Lato

0 comments
No i mamy lato! Ale jakoś tak trochę zbyt szybko i bez stosownej pompy? To pewnie dlatego, że tak wiele aktywności i pracy. Po ostatniej etnobotanicznej wycieczce w góry Beskidu Sądeckiego uznałem, że to naprawdę wciągające. Zwłaszcza, że ekipa była zawodowa i nie musiałem nikogo przekonywać, że Atropa belladonna to ciekawa roślina. Dwa dni temu znalazłem stanowisko tej czarodziejskiej rośliny, które szacuje na ok. 30 kęp o wysokości ok. 170 cm! Czarownice miały niezłe zaplecze! A czarownice dlatego, że Atropa była jedną z podstawowych roślin wchodzących w skład tzw. maści wiedźmich...no i jak nie pokochać etnobotaniki.
Czasem wracają ciekawe chwile z Londynu...i dlatego ta fota : oczywiście to trochę zmieniona fota ale obiecałem A., że następnym razem wsiądę do tej gondolki.... i muszę się jakoś przyzwyczaić.
Graliśmy z ekipa BOEN w Raciborzu, to trochę dla nas ekstrawaganckie ale festiwal był naprawdę ciekawy i obskurna świetlica dworcowa okazała się doskonałym miejscem do grania naszej (i BOEN) muzyki! No tak, bo graliśmy w pustych pomieszczeniach dworcowych przy peronie 1 na dworcu PKP w Raciborzu. I tak jest zawsze lepiej niż w wypasionym domu kultury lub czymś podobnym. Czeka nas kilka koncertów i obserwując (czasem od wewnątrz) organizowanie festiwali i dobór wykonawców mam bardzo mieszane uczucia. Dawno już minęły dla nas czasy, w których ilość koncertów miała dla nas znaczenie. Może dlatego często przychodzi mi na myśl cytat z Deborda : "Jednostka, jeśli tylko zależy jej na zdobyciu uznania w tym społeczeństwie, jest skazana paradoksalnie na stałe wypieranie się siebie". W specyficznej polityce kulturalnej miasteczek (nie tylko) na prowincji widzę tak wielki stopień arogancji i głupoty władz, że czasem się zastanawiam nad tym czy to nie kwalifikuje się do leczenia lub przynajmniej porady psychiatrycznej? Na występ sztucznej i utrzymywanej z naszych podatków kapeli (niby) ludowej (co to określenie oznacza dzisiaj?) są zawsze pieniądze ale na festiwal organizowany przez młodych ludzi mieszkających (jeszcze) w mieścinie - zawsze brak! Czy te władze to samobójcy polityczni? Obserwując poczynania władz w miasteczkach, które chylą się ku upadkowi systematycznie i jakby planowo mam wątpliwości czy są jeszcze miastami. Bo wg. cytowanego już Deborda : "Wioski, w odróżnieniu od miast, były zawsze obszarem konformizmu, izolacji, małostkowego wścibstwa, bezustannie rozsiewanych plotek na temat kilku, wciąż tych samych, rodzin".

Tym bardziej ożywczo wpłynęła na mnie rozmowa z ekipą street art'owców. Nie klęczą, nie proszą tylko biorą farby, szablony i odzyskują ulice dla ludzi. Bo urzędnicy już poszaleli : na trawniki w Poznaniu nie wolno wchodzić, gówniane reklamy piwa i rajstop musimy oglądać ale graffiti to straszliwe przestępstwo! Obrzygane kible w PKP to jest normalka ale mural to zagrożenie. To jakaś paranoja i dobrze, że nie wszyscy jej ulegają. Pracuję nad mapą...Nowego Sącza potraktowanego jak dość spora galeria street art'u! A kilka ekip robi całkiem fajne rzeczy. Polubiłem szablony Cosme Crew i część muralowych prac w jednej z dzielnic. Czy to nie dziwne, że ekipie, która czyni z Nowego Sącza - jeszcze miasto - musimy robić fotkę z zasłoniętymi twarzami?
A jutro do Warszawki na...próbę z BOEN! Tak się "powyczyniało"...

Na trawie i takie tam...

0 comments
Miło było prowadzić pokaz świętych roślin Indii pod pięknym bzem czarnym w pełni kwitnienia...To w ramach festiwalu - Joga na trawie - ale wcześniej także było miło czytać i przygotowywać pokaz / warsztaty. To taaaka ulga, kiedy kontaktuje się ze starymi i nowymi tradycjami mądrych ludzi i roślinami...
Przed dwoma godzinami wyszedł od nas po przedłużonym śniadaniu Vlastislav, troche gadania i troche ogrywania -tower - nowego naszego mieszkania, shakuhachi podobnie jak mój kaval dobrze tu brzmi!
A wczoraj zupełnie niesłychana historia!!! Zadzwonił Vlasto, że jest już w krk i chętnie by się spotkał z nami jeszcze tego wieczora. My na to, że zapraszamy na jutro bo mamy sporo zajęć i już do city się nam nie chce jechać. Po godzinie widzę Vlasta, jak forsuje z towarzystwem naszą bramkę na osiedle. Trochę się zdziwiłem, że zna kod i nie doczekawszy się dzwonka domofonu zjechałem windą na dół...tam ani śladu gości! Wyjechałem do góry sposobiąc się do powitania, a tam też nikogo...!? Okazało się, że Vlasto z ekipą przyjechał się zakwaterować w mieszkaniu na parterze w naszej klatce...nie wiedząc, że my mieszkamy kilka pięter wyżej. To spotkanie było niezwykłe... Doszliśmy do wniosku, że lepiej tego nie analizować dogłębnie.
Tak na marginesie, to Vlasto należy do śmietanki świata muzyki i Jego koncert jest niezwykłym przeżyciem, do tego prowadzi katedrę etnomuzykologii na uniwersytecie w Pradze itd. itd. No i dlatego pewnie w tzw. mediach NIC! Brawo! Ale to przecież nie jest tak całkiem niezrozumiałe... U nas panuje taki zwyczaj, że promuje się ofiarnie jedynie z następujących powodów : promowany to ktoś z rodziny lub tzw. biznesowej rodziny zastępczej lub rozszerzonej, 2/ wariant punktu 1, ale rodzina ma charakter polityczny 3/ promowanie promującego czyli : promujący chce dać do zrozumienia, że jest naprawdę dobry w te klocki i trzyma z największymi (gromadne promowanie np. Stinga albo Claptona, albo Jimi Hendrixa i popieranie The Beatles, Mega Death itd. łaknących promocji polskich mediów). Ale na tym koniec bo dzisiaj nie będzie haterstwa, pracuję nad tym ( a trudno mi, wierzcie...!!!).
Aby z tego wybrnąć i nie całkiem zrezygnować ze swobodnej ekspresji przepiszę cytaciki z pewnej książki :
"Idol, spektakularne przedstawienie żywej istoty ludzkiej, ucieleśnia dozwoloną rolę, a więc samą banalność. Jako specjalista w zakresie pozornych przeżyć idol zachęca innych do utożsamienia się z życiem pozornym i płytkim. (...) Funkcja gwiazd polega na nieskrępowanym odgrywaniu rozmaitych stylów życia i sposobów pojmowania rzeczywistości społecznej. (...) Zachowania gwiazdy są jednak w równie znikomym stopniu nieskrępowane, jak i urozmaicone. (...) Sługa spektaklu, którego obsadzono w roli gwiazdy, jest przeciwieństwem jednostki, to jawny wróg własnej indywidualności oraz indywidualności innych ludzi."
Napisał to Guy Debord, sytuacjonista z kilkuosobowej grupki pt. Międzynarodówka Sytuacjonistów, oni to, oprócz wywołania poważnych akcji podczas tzw. paryskiego maja 68, próbowali konkretyzować swój program także m.innymi poprzez uprawianie psychogeografii za pomocą tzw. dryfowania. " Debord i jego przyjaciele niestrudzenie eksplorowali Paryż, kierując się, w trakcie tych wielogodzinnych, a czasem wielodniowych wędrówek jedynie "siłą przyciągania miejsc"(...) starając się odkryc takie formy miejskiej przestrzeni, które budziły nowe pragnienia i sprzyjały ich zaspokajaniu. Wypuszczali się również na teren utopii, opisując fantastyczne miasta " przeznaczone do permanentnego dryfowania"." (to ze wstępu do "Społeczeństwa spektaklu" PIW 2006).

28.05.2008 Nottingham, Anglia

0 comments
... With a wish to free all beings / I shall always go for refuge to the Buddha, Dharma and Sangha,
until I reach full enlightenment...

Nottingham

0 comments

Wstalismy wczesniej bo dzisiaj przed wykladem spiewali mnisi z klasztoru Tashi Lhunpo. Ten kwadrans przeniosl nas na nasze himalajskie sciezki, czasem tego brakuje. W przerwie poszlismy jesc do wielkiego namiotu z tybetanskim targiem, jadalnia i wystawami fotografii. Chetnych bylo tak wielu, ze musielismy stac dwadziescia minut w kolejce przed wejsciem. Gongi, konchy, misy spiewajace itd. itd. itd. Spotykamy dwoje rodakow w kolejce, po chwili dzwoni z Polski Adam... wszyscy sa w podrozy : wyjazd-przyjazd, to slowa klcze na ten czas.
Pogoda jak z opisu Londynu : drobny deszczyk i mgla.
Miro przy -poczitaczu- obrabia nasze fotki z blokowiska gdzie krecono film o Joy Division, film czarno-bialy to i nasze fotki musza byc takie... a myslelismy dawniej, ze wielka plyta to socjalistyczny epizod polskiej architektury...

Jego Swiatobliwosc Dalai Lama

0 comments


Przygotowania trwaly trzy lata i udalo sie! Organizatorzy z GB dopieli swego i dzieki nim, takze i my, przez kilka dni mozemy uczestniczyc w spotkaniu z JS Dalai Lama i sluchac Jego zaawansowanych nauk. Wszystko to robi wrazenie, na wszystkich poziomach : od komentarza do jednego z najistotniejszych tekstow (Pattica Sammupada) po wielki namiot z targiem tybetanskim w sercu deszczowej Anglii. Flagi Tybetu wisza w wielu miejscach a ludzi jest tu kilka tysiecy! Podobno w dniu przyjazdu JS studenci chinscy demonstrowali niechec do Niego ale tak sie zastanawiam czy naprawde byli to studenci a jezeli to czy sie zastanowili co robia? W Polsce tez kiedys, niektorzy studenci (wcale nie tak malo ich bylo) demonstrowali swoja niechec do Zachodu i demokracji... Jutro od rana zaczyna sie naprawde ciekawie od spiewow mnichow ze znanego na swiecie klasztoru...Pewnie jeszcze cos do tego dopisze ale musze koniecznie odnotowac, ze jestesmy tu takze dzieki naszym przyjaciolom ze Slowacji.... mieszkaja tu, kilka ulic od wielkiej hali, w ktorej spotkanie z JS Dalai Lama sie odbywa! Zawsze lubilismy Slowacje ale nie moglismy nigdy przypuscic, ze ta siec wzajemnej zyczliwosci bedzie tak dzialala w przyszlosci. To dzieki nim moglismy sie troche pofotografowac w glownej kwaterze Joy Division! Jestesmy wszystkim bardzo, bardzo wdzieczni i nie da sie tego napisac ani wyrazic inaczej niz : GASSIO!

Tate Modern

0 comments
Londyn robi wrazenie...tym razem moim - numer 1- stal sie wysokosciowiec w ksztalcie pisanki...Podobno to nie jest jajo ale pocisk karabinowy ale kazdy ma prawo do wlasnej interpretacji tego co w przestrzeni publicznej. Pod jajem - ultranowoczesnym budynkiem - zasadzono kilka drzew, ktore przetrwaly wieki : metasekwoje byly pokarmem dinozaurow! Po rajdzie miedzy bardzo starymi i bardzo, bardzo nowymi budowlami dochodzimy do Tate Modern i pochlania nas na dwa dni prawie calkowicie. Duchamp (szyba!) i Picabia, Picabia w oryginalach to jest dla mnie duzo, duzo ciekawsze niz Picasso. Ten ostatni chyba jest troche przereklamowany. Siedem pieter (bo na ostatnim jest niby tylko restauracja ale za to kto tam jada....) miodu dla naszych zlaknionych oczu...W dolnej hali flux zabawy dla dzieci, koncert flux muzyki i tysiac innych atrakcji plus dlugi marsz z mapka pt. street art! Filmujemy, fotografujemy na dwa aparaty i chloniemy.... Wyjatkowo dzisiaj nie odniose sie do Polski, nie bedzie haterstwa i WW. Odpuszczam raz na zawsze! szkoda czasu na dziadostwo i tyle. Sorki za brak czcionek ale pisze w.... Nothingham po sesji fotograficznej w blokowisku gdzie krecono film o Joy Division....tak, to tutaj! O glownym powodzie dla ktorego tu jestesmy napisze w nastepnym odcinku.

kk

0 comments
K-wietniowe K-oncerty już za nami... chyba lubie taką intensywność i różnorodność...
Ostatni z trzech kk, w Drukarni i z świetnymi gośćmi, kosztował mnie sporo nerwów ale przy kolacji, około pierwszej w nocy doszedłem do wniosku, że było warto. Tom i Christine wyznali, że bali się trochę przyjęcia podobnego do tego z koncertu w Warszawie. Krakowski Kazimierz nocną porą jest doskonałym miejscem dla wyłuszczenia subtelnych i mało subtelnych różnic kulturowych pomiędzy ... sami wiecie. W nagrodę za ciężką prace pojechaliśmy do Gosi na Sopatowiec aby w czasie długiego weekendu... trochę popracować! Było super! Ania jak zawsze wzmagała się z głosami sympatycznej grupy, ja poprowadziłem spacery etnobotaniczne. Te zajęcia i sound lectures psychogeografia transu cieszy mnie nie mniej niż koncerty. Powoli nadchodzą przesyłki z muzyką zbudowana na moich dronach z Cyber Totem'u. Jest czego posłuchać i zapowiada się naprawdę interesująca jesień.
W mojej "ulubionej" Gazecie Krakowskiej przeczytałem, że : "...głosami jedenastu radnych odrzucono projekt wprowadzenia do porządku obrad oświadczenia potępiającego łamanie praw człowieka w Tybecie..." - to na sesji w UM Nowego Sącza. A z mojego archiwum tej samej gazetki rarytasik "...Jest to logiczne dopełnienie niezwykłego dzieła, rozkwitającego w naddunajskim grodzie, które trudno ogarnąć umysłem, a można pojąć tylko oczami wiary". To piękny tekst z 2001 roku o gazetce pt. " Zwyciężajmy miłością". Mój umysł faktycznie nie może pojąć swobodnego zabierania przestrzeni publicznej na religijne sanktuaria w imię -zwyciężania miłością- wpychaną na siłę do gardła każdemu posiadaczowi zwykłych, chciało by się powiedzieć : normalnych?!), oczu.
I jak tu nie zostać blogowym hatersem gdy się widzi tyle zmian w znaczeniu słów... Poza - miłością- dam inny przykład. Piknik rodzinny dawniej oznaczał, że całe rodziny mogą uczestniczyć w akcji, coś dla taty, coś dla mamy i coś dla dzieci ( albo jakiś inny układ jak ktoś chce). Teraz to oznacza, że podczas jednej imprezy zagra : WW, synowie solo i razem, Osjan, WW z kimś tam itd. To jest teraz piknik rodzinny i funduje go niezaspokojonym warszawiakom Lublin. No i o.k. - jak mówi Ania : nie ciągnie nas na ścianę wschodnią, tylko dlaczego to się nazywa : nowe brzmienia? W Lublinie, gdzie tyle lat działał niestrudzenie OBUH Records, gdzie nasz (już zapomniany przez media...) oskarowy kompozytor Jan A.P. Kaczmarek grywał (osobiście bądź z taśmy) podczas spektakli u Pana Mądzika, a Obywatel GC w pobliskim Kazimierzu ... nawet nie wspomnę wczesnego okresu Budki S. (sorry, jestem już stary i pamiętam coś więcej niż -tango-) i wielu innych ludzi... i tam objawia się NOWE brzmienia?! Pogłupieli ludzie od tego dobrobytu w lessowej krainie?
No dobra, szołbiznes ma swoje prawa i rozumiem to, powodzenia! tylko troszkę przyzwoitości i pokory wobec muzyki. No wiem - idealiści muszą zginąć, jak nie od "miłości" to od "nowości".
Tu otwiera się piękny i wdzięczny temat do dyskusji.... bo jest jeszcze jedno określenie warte analizy : offowy! Oj jest o czym podyskutować!
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội