pod pozorem rewolucji seksualnej.
Tak się składa, że podobny album został dawno wydany i nosi tytuł : Women by women, wydano go w wersji niemieckiej i angielskiej w 2003 roku (Prestel). Foty są tam na wysokim poziomie i bielizna (o ile jest) naprawdę fajna. Ale dajmy spokój tej pani, bo co można powiedzieć tym, którzy jeszcze walczą podczas II-giej światowej...chcą, to niech walczą i tak nie uwierzą, że jesteśmy w Unii i na granicach możemy pokazać dowód osobisty albo nawet ...nic. Był też aspekt pozytywny tej pomyłki organizacyjno-ideowej : poznałem dwóch fajnych gości. Bo spotkanie to jest to co jest najważniejsze w tej naszej przestrzeni ale...na spotkanie nie dają grancików. I to jest ten ból i musi być panel i kiermasz itd. itd. Do białej gorączki mnie doprowadza określenie "niszowy", to uzurpacja i dyskurs władzy i tyle. To Telewizja Polska jest niszowa i fundamentaliści od "warto rozmawiać" są niszowi, nie my. Nie dajcie sobie wmówić niszowości, katakumb, braku informacji i prasowych przekłamań i przeoczeń. Chodzi o kasę, o brudne zwalczanie konkurencji (tych co nie zapłacili za usługę w postaci promocji) i o rząd dusz. Do tego służą przyjazne gesty na pokaz i społecznościowe akcje. I do tego służy przypinana łatka niszowości. Tego jakoś FINA nie może zauważyć, albo nie chce? bo to nie jest zabawne i takie cool- studencko-zajebiste.
W poniedziałek zagraliśmy do pięknego filmu w ciekawym miejscu firmowanym przez Teatr im. J.Słowackiego. Byłem zdziwiony sporą grupą słuchaczy i oglądaczy (bo część publiczności śledziła film ale wiele osób miała zamknięte oczy!). Po raz pierwszy od lat zagrałem koncertową formę bez instrumentów dętych...co za ulga! Historia Joanny d'Arc pokazana czarno-białymi obrazami i scena płonącej na stosie kobiety mocno nas zainspirowała. Myślałem o płonących mnichach buddyjskich i do teraz ten obraz pozostaje gdzieś blisko mnie.
Gazeta nie uznała za warte odnotowania, że to Karpaty grają i w jednozdaniowej informacji wymieniono jedynie nazwisko reżysera filmu, a na okrase podano mylną informację co do miejsca zajścia. Już widzę jakie teksty i foty byłyby gdyby miał grać ..... sami wiecie! Ale efekt tej zmyły okazał się odwrotny, czyżby ludzie już się zorientowali, że nie całą prawdę piszą w gazetkach?
Jutro w Lokatorze mamy krytycznie odnieść się do zjawiska handlowego pt. World Music aby utwierdzić opinię o naszym malkontenctwie...no bo to taka fajna sztuka przecież i tak fajnie pokazuje jak ludy tubylcze też śpiewają i grają. Oczywiście nie tak zawodowo i jak my tu na Zachodzie... Po tej prowokacji (teraz to się nazywa sound lecture...) chcemy zagrać i przypomnieć muzycznie kulturę Tybetu. Wszystko co się dzieje jest w szerszym planie o.k. ale czuję, że poza napięciem nerwowym jakie u dziennikarzy powoduje wielki problem naszych gwiazd sportów motorowych i szołbiznesu, coś nam wszystkim umyka. Zrozumiałem to kiedy na pasku w TVN-ie pokazała się dobra nowina w postaci zdania : iksiński polityk średniego poziomu (nie premier, prezydent czy ktoś taki) - chce się spotkać z Dalaj Lamą. Wow! to sukces Tybetu, że mąciwoda z Bolandy kategorycznie chce sie spotkać! I jaka to łaska pańska... Może niech ten pan się spotka z wikarym u siebie na wsi albo lepiej może poczyta sobie coś poza historią Solidarności. Ale ziarno karmiczne zostało zasiane, więc wybaczmy może to aroganckie "chce".
Ale bywa gleba jałowa... w takim Nowym Sączu pan prezydent miasta (PiS) z pomocnikami (PiS) jadą do Chin bo taka jest racja stanu (PiS) tego "naddunajeckiego grodu" (określenie rozpoetyzowanej redakcji naddunajeckiej gazetki, nadającej się jedynie ale za to doskonale do polerowania szyb w oknach).
Taki ten kwiecień ciekawy.... a jeszcze jest kilka spraw do załatwienia!!! No bo jeszcze Łódź i implozja w Drukarni na Podgórzu. Primordial Undermind i Charalambides to niezła ekipa do implozyjnej psychedelii wiosennej.
Tak więc : budyniu nie zabraknie!
Bieg w kajdanach
Na początek reszta nostalgii z poprzedniego tekstu...Na początku lat 90-siątych ubiegłego wieku (ale brzmi?!) po powrocie z wyprawy do Nepalu, gdzie po raz pierwszy byłem w obozie uchodźców tybetańskich, wydałem pierwszą w Polsce kasetę z liturgiczną muzyką Tybetu. Takie nagrania dzisiaj to nie problem ale w tamtych czasach. Na okładce był graficzny znak Roku Tybetu...no i kilkanaście lat później przygotowujemy znowu darmowe wydawnictwo z tym samym znakiem. Z wielu "koncertów na rzecz Tybetu" jakie stały się moim udziałem (jeszcze za czasów Atman'a i później) najbardziej konkretny był ten zorganizowany m.innymi przez the Band of Endles Noise. Właściwie była to trasa koncertowa i jak pamiętam w Szczecinie przybyło z 20 osób ale w Katowicach były tłumy...i wielkie kłopoty. Ale czasy się zmieniły i teraz podobno unikamy lansu. Ktoś chciał robić składankę na rzecz Tybetu ale zrezygnował bo boi się, że zarzucą mu lans... Takiego zarzutu nie boi się Justyna S. i Stanisław S. - wiadomo, Oni już nie muszą się lansować na Tybecie, wystarczy Białoruś.
Z tym lansem to jakaś paranoja ; a wystarczy czytelny cel i jego osiągnięcie aby problem lansu przestał być zasadny. Jeżeli zebrana kasa pomoże chociaż jednemu dziecku z Tybetu to zarzut lansu mi lata. Lans to jest tylko wtedy gdy tivi, instytucja tak bogata, że mogłaby utrzymywać cały obóz lub szkołę, robi szoł z gwiazdami przemysłu pończoszniczego i scen przykościelnych.
Kochani, lans to jeszcze zobaczycie... ale niech tam. Ważne są karmiczne sytuacje, które w zadziwiający sposób objawiają się nam we wszystkich telewizjach - z tivi Trwam łącznie!
Kiedy tak stałem dzisiaj na krakowskiej manifie (gdzie uzbierało się z pięć flag Tybetu ale ludzi było naprawdę dużo i byli autentycznie zaangażowani), pomyślałem sobie, że nigdy nie wiadomo : energia to energia i niech płynie!
Ważne jest aby słuchać muzyki z Tybetu i tej zainspirowanej kultura Tybetu. Może już nie płyta komercyjna z tytułem FREE TIBET (pamiętacie cacko Ghost?) ale sieć, wymiana, zawieszenie praw autorskich. Jestem pewny, że warto przestrzeń nasycać tybetańskim dźwiękiem. Kultura jest dziwnym obszarem, czasem polityczny kryzys powoduje, że zakwita i ustanawia własne prawa. Muzyki nie da się powstrzymać. To znacznie skuteczniejszy sposób działania na rzecz Tybetu niż atakowanie tzw. "chińczyków", bo co to oznacza? Mamy atakować tych wywłaszczonych chłopów i studentów mających kłopoty z internetem? Najbardziej na manifie podobał mi się banerek : Wolny Tybet - Wolne Chiny.
Ale zawody sportowe a igrzyska olimpijskie szczególnie, ze zniczem na okupowanej ziemi, to już inna sprawa. Może Komitet Olimpijski zaakceptuje nową dyscyplinę sportową : "bieg w kajdanach" dla krajów, które mają w dupie wartości olimpijskie i prawa człowieka?
Obrazek powyżej to część plakatu kolportowanego przez młodych Tybetańczyków w Nowym Jorku w 2001 roku. Apelowali aby sprzeciwiać się pomysłowi przyznania Olimpiady Chinom. Nie posłuchano ich, nie posłuchano wielu ludzi. Niech teraz nikt nie udaje zaskoczenia!
Tybet

Trochę to przygnębiające ale pewne niekorzystne sytuacje uparcie powracają. Najpierw nasz utwór z pierwszej płyty, nagrany blisko 10-lat temu wywołał nową falę zainteresowania wraz z powrotem konfliktowej sytuacji w Serbii. Przypomnę, że jest to muzycznie dość mocna rzecz a w warstwie tekstowej pojawia się miłosna poezja serbska czytana... przez telefon. Wiersze czytała przez telefon serbska żona naszego gitarzysty, która podczas nalotów NATO na Serbie bała się bardzo o swojego ojca i od czasu do czasu rozmawiała z nim przez telefon. Moje i Ani doświadczenie związane z tym utworem było jak z obrazów Salwadora Dali. My na plaży w Grecji, gdzieś koło Salonik... parasole, zimna cola, ciemne okulary i ciepła błękitna woda... a na horyzoncie sylwetki niszczycieli i innych bojowych okrętów jak wycięte z czarno-popielatej dykty. Trochę straszno ale też jakoś mało realne. Wkrótce okazało się, że całkiem realne. I to wszystko jest w tym jednym bardzo krótkim utworze, jednym z nielicznych w naszym tzw. dorobku, który spełnia wymogi komercyjnego radia...co do długości nagrania. To jest "kawałek" bardziej punkowy niż połowa nagrań Muńka i dlatego w (polskim) radiu nie zagościł.
Po dziesięciu latach wszystko powraca i naprawdę nie chodzi o opowiadanie się za lub przeciw komuś. Chodzi o bezsens powtarzającej się sytuacji, która niszczy ludziom życie, dosłownie i w przenośni. Moja postawa w wypadku tego konfliktu jest bliska myśli Jonasa Mekasa : " Wybrałem kulturę, odrzucając barbarzyństwo, faszyzm i komunizm". Może dorzuciłbym ... i fanatyzm...?!
I po tygodniu czy dwóch powraca nagle sprawa Tybetu. I znowu zdesperowany tłum pod kulami wojska, które jest daleko od domu i "wykonuje rozkazy". Ciała układane pod murami klasztorów, ultimatum władz okupacyjnych, więzienia i drut kolczasty - bo Chiny muszą postawić na swoim?! Sportowcy się zastanawiają, komitety od tzw. "sportu" liczą ewentualne straty, politycy działają różnie ( u nas muszę przyznać, że całkiem dobrze), a my zwykli ludzie pytamy się wzajemnie co mamy robić. Kiedyś też ludzie patrzyli na towarowe pociągi pełne innych ludzi, którzy jechali na śmierć bo : mieli mniej szczęścia ? taki los? przeznaczenie? Bóg tak chciał? taka
Karma? zapisane w genach? Mam mniej więcej tyle lat co sprawa okupacji Tybetu i nic się nie zmienia. Co z wielką mądrością Chin, co z równowagą Energii ? Tak się ją buduje? Pałując kilka dziesiątków lat mnichów i gospodynie domowe. Jeden mędrek z Gazety napisał, że namawiając do bojkotu olimpiady powinniśmy najpierw odrzucić wszelkie produkty chińskie. To podwójna bzdura. Po pierwsze domaganie się ludzkiego traktowania Tybetańczyków i ich kultury nie oznacza walki z Chinami, a po drugie to nie Chiny ofiarowują nam Olimpiadę tylko świat zachodni ofiarowuje swą tradycję Chinom, bo wierzy .... to oczywiście wersja oficjalna i naiwna ale co jest poza nią? No właśnie to: przemoc i głupota. Nie jest wcale takie niezasadne aby się zastanowić czy Chiny rozumieją - inne niż promocyjne - walory i znaczenia Olimpiady. Mam nadzieję, że Yeti się ocknie i trochę popsoci na tej Wielkiej Górze. Swoją drogą to zapalanie znicza olimpijskiego na Górze, która politycznie należy do dwóch innych, sąsiednich krajów jest dwuznaczne. Jakoś nie mogę przypomnieć sobie chińskiej nazwy... a angielską, nepalską i tybetańską pamiętam!? A wy?
Nie czuję nienawiści do Chin i życzę wszystkim udanej olimpiady, chociaż przekonuję się ostatnio do nienowej idei aby olimpiada na stałe zagościła w Grecji. Im więcej podróżuję, tym bardziej podoba mi się Europa...
Takie tam
Przedwczoraj miałem wykład : wprowadzenie do etnobotaniki... Sala pełna i studenci lekko oszołomieni moją prezentacją roślin magicznych i muzycznych. Spotkanie miało trwać 1,5 godziny ale wyszedłem po trzech...
Wieczorem zaglądałem na analizę wejść na naszą starą i nieco zaniedbaną stronę internetową. Wszystko po staremu : dla naszej muzyki z Polski istnieją trzy województwa - małopolskie, mazowieckie i śląskie. Takie np. lubuskie lub świętokrzyskie nie osiągają afrykańskiego poziomu wejść na naszą stronę!
A sieć to ciekawe zjawisko... ale wie to już prawie każdy. Dowiadują się teraz władze Chin. Nic tak mocno nie nagłośni sprawy okupowanego Tybetu jak Olimpiada w Chinach, która miała pokazać jaki to demokratyczny i otwarty kraj. Zobaczcie sami na www.phayul.com - o ile jeszcze pod tą nazwą znajdziecie telewizję tybetańską... W Lhasie w tym momencie rozruchy i pacyfikacja demonstracji, a droga pod Mt. Everest od strony Chin zamknięta.
W Polsce sukces : jeden pan dostał tzw. religijnego Nobla... Tak już chyba zostanie, że na świecie goście będą dostawali nagrody za osiągnięcia w fizyce, biologii i chemii a w Polsce... za religię. A jak o religii mowa to ciekawa jest dyskusja w Czasie Kultury na temat sprawy Nieznalskiej. Sprawa w sądzie trwa już trzy lata i zastanawiam się czy nie można byłoby wnieść sprawy sądownie "odwrotnej", czyli o prześladowanie ze strony fanatyków religijnych. Przy tej okazji zdałem sobie sprawę, że LPR, która sprawę wywołała jakoś się na niej (i innych podobnych) nie obłowiła... O religii pisze ciekawie Jonas Mekas w swej autobiografii pt. "Nie miałem dokąd iść". Warto poczytać jak to chłopak z Litwy stał się "żywą legendą nowojorskiej awangardy filmowej". Czy to naprawdę takie dziwne, że się "zakolegował" z synem państwa Warcholów, rusińskich uciekinierów z (Czecho)Słowacji?
Trochę sobie tłumaczę z materiałów o Saamach i wyczytałem, że " niszczono Saamów w imię Lenina i Boga"; prawda, że ładne? i o tym jak po Czernobylu ( 1986 r.) spalono 30 tysięcy (!) reniferów bo ich mięso i mleko było skażone. To był wielki szok dla społeczności Saamów, nigdy nic takiego nie miało miejsca. A u nas ta przeklęta megalomania w dziwnym uścisku z ociężałością umysłową głosi, że energetyka jądrowa jest ekologiczna i bezpieczna. Kraj gdzie nie potrafi się prostej drogi zrobić a autobusy się same zapalają , zbuduje nagle bezpieczne elektrownie atomowe. No jasne, tak jak stadiony i autostrady.
Ale i pośmiać się trochę można : grupa Ankh dostała odznaczenia za zasługi dla kraju. To może lepiej Ankh niż WW ale jednak wiocha ... bo przecież WW (szeroko rozumiane) bardziej zasłużona jest dla utrwalania zdobyczy naszego kraju na polu kultury. Na początku pisałem o świętokrzyskim...ale tam widocznie tylko nas tak nisko cenią i w Kielcach Ankh to oczko w głowie każdego obywatela.
W Kraku jak to w Kraku : festiwal Huculski ( jest fajny bo wszyscy Huculi są w Mieście, a w ich miejsce siedzą po karpackich chałupach studenci atropologii kulturowej i mogą sobie spokojnie badać), festiwal perkusyjny z zacnymi perkusjonistami jak Pan Profesor Jan Pilch i biegły w sztuce tabli Kubek, tez Jan. Innych festiwali nie zliczę...a nadciągają nowe. Z tego wszystkiego wróciłem dzisiaj wcześniej do domu, do naszej Tower milutkiej i zaraz zrobię sobie herbatki alpejskiej. A może jeszcze trochę pogram na specjalnie spreparowanych strunowych cymbałach santoor, bo nasze komponowanie w czasie realnym ( lepiej brzmi niż improwizacja?!) do filmu niemego zbliża się wielkimi krokami. No i inne, takie tam....
Muszę też odnotować, że dzisiaj wieczorem urodziła się dla historii (poprzez utworzenie strony i podanie jej na druku reklamowym projektowanym z okazji festiwalu Terrastock 7) World Flag Records.... Jesteśmy bowiem bardzo wdzięczni za wysiłki koncernom, które dotąd trudziły się z naszymi płytami ( tu dobre jest określenie : "robiły co mogły" ) ale wychodzi nam w podsumowaniach z okazji 10-lecia, że nigdy nie osiągnęły zasięgu i ilości sprzedaży tych płyt, które wyprodukowaliśmy sami. I takie tam!
Wieczorem zaglądałem na analizę wejść na naszą starą i nieco zaniedbaną stronę internetową. Wszystko po staremu : dla naszej muzyki z Polski istnieją trzy województwa - małopolskie, mazowieckie i śląskie. Takie np. lubuskie lub świętokrzyskie nie osiągają afrykańskiego poziomu wejść na naszą stronę!
A sieć to ciekawe zjawisko... ale wie to już prawie każdy. Dowiadują się teraz władze Chin. Nic tak mocno nie nagłośni sprawy okupowanego Tybetu jak Olimpiada w Chinach, która miała pokazać jaki to demokratyczny i otwarty kraj. Zobaczcie sami na www.phayul.com - o ile jeszcze pod tą nazwą znajdziecie telewizję tybetańską... W Lhasie w tym momencie rozruchy i pacyfikacja demonstracji, a droga pod Mt. Everest od strony Chin zamknięta.
W Polsce sukces : jeden pan dostał tzw. religijnego Nobla... Tak już chyba zostanie, że na świecie goście będą dostawali nagrody za osiągnięcia w fizyce, biologii i chemii a w Polsce... za religię. A jak o religii mowa to ciekawa jest dyskusja w Czasie Kultury na temat sprawy Nieznalskiej. Sprawa w sądzie trwa już trzy lata i zastanawiam się czy nie można byłoby wnieść sprawy sądownie "odwrotnej", czyli o prześladowanie ze strony fanatyków religijnych. Przy tej okazji zdałem sobie sprawę, że LPR, która sprawę wywołała jakoś się na niej (i innych podobnych) nie obłowiła... O religii pisze ciekawie Jonas Mekas w swej autobiografii pt. "Nie miałem dokąd iść". Warto poczytać jak to chłopak z Litwy stał się "żywą legendą nowojorskiej awangardy filmowej". Czy to naprawdę takie dziwne, że się "zakolegował" z synem państwa Warcholów, rusińskich uciekinierów z (Czecho)Słowacji?
Trochę sobie tłumaczę z materiałów o Saamach i wyczytałem, że " niszczono Saamów w imię Lenina i Boga"; prawda, że ładne? i o tym jak po Czernobylu ( 1986 r.) spalono 30 tysięcy (!) reniferów bo ich mięso i mleko było skażone. To był wielki szok dla społeczności Saamów, nigdy nic takiego nie miało miejsca. A u nas ta przeklęta megalomania w dziwnym uścisku z ociężałością umysłową głosi, że energetyka jądrowa jest ekologiczna i bezpieczna. Kraj gdzie nie potrafi się prostej drogi zrobić a autobusy się same zapalają , zbuduje nagle bezpieczne elektrownie atomowe. No jasne, tak jak stadiony i autostrady.
Ale i pośmiać się trochę można : grupa Ankh dostała odznaczenia za zasługi dla kraju. To może lepiej Ankh niż WW ale jednak wiocha ... bo przecież WW (szeroko rozumiane) bardziej zasłużona jest dla utrwalania zdobyczy naszego kraju na polu kultury. Na początku pisałem o świętokrzyskim...ale tam widocznie tylko nas tak nisko cenią i w Kielcach Ankh to oczko w głowie każdego obywatela.
W Kraku jak to w Kraku : festiwal Huculski ( jest fajny bo wszyscy Huculi są w Mieście, a w ich miejsce siedzą po karpackich chałupach studenci atropologii kulturowej i mogą sobie spokojnie badać), festiwal perkusyjny z zacnymi perkusjonistami jak Pan Profesor Jan Pilch i biegły w sztuce tabli Kubek, tez Jan. Innych festiwali nie zliczę...a nadciągają nowe. Z tego wszystkiego wróciłem dzisiaj wcześniej do domu, do naszej Tower milutkiej i zaraz zrobię sobie herbatki alpejskiej. A może jeszcze trochę pogram na specjalnie spreparowanych strunowych cymbałach santoor, bo nasze komponowanie w czasie realnym ( lepiej brzmi niż improwizacja?!) do filmu niemego zbliża się wielkimi krokami. No i inne, takie tam....
Muszę też odnotować, że dzisiaj wieczorem urodziła się dla historii (poprzez utworzenie strony i podanie jej na druku reklamowym projektowanym z okazji festiwalu Terrastock 7) World Flag Records.... Jesteśmy bowiem bardzo wdzięczni za wysiłki koncernom, które dotąd trudziły się z naszymi płytami ( tu dobre jest określenie : "robiły co mogły" ) ale wychodzi nam w podsumowaniach z okazji 10-lecia, że nigdy nie osiągnęły zasięgu i ilości sprzedaży tych płyt, które wyprodukowaliśmy sami. I takie tam!
człowieszka rybica

Ten tytuł to urocza nazwa bardzo interesującego płaza, który żyje w jaskiniach krasowych w Słowenii (niedobitki służb specjalnych 4 erpe przepraszam za trudne wyrazy) Polska nazwa brzmi: odmieniec jaskiniowy i jest też całkiem, całkiem.... Człowieszka rybica powinna zostać patronem / totemem artystów alternatywnych.
Już więc wiadomo o czym rozmawialiśmy z Ester, którą poznaliśmy na festiwalach (2005, 2006, 2007) SAJETA (Sajeta to też zwierzę ale mityczne, coś jak yeti, tyle, że alpejski) w Tolminie w Alpach Julijskich.
Miałem sporo radości oprowadzając Ester po Krakowie: a to stupa Kościuszki (dawniej: kopiec), a to czakram na Wawelu, to znowu galeryjki z rzemiosłem i sztuką z Tybetu lub ... z Iranu. Dla spragnionych herbata w czeskiej Dobrej Cajovni na ul.Jozefa lub bajgle z kawką. Jak klub to musi się nazywać Alchemia, jak bunkier to w krk tolerujemy jedynie Bunkier Sztuki, a dwaj godni mężowie z pomników to Mickiewicz i Wyspiański... he, he, he
Dla równowagi (ale czy na pewno?) u Vincenza zjedliśmy 30 pierogów popijając czystym barszczem i spacer zakończyliśmy w ...Drukarni, klubie gdzie na 29 kwietnia szykujemy wieczór pt. PSYCHEDELICZNA IMPLOZJA z udziałem Karpat i naszych gości : Charalambides i Primordial Undermind. Obie ekipy poznaliśmy w 2001 roku, na pamiętnym śniadaniu w domu Arnów, Texas USA. Eh, boy!
Dzisiaj będzie trochę rozmaitości bo mnie Mirek skrytykował, że ostatnio nudno było ...Z radością ogłaszam, że książka pt." Telepłeć - gender w telewizji doby globalizacji", Pani dr Anny Nacher jest już do zamówienia w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego (www.wuj.pl ). Właśnie wróciliśmy z kolacji - celebracji tego wydarzenia.
Popijając napar z ziół jakie kupiliśmy za kołem polarnym (herbata Saamów) trochę układam sprawy projektu Cybertotem Community. Kilka interesujących kolektywów i solowi muzycy pracują nad własnymi wersjami muzyki zainspirowanej dronami z Cyber Totem' u. Centrum z Warszawy, Job Karma z Wrocławia, Emiter z Gdańska, Aron Hidman ze Szwecji w ostatnich dniach potwierdzali kończenie pracy. Hati się zabierają do roboty.... inni milczą ale nie rezygnują. Już się zapowiada ciekawie. Myśle o wydawnictwie płytowym ale także o sieci, można by dowolnie układać własne wersje albumu z interesujących daną osobę utworów.
Jak rozmaitości to rozmaitości : Bogdan skończył okładkę do płyty z serii World Flag, tym razem będzie to koncert z Warszawy. Graliśmy w Jazzgocie Dramatycznym w Pałacu z Tomkiem R. na basie i Wojckiem Czernem na jego legendarnym syntezatorze Moog.... Już nie ma Jazzgotu Dramatycznego i dzisiaj jest Kulturalna, chyba....ale koncert był niezły i jak go dzisiaj spokojnie posłuchać (koncert z 2003) to kilka późniejszych kapel zza tego wyziera. Już kończę i startuje kolejny raz do DVD pt. POGOGITY video ( www.POGOSKATE.COM) wydanym całkowicie rewelacyjnie w kartonowej okładce w formie ...czaszki ze skrzyżowanymi kluczami ... I to nie jest jakaś produkcja nożyczkowa ale całkiem zawodowa. Film jest generalnie o tym co można robić na desce i tez o przyjemnych chwilach między telepaniem się po schodach i poręczach... Film jest o.k. i jak powiadają klechy : " jest radość" bo widać, że kultura niezależna kwitnie. W najczarniejszych momentach w soundtracku można rozpoznać fragmenty naszej płyty "Mirrors".
Jak się to rozejdzie to pewnie pojawi się okładka WW tak samo zrobiona i będzie wielkie promo w wyborczej. A jak o WW to grają w krk tym razem pod postacią trójcy : Ojciec, Syn i ...Syn, będzie to z czwarty raz w tym roku. Widać, że Rotunda kuma czacze i wie co jest cool... i ( z Rotundą) Warto Rozmawiać! A niech mają i jak śpiewa Czesio : allelujalleluja...Na koniec wracam do początkowego obrazka, jest dla tych moich młodych kolegów, których tak męczy (ich własna) sztuka, że nie mają siły popracować troszkę bardziej wydajnie i z polotem przy własnych wystawach i warsztatach...
Jokkmokk i po Jokkmokk...

Wyprawa do Szwecji była niezwykle inspirująca, do tego stopnia, że nie bardzo jeszcze wiadomo co ważniejsze : sesja nagraniowa z tajgą w tle czy samo Jokkmokk i dotknięcie kultury Saamów?
Lot z Krakowa do Sztockholmu i spacer po mieście oraz pierwsze wrażenia opisałem podczas podróży. Pozostaje droga do Jokkmokk, ok. 6 godzin jazdy (w jedną stronę) wielkim samochodem z Umei... na szczęście miałem kamerę i będzie obraz jak znalazł do sound lecture : psychogeografia transu : joik. Pod koniec drogi, około kilometr przed Jokkmokk ukazała się nam tablica : ARCTIC CIRCLE i mogliśmy urzeczywistnić pieszo zapowiadane : beyond... Po wręcz teatralnym zabiegu ubierania kalesonów pod napisem : arctic circle, mogłem już spokojniej (bo lekko schłodzony) dojechać na targowisko Saamów w Jokkmokk. Namioty lavvo znane nam jako tipi, noże, skóry, wyroby ze srebra, paski, ubrania, słodycze, zioła i herbaty, błyskotki i mięso renifera oraz scenka rodzajowa w postaci wraku samochodu i leżącego łosia jako reklama ubezpieczenia. Trochę się pośmialiśmy nie wiedząc, że za kilkadziesiąt godzin już nam tak do śmiechu nie będzie... Co tu pisać? Jak udało się sfilmować wciąganie flagi Saamów na maszt? A może muzeum i ośrodek kultury Saamów gdzie są przechowywane jedne z nielicznych oryginalnych starych bębnów szamańskich? A może koncert joiku, na którym fantastycznemu wokaliście towarzyszył zespół jakby z gminnej świetlicy ale i tak czasem wciskało w fotel? To wszystko musi poczekać na swój czas i na kolejną podróż już zaplanowaną. Tak więc Jokkmokk przechodzi na ważna listę, listę priorytetową.
Jeszcze dziwne słońce nad tajgą w naszych oczach i kilka reniferów, które najwidoczniej chciały się zabrać naszym samochodem w drodze powrotnej i o mało nie zakończyły naszej podróży pod ośnieżonymi świerkami na poboczu szosy... a my już z Krakowa na Północ... do Gdańska.
Koncert w Klubie Plama, w nowej sali i po dwóch latach nieobecności. Ostatni raz graliśmy tam w czerwcu 2006 roku (po trasie w USA) i to ...na dachu klubu.
Wspiera nas Tomek R. jako rezydent na północnych ziemiach. Jest sporo ludzi i znowu sprawdza się poinformowanie o koncercie i zawieszenie naszych afiszy, tak mało i tak wiele jednocześnie. Ja osobiście takie podejście zaliczam do zachowywania kultury i pewnej dozy pokory i wzajemnego szacunku do pracy (organizatorów i wykonawców) ale są tacy, którym myli się to z reklamą.
Było dobre granie i masa energii. Ale gdzieś tam w ukryciu już rozwijała się upierdliwa postać grypy. No i w Krakowie po podróży beznadziejnym składem expresu z jego beznadziejną załogą (ponad godzina postoju w polu) dopadła nas i wpędziła do łóżka. Tak więc, Jokkmokk zmieszane z expresem stojącym w mazowieckiej -tundrze- i doskonałe dźwięki joik przeplatane makaronizmami przyprawione zjadliwą grypą dają doskonałą ilustrację do wspomnianego na początku tematu transowości.
Subscribe to:
Posts (Atom)