AFTER PARTY

0 comments

Koncerty w Warszawie i Gdańsku stały się już historią. W "Powiększeniu" na Nowym Świecie było naprawdę miło i grało się nam bardzo dobrze. Sama Warszawa także pokazała nam nowsze oblicze i kolejny raz mnie pozytywnie zaskoczyła. Aż strach pomyśleć czym to może się skończyć... Miałem też wrażenie, że publiczność nie była przypadkowa i tylko raz jakiś chłopak zapytał mnie : co dziś będzie za koncert ? i na nazwę Karpaty Magiczne zareagował : a co to jest? Po informacji, że jest to coś pomiędzy Blenders a Pectus tylko bez perkusji, odszedł jakiś zgaszony. W ostatniej chwili dotarł Andrzej ze swym starym-nowym samplerem i zagraliśmy we czwórkę! Eric troszkę zmęczony jazdą z Wiednia także był pod wrażeniem i jeszcze nocą gadaliśmy o zmianach jakie dzieją się na naszych oczach. Rano w piątek mieliśmy lekki stres ze względu na wszechobecne warszawskie korki ale taksówkarz wprowadził nas w tajniki zarządzania miastem stołecznym oraz dość dokładnie opisał sylwetkę "szefowej" lub "HGW". Broniliśmy też kilka minut Pałacu KiN i dołożyliśmy Braciom, którzy coś nie są chyba ostatnio tak popularni jak kiedyś? W ostatniej chwili wpadliśmy na Centralny i do TLK : Szczecin przez Gdańsk i Koszalin. W Gdańsku - Wrzeszczu było już jak w domu : czekał na nas Szymon ze swym pakownym autkiem i Plamę osiągnęliśmy po 10 minutach jazdy. W Plamie jak zwykle ; wszystko doskonale zorganizowane, miło i gościnnie. Dojechał Tomek z basem i ochotą do grania. I tym razem w czwórkę (ale z Tomkiem, a bez Andrzeja) zagraliśmy znaczniej swobodniej niż w Warszawie. Swobodniej oznacza u nas jeszcze więcej improwizacji i skupienia na energii bardziej niż estetyce grania. Eric się rozkręcił i zagęściło się na tyle by mieć wrażenie wspólnego komponowania i swobodnego czytania muzyki. To interesujące i mocne doświadczenie innego stanu widzenia, słyszenia i czucia. Po koncercie jak zwykle długie rozmowy i dochodzenie "do siebie" (a może raczej powolne odchodzenie od siebie na rzecz wygodniejszej formy potocznego trwania ?) i nocna herbatka. Trochę marudziłem o braku ciągłości w środowisku (naogół niby) offowym. Ani studenci nie wiedzą co to jest "rave", gwiazdy tv biorą za szczyt marzeń, scenę offowa za poczekalnię do sławy, poetyka niezależności jest im obca i kojarzy się z reklamą tic-taca lub sloganami w rodzaju : wyraź siebie. To ostatnie sprowadza się najczęściej do wydania z siebie pawia po nadużyciu podczas śmiesznego do bólu alternatywnego koncertu i zgłębiania tekstów o urodzinach laski z liceum. To poważniejsze pęknięcie i już kiedyś pisałem jak rozczarowałem się kiedy stwierdziłem, że słowa wolność, miłość i "takie tam" w poezji Moczulskiego nie oznaczały wolności, miłości i "takich tam" ale przejęcie władzy przez księdza dobrodzieja i młodych faszystów.
Sobota była dniem spacerów po Gdańsku i Eric się nie zawiódł ! Dla zwiększenia efektu zabraliśmy go na molo do Sopotu i zaprowadziliśmy go na sam koniec drewnianego pomostu : "next stop - Stockholm" ! Wieczór spędziliśmy z Elwirą przy herbatce i piwie (które nawarzył Tomek !) chłonąc atmosferę miejsca, którego znaczenia nie da się przecenić. I tu znowu problem - nie problem, tych znaczeń, często ukrytych, nawarstwionych i symbolicznych, historii pięknych i strasznych nie da się opisać. Można jedynie cieszyć się, że je znamy i celebrować wspólną herbatkę...
Po raz pierwszy od wielu lat pomyślałem, że warto może naszą metodę pracy jakoś opisać i pokazać wszystkie jej strony !? Bo to przecież nie tak, że wychodzimy i gramy co się da.... W Warszawie przyszła refleksja o tym, że już drugie pokolenie czerpie z naszej pracy pełnymi garściami i robi kariery omijając trudniejsze momenty i głębsze poczucie uczciwości (to nazywamy szołbiznesem : musi być szoł aby był biznes) dodając lekkiego poloru aktualności i wrzawy w mediach. W tym świecie oryginał zawsze przegrywa z imitacją i to się nazywa podobno popostmodernizm (aby tylko nie został sam "popo" ?). Codziennie dziękuję Sarasvati Devi za to, że miałem odwagę zamknąć rozdział pt. Atman, bo dzisiaj wycierałbym kąty po festiwalach zabawiając publikę... a tak jestem "nieprzewidywalny".
A fotka przyszła dzisiaj od Szymona z Plamy, który zapowiada także jakieś fragmenty gdańskiego koncertu na YouTube !
I jeszcze jedno : uroczyście oświadczam, że podróż z Gdańska do Krakowa była całkiem przyzwoita, było czysto, stosunkowo cicho (nowe wagony!), było wegetariańskie jedzenie i naprawdę wygodnie! Do tego jeszcze stosunkowo szybko, bo od 7.20 do 15.15 ! Prawdziwe after-party! I naprawdę : czuję się dobrze i jestem przytomny.

WARSZAWA - GDAŃSK

0 comments

I wszystko zaczyna się znowu od pakowania.... faza wstępna ; koncepcyjna czyli co zabrać a co zostawić. To bolesny proces.... no bo jak tu pozostawić ten czy inny wspaniały instrument w domu. Trafny wybór limituje w dużej mierze program i faza wstępna jest naprawdę ważna! Trochę pomaga też zniechęcenie wywołane rewelacjami tej czy innej gazety ; wygląda na to, że na czym bym nie zagrał to zawsze będzie "bęben" albo "dudy". Co z tymi dudami się niektórzy uparli ? Pasuje na dudziarza czy co? Ale najlepiej działają na mnie niby-recenzje czyli durnoty w stylu : plamy dźwiękowe przykrywają instrumenty etniczne i temu podobne rewelacje. Gdyby się wczytywać w ujawnienia "znawców" to bylibyśmy całkiem dobrzy gdyby nie to, że Ania śpiewa i gra na gitarze bez "plumkania". Ja musiałbym więcej (a nawet zdecydowanie więcej) grać na dudach. Co to za jacyś dziwni ci recenzenci, idą w zaparte a przecież gołym okiem widać, że nic z nas już szołbiznes nie będzie miał. Skoro jesteśmy tacy beznadziejni to co się czepiają, już naprawdę nie ma o kim pisać.... Ale czasem jest perełka, która rozjaśnia mi te straszne połajanki i upomnienia. Ostatnio przeczytaliśmy, że jesteśmy "nieprzewidywalni" ! Wreszcie ktoś zauważył coś istotnego i charakterystycznego dla naszej pracy. Ja biorę to określenie jako komplement i trafna obserwację. Bo te plamy dźwięków i zbędne wokalizy Ani ... to jakaś porażka intelektualna piszącego. Gdzie się takie prawdziwki jeszcze zbunkrowały? W jakimś klubie Dobrej Muzyki (ale pretensjonalni z tą nazwą), czy co?
Jutro skok do Warszawy, zagramy jednak w składzie z Sopatowca i to wielka frajda dla nas... będzie plam, oj będzie! A w piątek w Gdańsku, w "naszej" Plamie, bez Andrzeja ale z Tomkiem.
Tam będzie tych wokaliz i instrumentów z "Górnej Wolty" .... gajd, dud i fujar ! A może nie, może elektroniki i szeptów ? No bo jesteśmy nieprzewidywalni....

ŹRÓDŁA

0 comments

Jest coś w Karpatach ... nienazwanego, głębokiego, o dużej masie i bezwładzie ale także rozpoznawalnego i witalnego. Czasem znajduje to ujście w muzyce, czasem w instalacjach i obrazach. Aby to coś zobaczyć i w części także zrozumieć, przyglądamy się osobom i ich działaniu. Na początek trzy takie osoby : Andy Warhol (urodzony w USA, ale mocno przesycony karpacką kolorystyką, uporem i poetyką, którą zawdzięcza matce Julii ), Władysław Hasior - wróg IV RP i oryginalny artysta - "karpacki" do bólu ! oraz Nikifor, tzw. prymitywista.... przy którym dyplom ASP należało odwrócić i przeznaczyć na jego malunki.
Bogdanowi udało się przygotować szablony z pierwszym zestawem "karpackich" artystów....

Ludzie-Renifery

0 comments

"Tradycja nie jest czymś stałym, odziedziczonym po przodkach. Tradycja jest uczona dzięki praktyce - jest zdobyczą, a nie dziedzictwem" ( Ingold 2000, za : Łukasz Smyrski "Ajdyn znaczy księżyc. Narody południowej Syberii" Wydawnictwo DIG, Warszawa 2008)
Dla mnie ważnym elementem tej konstatacji jest indywidualna ścieżka "uczenia się" i "praktyki" oraz to, że "dziedzictwo" jakie zastajemy to w dużej mierze "kupa dziadostwa". Potrzeba trochę odwagi i niezależności aby to zobaczyć, chociaż nie tak znowu dużo.
Niestety ta odrobina odwagi nie jest w cenie. Kilka dni temu usłyszałem z ust bystrego pana profesora, że jeden z festiwali się ostatnio bardzo rozrósł : bo patronem został koncern telefonii X ! Nie jest ważne co festiwal pokaże, jak jest autorski i ilu ambitnych twórców pozyskał do współpracy ale to, że się wspiera na bogatej firmie. Niezależność to bieda i kłopoty, zależność od koncernu jest sukcesem?! Gdyby żył Grotowski to musiałby brać pieniądze od banku, telefonii, Ministerstwa. Bo jak nie, to byłby tylko niszowym amatorem?
Dlatego warto brać czynny udział w konstruowaniu tradycji i nie oddawać pola mądralom z różnych Bardzo Ważnych Instytucji.
Tsaatanowie to Ludzie-Renifery, a dla innych (aby było im łatwiej zrozumieć) pasterze reniferów z Mongolii. Bardzo ciekawy lud liczony obecnie jedynie w setkach obywateli ! Ekipa z Wrocławia dotarła do ich wiosek i mieszkała tam jakiś czas. Jest wiele wspaniałych fotografii, film, nagrania i doświadczenie, które zmienia ogląd świata. Nie potrzebowaliśmy radia, tv, banerów, telefonii aby się poznać. To co ważne dzieje się poza tymi namiastkami wydarzeń, niszowymi biedakami z koncernów, telewizyjnymi koteriami i radiem powszechnego zadowolenia z byle czego.... I działa... Ludzie-Renifery wiedzą o czymś czego nie wiedzą profesorowie uniwersytetu ?

PALUCHY PRECZ OD HASIORA !

0 comments

Taki obrazek ostatnio wykonałem....
Rogi doprawia Hasiorowi Pani Paluch z PiS-u .....Może się opanuje pod wpływem wiosennego słoneczka? Kilka dni temu wnuk Władysława Hasiora został wyświęcony na księdza !

ZABOBONY

0 comments

Wiosenne święta wzbudzają wiele emocji i zawierają tak dużo elementów tradycji starszych niż Chrześcijaństwo, że aż człowiek otwiera oczy ze zdumienia.... Czytam z zaciekawieniem coś takiego : "... jajeczka, sztuczne kurczaczki, zajączki czy kaczuszki z napisem "made in China" wdzierają się do wielkanocnych koszyczków i zmieniają święta. To zabobon - wówi ks. bp Senior Alojzy Orszulik" (za Rzeczpospolitą) ..... ! To coś się chyba zmieniło ? Już pisanka - jajeczko nie jest symbolem Chrystusa ? To zabobon? Rozumiem, że jajeczka które były elementem rytuałów szamańskich w Nepalu....i w Karpatach Wschodnich to zabobon ale w polskim koszyczku wielkanocnym? Czy chodzi o to, że jak jajeczko z "naszej" kurki to o.k. a jak "made in China" to zabobon? Jakoś nie łapie tego? Ale może to winne jest słoneczko i ciepełko? Winne mojej niedyspozycji intelektualnej oczywiście.
Wczoraj sprowadziliśmy mapę Laponii czyli starych ziem Samów. Interesuje nas obszar pomiędzy północną granicą Szwecji, terytorium Norwegii i paskiem Finlandii. To około 200 km za Jokkmokk w kierunku północnym czyli daleko za kręgiem polarnym. Interesujący obszar, pełny gór, jezior, lasów i tundry ..... no i Samów ze stadami reniferów. To nas niezwykle pociąga od kilku lat i jak zwykle wiele spraw pojawia się jakby samoczynnie. Jedna z tych "pojawiających" się spraw to wrocławski projekt dotyczący Tsaatanów, pasterzy reniferów .... z Mongolii. Ale o tym w innym czasie, sprawa jest rozwojowa i ekstremalnie interesująca!!!
Na focie nad wpisem widzimy : głaz, drzewo (dąb), źródło wody oraz zioła i suszone kwiaty (w formie tzw. palm) tworzące miejsce kultu... ale to nie jest neopogański zakątek ! Nie ! To jest ludowa forma Katolicyzmu praktykowana na plantach w Nowym Sączu.

KARPATY MAGICZNE W WARSZAWIE !

0 comments

Wczoraj zakończyliśmy sezon narciarski (chyba...?!) po słowackiej stronie Tatr. No, może jeszcze jakiś wypad w wyższe partie Tatr ale raczej już tourowy. Słońce było tak obezwładniające, a mieszanka tlenu i uwalnianych z drzew fitoncydów - tak mocna, że nogi plątały mi się nieco bardziej niż zawsze. Skutkowało to klasyczną "czapeczką" czyli mocnym walnięciem o glebę z pozostawieniem czapeczki kilka metrów od miejsca gdzie się znalazłem, już bez nart! Właściwie to najpierw leżała jedna narta, potem druga, następnie czapeczka i za około 2 m okulary.... W czasie takiego upadku wszystko dla mnie nagle zwalnia, ciało poddaje się szalonym siłom i pada na śnieg, oglądam to spokojnie i z umiarkowanym zainteresowaniem. Zero strachu, zero szarpania się, zero stresu... A jak zeznawała Ania ; wyglądało to groźnie! Po usunięciu kilkunastu kilogramów śniegu, który napchał mi się pod softszel, nawet nie poczułem małego stłuczenia... A wiadomo, że ot tak ; "pstryk" i to samo może skończyć się inaczej... Pozdrawiam Andrzeja, który miał właśnie taki sam upadek ale niestety doszedł do niego ten "pstryk" i narazie chodzi o kulach. Tak więc wiosenne narciarstwo w wielu momentach jest różne od zimowego i mnie osobiście sprawia więcej kłopotu. Ale góry w mieniącym się biało-srebrnym śniegu na tle błękitnego nieba (landszaft totalny! szkoda nawet fotografować) to widok, który każdego może zdekoncentrować.
I w takim oto stanie umysłu zbliża się kwietniowy etap naszych wiosennych koncertów : Warszawa, Gdańsk i Kraków. Swoją drogą to wiosenne odurzenie tlenem, fitoncydami i słońcem powinno być zabronione i ścigane jako tzw. dopalacze ! Aż dziw bierze, że nie wpisano tej euforii na listę nielegalnych środków w kategorii - naturalne, nazwa handlowa : "wiosna"!
Na Warszawę cieszymy się specjalnie bo nie graliśmy tam od koncertu i akcji photo::drone w CSW Zamek Ujazdowski.... gdzie było legendarnie mało publiczności! A szkoda, bo tam właśnie Ania po raz pierwszy zagrała Queen of Snow.
Koncert w Powiększeniu na Nowym Świecie 27 (czwartek, 16.04) może także być bogaty w nowe momenty. Zagramy go z Ericem Arnem. Mimo tego, że początek naszej znajomości muzycznej datujemy na 2001 rok, to po zeszłorocznej sesji na Sopatowcu jest to już nieco inne granie. Bardzo mnie intryguje muzyczna wizyta w Warszawie pod hasłem : "psychedeliczna implozja w Powiększeniu".
W Warszawie graliśmy wiele razy i koncerty w kolejnych lokalach "Jazzgotu" należały do całkiem udanych. Dlatego też opracowaliśmy nagrania z jednego z tych koncertów w formie płyty WFR pt. "Koncert w Warszawie". To jest nagranie z kilku powodów bardzo interesujące. Po pierwsze w składzie był Wojtek Czern grający na syntezatorze Moog, po drugie ; świetna atmosfera w Jazzgocie Dramatycznym zadziałała na Anię w inspirujący do slamu sposób ! - te partie o makaronie ze zmiętej torebki... oj boj ! - a po trzecie : w nagraniu słychać aprobujący nasze poczynania śmiech Redaktora Rafała Księżyka... Warszawa da się lubić...
Po Warszawie zagramy w Gdańsku, u zaprzyjaźnionej od wieków ekipy i w świetnej sali klubu Plama i mam nadzieje, że będzie przynajmniej tak dobrze jak ostatnim razem! Tam dołączy do nas Tomek R. (z basem Kramera) i na chwilę powróci nasza pierwsza sesja z Ericem i Vanessą, jaką zagraliśmy w ich domu w Austin, TX, USA... w 2001 roku! Zabraknie jedynie Janka K., który był z nami na naszej pierwszej trasie w USA. A Janek właśnie wrócił z Indii i pięknie remontuje mi mój zestaw tabli... bo postanowiłem sobie trochę przypomnieć grę na nich. Z Jankiem pewnie zagramy w sierpniu na festiwalu Karpaty Offer... chyba, że się w Meksyku zagubi...ale o to nie miałbym do Niego żalu.
Jak to dobrze, że mój upór wydał owoc w postaci płytki z fragmentami grania ( Austin Jam, WFR) w Teksasie. Jest do czego wracać przy dobrej herbatce...
Najmniej klarowna sytuacja jest (wiadomo, tzw. wiosna tutaj wcześniej przychodzi...) w Krakowie. Mamy grać 24 kwietnia w klubie Ptasiek na Kazimierzu (ul. Dajwór 3, bartosz@ptasiek.eu) ale... wczoraj wyczytaliśmy w Aktiviście, że gramy w RE (a to jest tak mało prawdopodobne...) - na dudach (!) i wielu innych etnicznych instrumentach. Skąd to chłopcy i dziewczynki z Aktivista wzięli ...to już ich słodka tajemnica. Może jest tak, że jak już piszą to tylko o RE, a nas należy trzymać w folkowym getcie z dudami, aby nie przyszło nam do głowy aspirowanie do innych szufladek ? Ale i tak dziękujemy młodym aktywistom za zauważenie nas w powodzi objawień scen rozmaitych : Pectus, Feel, oraz ......tym razem nie wymienię innych moich ulubionych offowców !
W każdym razie w RE : NIE!
Ptasiek Cafe całkiem prawdopodobna i to z prezentacjami fotografii organicznej, może nawet z pokazem samego Bogdana Kiwaka w naturze, bo to w ramach Dekady Fotografii.
Więc jeszcze palmy jakoś przeżyjemy i do roboty...
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội