OFF SŁOWIK

0 comments

Wiosną, nawet lekko głusi i ortodoksyjni wyznawcy industrialu, słyszą odgłosy przyrody... W maju najbardziej obiecującym i romantycznym zarazem jest donośny i bardzo charakterystyczny śpiew słowika... W tym samym czasie słyszymy wiele innych melodii i bierzemy je za popisy ptaków. Ale jest śpiewak, który konkuruje swobodnie z wymienionymi ale ptakiem nie jest! To rzekotka drzewna. Nie dość, że wspina się swobodnie nawet po szybach, to jeszcze śpiewa wieczorami chętnie i długo. Ma zaledwie kilka centymetrów długości ale głos wielki i melodyjny. Tak więc, nawet wiosna nie powinna nas uśpić i pozbawić zdolności rozpoznania rzeczywistego stanu rzeczy. Nie każdy słowik jest słowikiem... pamiętacie tekst ze starego dobrego serialu o pewnym miasteczku : "sowy nie są sowami" ! Podobnie jest z "offem"....

NA GRANICY...

0 comments

Wolny (?!) czas zleciał nam szybko... Festiwal : Kino Na Granicy / Kino Na Hranici był dobrym pomysłem na ten krótki "długi weekend". Trochę pobiegaliśmy od kina do kina i od czeskiej części miasta do polskiej... po moście, na którym wiele razy pociłem się pod czujnym okiem służb granicznych. Nie dlatego, że coś przemycałem ale dlatego, że zachciało mi się przekraczać granice. I nie byli to Rosjanie ale "nasi" i Czesi... bardzo gorliwi i bardzo upierdliwi. Teraz pewnie sobie żyją spokojnie i wspominają te trudne czasy z nostalgią albo wpisują w ankietach na temat UE, że "niczego w ich życiu nie zmieniła"...
O filmach nie będę pisał bo się nie znam na sztuce ale w wielu pojawia się jakaś słowiańska nuta obłędu i nieznośnego ciężaru egzystencji?! Trochę mnie to już nudzi i czuję, że to nie jest cała prawda ale raczej rodzaj nieznośnej maniery. Dlatego może tak mocny był film Pavla Barabasa o wyprawie do zaginionego świata w Ameryce Południowej. Bez specjalnych agencji promocyjnych, bez szumu medialnego... kilka osób zabrało plecaki i poszło tam gdzie chciało, wg. prostej zasady : do it ! Więc obok umęczenia egzystencjalnego ktoś te rewolucje jednak tu robił, chyba? Więcej o tym powiedział Barabas w swoim prostym filmie "Amazonia Vertical" niż obłąkani bohaterowie kilku innych... Spaliśmy w hotelu Central po czeskiej stronie miasta, który nadaje się do filmu o "tamtych" czasach ale jest całkiem przyzwoity. Staraliśmy się początkowo jeść w Czechach. To staranie było raczej intuicyjne ale w niedziele zaplanowaliśmy obiad w Polsce i to była prawdziwa porażka ! Miasto, które nie potrafi wyżywić odwiedzających je gości powinno się zastanowić nad sobą głęboko. Nawet mi się nie chce pisać na ten temat... to jakieś takie zwolnienie procesów życiowych, brak tzw. "drygu" do handlu, brak radości z dużej imprezy, wiele jakby "na niby" (bo bary, które serwują posiłki po godzinie czekania są dla mnie "na niby"). A miasto wspaniałe, pełne fantastycznych miejsc, zaułków, parków, wody i dobrego światła! Do tego świetnie zorganizowany, interesujący i potrzebny Festiwal ale jakby "bez miasta"... To jakiś dziwny i dający do myślenia kontrast.
Spodziewam się, że odpowiedź nadejdzie z falą filmów pokazujących to udręczenie "dobrobytem", to zniewolenie wolnością wyboru (bo przy pustce w głowie wolność bardzo może uwierać) i obowiązkiem uprawiania kultury. Te wszystkie fundusze i projekty wpędzające w kłopoty organizacji czegokolwiek co musi/powinno działać i być -chociaż trochę- przemyślane. A my przecież nie mamy na takie prace czasu, ciągle jesteśmy zawaleni robotą - jaką? no, inną! nie tą, bo ta jest głupia.
Inną obserwacją poczynioną przy przeglądzie wielu promocyjnych wydawnictw wystawionych w festiwalowych kuluarach jest jakiś triumfalny pochód OFFU ! Otóż ten OFF przelewa się wszędzie : od Karpat (biję się w piersi ale nazwa Karpaty OFFer nie jest mojego autorstwa), przez Mysłowice (jakiż to "off'?), po kino offowe itd. itd. Jakaś przyczyna tego pochodu jednak być musi?! A może jest tak, że młodzi ludzie oglądają filmy (kiedyś offowe, czyli nie biorące udziału w masowym obiegu kultury i nie dotowane przez władzę) o zniewoleniu i buncie, słuchają zespołów "z tamtych lat" grających zbuntowaną muzykę i mają silne pragnienie bycia także offowym, zbuntowanym, ostrym, innym ? Ale to jest trudne i jest duże ryzyko, że może nikt o tym zbuntowaniu nie usłyszeć jak o offowości pani Peszek, kuratorzy mogą przeoczyć to wybitne zjawisko offowe i nie pochylić się nad nami z troską a w konsekwencji nie zrobić baneru zatytułowanego "artysta offowy" dajmy na to : "Józio Pokorny", wydawcy mogą tego nie chcieć zręcznie powielić na tysiąc sposobów jak panią Masłowską, oświeconą "lampą" już nie "bożą". A chodzi o to, aby ta "offowość" była widoczna, szybko nagrodzona, podziwiana przez elity czułe na "off" ! Chcemy się nurzać w "offie"! Może dlatego teoria wyprzedza tak znacznie praktykę, a odważna praktyka tak drażni "znawców" !
No i potem idziemy na koncert zespołu, który tak opisuje swoje poczynania "...dzięki kombinacji konwencjonalnych i niekonwencjonalnych działań muzycznych wytwarzane są pola nieograniczone konwencjami...", "...nowy, eksperymentalny projekt"... i mamy do czynienia z nowym nurtem "offowym"! A przecież więcej "eksperymentu" zaprezentował nam starszy pan, jadący główną ulicą Cieszyna na rowerze z lekko uszkodzonymi hamulcami. Fantastyczny pisk i skowyczenie jakie emitowało "pole nieograniczone konwencjami" nasmarowanych hamulców, postawiło nas NA GRANICY wytrzymałości nerwowej i z pewnością było nowym, eksperymentalnym projektem łączącym struktury roweru/kola/bicyklu z sonicznym obszarem sztuki współczesnej. Hallejuah!

KONCERT w GDAŃSKU epilog

0 comments

Zobaczcie : koncert w klubie Plama - we fragmencie....
Dzięki za realizację, czujność i zrobienie czegoś realnie !
Na focie gram na flecie nosowym, który dostałem od Indianki w Los Angeles...
a granie "na nosie" dedykuję wszystkim głodnym duchom, które ostatnio się objawiają...

VESAK !

0 comments

Kupiłem dzisiaj trochę roślin : lubczyk, dwie sadzonki rozmarynu, piękny okaz oregano i rozsadziłem bazylię! Słoneczko i prace w balkonowych "ogrodach" wpływają na mnie kojąco. Odwiedziłem Muzeum Fotografii, napisałem trochę e-maili i popracowałem nad muzyką do filmu o Tsaatanach ; Ludziach - Reniferach. Popołudniu odpowiedziałem na 11 pytań o Karpaty Magiczne i w trakcie pisania odkryłem kolejny raz, że wszystko jest na właściwym miejscu.
W tym nastroju odebrałem następną porcję fotek z miejsca gdzie żyją Tybetańczycy. Przypomniałem sobie, że zbliża się początek maja i święto Vesak ! To ważne buddyjskie święto (Urodziny Buddy) obchodzi się w dzień majowej pełni księżyca. To już blisko.
Nie mogę się nadziwić jakie nasza muzyka budzi emocje u niektórych ludzi. Jakoś ten nasz koncert na CoCart Fest. powraca i budzi emocje - a przecież sugerowano, że były tam takie sławy, że trudno uwierzyć , że ktoś nas słuchał... A może zbyt wielu nas słuchało i to jest takie irytujące ? I zawsze brak konstruktywnej krytyki i jedynie jakieś dziwaczne opinie wymęczone przy piwie ... Ostatnia (jak na razie) z nich to porównanie nas do gwiazdy o ksywie Enja ... A przecież Enja to ulubienica sceny awangardowo-folkowej, czyż nie? Kochani, co z wami ? Jakiś problem emocjonalny z Enją? Coś z tożsamością ? Nie przypominam sobie aby był obowiązek słuchania naszej muzyki ale widzę, że jest jakiś obowiązek kręcenia nosem na Karpaty. Mało macie bliższych (jak sądzę : światopoglądowo) supergrup do sprzedania i Zachodnich gwiazd do padania na kolana. To padajcie ... i szukajcie rynków zbytu ale trochę popracujcie z emocjami, to pomaga. Więcej pokory. Praca z emocjami nie przychodzi łatwo ale najwidoczniej jest szansa i nadzieja... Sami zobaczcie : ten mnich na fotografii przesiedział 10 lat w więzieniu i ślubował milczenie. Nie mówi... ale jak się śmieje!!!
I my się pośmiejmy trochę, to tylko rock'n'roll !
Ja też mogę pisać recenzje... i dopiero wtedy się pośmiejemy z wszystkiego i wszystkich.
Kupowałem tulipany dla A. i trzymając w ręce doniczkę z lubczykiem zażartowałem : lubczyk powinien wystarczyć ale kupię też na wszelki wypadek tulipany... Pani kwiaciarce aż łzy się zakręciły ze śmiechu ale i zdumienia. Zdumiała się mianowicie tym, że ktoś żartuje ot tak, bo to nie spotykane ostatnio... wszyscy jacyś smutni i poważni. Faktycznie, na ulicy napięcie, w autobusie smutek i złość, w parku irytacja ... na koncertach prześladują Karpaty Magiczne... smutek i zgroza ! No cóż, to nasza specjalność. Gdyby nie było kryzysu to musielibyśmy go sami stworzyć...
Sądząc po plakatach Juwenalia 2009 roku w Krakowie będą pierwszymi od trzydziestu lat bez koncertów Maanam, WooWoo i Kazika.... zastąpią ich Lao Che, Coma i Hey. To pośmiejmy się razem! Wraca nowe...

PANCHEN LAMA

0 comments


Proste pytania, proste życzenia i tylko Ludowe Chiny udają, że nie wiedzą o co chodzi?!
Foty z demonstracji w Indiach - jeszcze ciepłe.... i niestety aktualne!

MASA BEZKRYTYCZNA

0 comments

Piątkowy koncert zakończył się dla nas koło pierwszej w nocy... mimo ograniczeń i weryfikacji programu było co dźwigać. Jakieś miłe rozmowy, jakieś zaproszenia (Kijów?) i kilka wrażeń i pytań na przyszłość... jak zwykle! Bogdan przywiózł jeszcze ciepłe płytki z koncertu w Żylinie, miło było przypomnieć sobie projekt Roba i grania z Pink Baret. Ostatnio coś ruszyło i można już słuchać nas z platformy radia WFMU z Nowego Jorku. A tutaj ... takiej ilości koronek i szydełkowych obrusów jak na Kazimierzu to nigdzie na świecie nie ma ! No i jeszcze pierogi... możemy być dumni.
W sobotę, zaalarmowani relacjami z Meksyku o świńskiej grypie, napisałem sms do Janka, który tam właśnie jest i czeka na ekipę Beltain. Odpowiedź obudziła nas nad ranem : ja jeszcze żyje, czekam na Beltain, miasto jest wielkie.... Pocieszamy się, że jak Janeczek przetrwał pobyt w Kalkucie ( i nie pierwszy raz) to i w mieście Meksyk da radę !
Piękna pogoda wymaga ofiar i wybraliśmy się dzisiaj na rowerki i troche poczytać w Lasku Wolskim. Było naprawdę miło, ciepło i zielono oraz ... sporo ludzi. Było tak bardzo po "krakowsku" tyle, że my nie spieszyliśmy się na rosół z kury z domowym makaronem...
Wracając, mieliśmy znowu chwile grozy przy opuszczaniu ścieżki rowerowej nad Wisłą i próbie przedostania się na kampus UJ. Stojąc na skrzyżowaniu przypomniałem sobie aferę z niewinnym e-mailowym listem Ani, który opublikowała Gazeta Wyborcza... a właściwie z połajankami jakie Ania dostała od...innych rowerzystów ! Chodziło o kawałek ścieżki rowerowej na kampus. Ten kawałek byłby wspaniałym połączeniem kampusu i osiedli Ruczaj i Europejskie (plus kilka innych) z fantastyczną trasą nad Wisłą. Ania dowiedziała się, że takiej ścieżki podobno nie potrzeba i tyle.... ale także : ścieżka rowerowa to nie "ścieżka" ale "droga" rowerowa itp. pouczenia i skakanie na głowę. Gdyby to pisali tzw. samochodziarze, ale nie ; cykliści !? I goście w ten sposób chcą tworzyć lobby na rzecz rowerów? Te "drogi rowerowe" to mi pachną takim "zawodowstwem cyklistycznym". Goście chwilę postali przy biurku w Urzędzie i już są ekspertami. I co z tego, że w Ratuszu nazywają to drogami, wielki mi błąd napisać : ścieżka rowerowa! Nikt nie zrozumie? I ten pęd do sprawowania kontroli i pouczania, jakieś ukryte rozczarowania i nie spełnione marzenia? To pewnie ci cykliści "profesjonalni" wyglądający na ścieżce rowerowej pełnej dziatwy jak skrzyżowanie świętego mikołaja z załogą promu kosmicznego. A te ich "drogi" skończą się obowiązkowymi kaskami, zbrojami rowerowymi, nagolennikami obowiązkowymi i certyfikacjami przynależności do "luźnej grupy" cyklistów pod kierownictwem czujnych leaderów. To spierda....cie mi z tą masą bezkrytyczną i walcie się kaskiem w ramę! Wentyle nadęte...
Nie poszliśmy na wielką galę OFF PLUS CAMERA, bo zrobiło się nam głupio, że nie znamy głównego reżysera, który na nas filuternie spogląda z każdego plakaciku : Nigel Kennedy? Ani młody, ani reżyser... Co też On nakręcił ... hm, mogę napisać ale już dość haterstwa na dzisiaj! OFF jak pieron ! i basta plus, czy coś...
Przy okazji zawirowań : kto ma świętować 5 lat w UE, wykonano badania i wyszło coś bardzo budyniowego : 52 % Polaków uważa, że te lata w UE działały pozytywnie, 24 % uważa, że zmienił0 się na gorsze (! ja tego nie rozumiem i tych ludzi nigdy nie pojmę!), 17% nie dostrzegło żadnych zmian ( ci to jakaś ekipa bez kontaktu z otoczeniem za pomocą zmysłów lub ci co mają tzw. syndrom toruński albo może są zamknięci w chlewiku?). Moimi ulubieńcami jest grupka 7% pozostałych, którzy : "nie mają zdania". To ci tacy ostrożni i przewidujący. Bo coś powiedzą i może w karierze przeszkodzić... Ale jest jeszcze jeden szokujący wynik tego badania : 50% badanych uważa, że wejście do UE nic nie zmieniło w ich życiu! Pewnie dalej wybierają się do NRD -e po pastę do zębów i do Czechosłowacji po tenisówki.... Dla mnie to jest wynik jeszcze bardziej zadziwiający niż Nigel Kennedy (vel "gwiazda pierwszej wielkości") na plakacie OFF Plus Camera... Wychodzi z tego, że z połową społeczeństwa - kraju w którym się urodziłem - nic mnie nie łączy, ujmując to łagodnie. Z tych pozostałych jedynie niewielka część czyta regularnie książki i słucha muzyki, pozostaje jeszcze zorientować się do której grupy należą ci cykliści-aktywiści, pouczający tak chętnie i wycinający nieuprawnionych do wyrażania opinii w ich specjalności. Masy krytycznej z tego nigdy nie będzie.
A prezydenta Lecha Kaczyńskiego to wogóle bym nie zapraszał na galę z okazji członkowstwa Polski w UE aby Go nie zmuszać do fałszywych uśmiechów : był przeciw wstąpieniu! Czyż nie?
A na smutki najlepiej działa różowa gitara elektryczna ! Ania ćwiczy melodię folkową (bo folk to potęga) dla chętnie pouczających cyklistów "oj dana, dana, za kamieni kupe - pocałuj mnie w d.... ! oj dana, dana! maso kochana!

UCHO/OKO - KONCERT w KRAKOWIE

0 comments

W piątek, koncertem w ramach VI Krakowskiej Dekady Fotografii PEJZAŻ FOTOGRAFICZNY, zakończymy wiosenną trasę - Psychedeliczne implozje Karpat Magicznych.
Ptasiek to miły klub ale zawsze najtrudniej gra się w domu... Tym razem obok muzyki (plusem grania w domu jest własny sprzęt na scenie) pokażemy nasze akcje fotografii organicznej. Jest fajne wydawnictwo z albumikiem fotogramów i muzyką, a Bogdan przywiezie oryginały przechowywane w czarnym worku...
Mimo, że to typowy dla Krakowa koncert "tajny" (czyli informacja rozchodzi się jedynie ograniczonymi kanałami bez "prostackiego" wieszania afiszy itp. działań mogących trafić do tzw. zwykłych ludzi) widać w necie zainteresowanie. Dla mnie nie jest to sytuacja komfortowa ale nie jestem organizatorem i staram się nie interweniować.
Może na przykładzie fotograficznych "działań w ekotonie" uda się w części pokazać jak pracujemy z muzyką, dźwiękami i ich energią ? A ekoton to nie połączenie ekologii i muzycznego tonu ale nazwa strefy przejściowej pomiędzy odmiennymi środowiskami jak np. wodą i lasem lub morzem a strefą wydm. To w ekotonie tworzą się nowe formy gdyż tylko tam zachodzi zmieszanie i twórcze zanieczyszczenia "jednorodnych" środowisk. I miałem nadzieje, że fotograficy zawodowi i teoretycy fotografii żyją takimi problemami .... ale nie, chyba nie wszyscy... I pewnie dlatego wyczuwam zakłopotanie organizatorów wobec naszej muzyki - nie jazz, nie rock, nie - ukochana przez wszystkich chcących uchodzić za kulturalnych - klasyka... To tak, jak z festiwalem fotografii eksperymentalnej w Łodzi ; największy eksperyment to familijne fotki rodzin wielodzietnych ? No ale wypijemy kolejny raz piwo przez nas samych nawarzone!
Przed chwilą nastąpiła awaria zasilania i wysiadło światło na osiedlu.... baterie naszych laptopów pozwoliły na dalsze pisanie przy ... świecach. Ania zauważyła, że to najbardziej paradoksalny widok ostatnich dni : ludzie pracujący na komputerach przy świecach .... a może to trafna metafora naszego Budyniowa ? Bo te wszystkie "małpki", "ipeeny", "buldogi" itp. zabawy - czyż nie są ciemnością / ciemnotą ?
A fota jest otworkowym dziełem Bogdana i będzie okładką do wydawnictwa nt. naszych akcji PHOTO::DRONE, przygotowywanego na czerwcową edycję projektu w Gdańsku.
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội