ATAK BUDYNIOWA

0 comments

Miałem wczoraj emocjonujący dzień... zaczęło się od rozmowy z Bardzo Ważną Osobą na temat pieniędzy, na które czekam od 5 miesięcy ... i dowiedziałem się, że jak przyjdą z Warszawy to... będą. Nie dość, że w tym kraju płaci się fachowcom po 200-300 EUR i jednocześnie gada, gada, gada o odpływie ludzi myślących, to jeszcze wpycha się nas w dołującą sytuację :już pisałem o tym łańcuszku : ja nie dostaje w terminie.... to i ja nie płacę innym w terminie, zero planowania i tylko kolejny raz okazuje się, że pieniądze leżą... w Warszawie. Rozwój Budyniowa dalej będziemy opierali na płaceniu za szalony bełkot, m. innymi takim facetom jak Karol Guzikiewicz ? Aż się chce oponę zapalić!
Po tym już rutynowym zajściu otwarłem wiadomość, że z jakiś niejasnych przyczyn, przygotowywany od kilku miesięcy i potwierdzony od miesiąca, nasz udział w czerwcowej akcji CSW Łaźnia w Gdańsku jest nieaktualny. Mieliśmy przez kilka dni przeprowadzić pełną akcje PHOTO::DRONE City Mapping Project i akcje FOTOGRAFIA ORGANICZNA z wystawą, której druk przyspieszyliśmy ze względu na te plany. Złożyłem piękny materiał do photo::drone z fotografiami z 10 dotąd przeprowadzonych akcji (m.innymi CSW Warszawa, CSW Żylina, CSW w Białymstoku, Festiwale w Słowenii, Polsce, Berlin itd. kolorowy komiks ....) i ...budyń ! Już myślałem, że to wyczerpuje definicję kiepskiego dnia ale okazało się to jedynie wstępem do naprawdę kiepskiego czasu. Na siedzeniu w autobusie relacji Nowy Sącz - Kraków (Szwagropol) zostawiłem naszego NIKON-a w dużym futerale i wysiadłem na przystanku przy ul.Konopnickiej (k/-manggha-). Miałem dużo bagażu, ciężki plecak, kurtkę i .... stało się. Po ok. pół godzinie interweniowałem telefonicznie ale aparatu już w autobusie nie było. Jechało ze mną dosłownie kilka osób i większa część siedziała z przodu, rejestrowałem obecność jakiegoś -gostka- za mną ale czujność mi odjęło czy coś?! Bardzo to smutne, że facet tak bez problemu zakosił drogi sprzęt i wplątał się / i mnie w bardzo mało fajną sytuację karmiczną. Trudno mi będzie wsiadać do autobusu z wiedzą, że otaczają mnie głupcy i złodzieje. Pewnie będziemy razem podróżować... co to za człowiek? jakiś "bejdok" ? Najprawdopodobniej złodziej wysiadł przy ul.Karmelickiej. Więc jakby ktoś zaoferował Wam nowego NIKON-na D80 (nie podam wszystkich cech charakterystycznych, ale jest szansa rozpoznać) za -okazyjną- cenę to dajcie znać. Ciekawy jestem co czeka mnie dzisiaj ?
P.S.
W "biednej" - jak chcą wypasieni obywatele Bolandy - Bułgarii, mój zawodowy, górski polar odebrałem z autobusu po jego całym kursie i wielu wioskowych przystankach, na Słowacji nasz portfel ludzie oddali nam i sami, czynnie szukali właścicieli ale w bogatej, wielkiej i solidarnej Bolandzie ukradną Ci ważny sprzęt bez chwili zastanowienia.... a kierowca i inni ludzie z autobusu i PKS-u mówili mi, że : ..." panie, stare komórki kradną, wszystko kradną...". Fakt : przypominam sobie, że kiedyś Tomkowi J. ukradli w autobusie ...harfę z Afryki... leży pewnie gdzieś na telewizorze, w pokoju wyłożonym boazerią. Jako trofeum?
Praktyczne otarcie się o ciemną stronę budyniu daje do myślenia.
No ale są miejsca i ludzie, którzy mają poważniejsze problemy i pewnie, mimo złości i rozczarowania jakie czuję, warto odnaleźć właściwe proporcje. Fota z demonstracji na terenie Indii... odbyła się kilku dni temu. a proporcje są takie, że zbiór małych złodziei aparatów fotograficznych, z przyrostem czasu i masy, przerodzić się może w ideologie i państwa złodziejskie, które kradną inne państwa...statki...ludzi...życie... Masa przechodzi bardziej w budyń niż w jakość.

HASIOR 2

0 comments

No i trochę bieganiny po mieście w kiepski poniedziałek... kolejna rozmowa w studiu radiowym i kolejne rozczarowanie przy bankomacie. Jakiś taki styl zaczyna obowiązywać ogólnie : pracować pilnie i wydajnie a o zapłatę nie pytać i czekać cierpliwie miesiącami... Terminy płatności nikogo nie ruszają i jakoś tak jest niegrzecznie upominać się o własne pieniądze!? A skoro nam wypłacają jak chcą to i my zaczynamy robić to samo ... chcąc nie chcąc bo planowanie wydatków nie jest w tej sytuacji możliwe i to jest jeszcze bardziej obrzydliwe. Bolanda już bogata bo syta i potężna, że ho, ho i każdy ma już wąsy... i na tym chyba poprzestaniemy. Jak co, to się zapiszemy do Libertasu i za godziwą zapłatą nasramy sobie do szafy....jak to robi jeden znany jegomość.
Tym bardziej warto powspominać niegdysiejszych artystów. I znowu Hasior przychodzi na myśl. Robił chętnie i wiele fotografii w czasach kiedy nie było to jeszcze tak łatwe jak dzisiaj. Napisał świetne sprawozdanie ze swej artystycznej podróży po Europie, którą odbył na motocyklu... i pewnie to też Go obciąża, bo wiadomo kto się pojawia na hasło - Dzienniki Motocyklowe ! Dzisiejsi senatorowie PiS-u skazujący prace Hasiora na wygnanie, w tym czasie zasiewali owies , sadzili tajne kartofle na poletkach ukrytych w Pieninach i pili śliwowice na złość komunie. Więc nie może dziwić, że Hasior to dla nich wróg! Czasem mam wrażenie, że budyń jest w Polsce jak ropa naftowa w Kuwejcie - tuż, tuż pod powierzchnią i gdzie się nie kopnie to wypływa obficie. I w tych naszych niby politycznych podziałach wcale nie chodzi o komune i wolność ale o obrone prastarych wartości : nie myśl zbyt dużo, śpij ile się da, drapnij dla siebie ile możesz i zalej starym budyniem każdego, kto żyje inaczej.
Będziemy się więc trzymali kurczowo takich postaci jak Hasior, to artysta i facet, z którym warto się spotkać : miał własne myśli, popełniał własne błędy, zostawił kilka świetnych prac i żył po swojemu. Nad wpisem jedna ze starych fotografii Hasiora jaka jest w moich zbiorach.

No > YES !

0 comments

Dni w mieście są ekscytujące i właściwie mam już chyba problem z tą adrenaliną w krk.... Jak nie żałosno-rozbawiające występy młodych faszystów wokół "Marszu dla tolerancji" to Noc Muzeów... Młodzieniaszki "co się boją geja" to jakaś wiocha ale Noc Muzeów to fajny czas. Nasza trasa nie była wielka bo Ania wróciła tego dnia z Poznania i po 8 godzinach w PKP powinna paść ... ale znowu dała o sobie znać ta nasza nadaktywność ! Wybraliśmy Muzeum -manggha- i pokaz teatru No w wykonaniu panów : Akiry Matsuia i Shunsuke Matsuia... oraz bardzo rozmownego twórcy masek. Szkoda, że były to jedynie fragmenty spektaklu a muzyka była z nagrania. Podobnie do koncertu gamelanu, także teatr No działa na nas bardzo mocno i ma uboczny efekt w postaci pełnego relaksu. Żyjemy w tak silnie sformatowanym otoczeniu, że chwila obcowania z kosmosem jest bezcenna, całą resztę... nawet żarty są już formatem! W czasie spektaklu kilka osób dało popis braku ogłady i tego specjalnego chamstwa lekko polanego lukrem luzu z telewizyjnej reklamy z pryszczatymi. Facecik wyszykowany do teatru jak należy : gołe łydki i sandały, rechotał jak walnięty przez pół pokazu z koleżanką i kolegą u boku. Typowa reakcja lękowa na nieznane i typowa brygada nastawiona na spijanie piwka w kolejnych norkach ze zbitym tynkiem i serwetkami robionymi na drutach, ścigająca się w wieczornej rywalizacji żaków na długość rzuconego pawia. Ale co robili na pokazie teatru No ? Wszyscy chcą aby kultura trafiała pod strzechy ale jak już trafi to ratuj się kto może! Występ tej ekipy godnie uzupełniła pani, która najpierw udawała, że to nie jej telefon uporczywie dzwoni i kiedy pół sali już w to nie wierzyło, salwowała się ucieczką .... Najwidoczniej nie potrafiła wyłączyć komórki.... technologia nas przytłacza : Matrix nas więzi! Chcę jednak wierzyć, że zabłąkana ekipa chwyciła bakcyla japońskiego teatru a właścicielka telefonu wyrwie się ze szpon Matrixa.
Wieczór był piękny a my -pokrzepieni banalnymi w tej sytuacji rolkami ryżowymi z awokado - ruszyliśmy na drugą stronę Wisły.... Biały balon wznosił się nad Wawelem a tłum wielbicieli muzeów parł do Muzeum Etnograficznego. Już za ten widok można pokochać Kraków. W Muzeum zobaczyliśmy kilka świetnych wystaw (dobra ekspozycja o szałasie pasterskim) ale także oglądaliśmy film o podkrakowskiej tradycji tzw. pucheroków. To zwyczaj wiosenny i przypominający bardzo bułgarskie korowody kukerów : przebrania, wysokie czapy ale zamiast masek jest jedynie malowanie twarzy węglem drzewnym.
No i padła w filmie świetna kwestia : "na pucheroka zgłosiły się dziewczynki ale interweniowało Muzeum Etnograficznem, bo kobiety nie mogą być pucherokami"... no i konstruowanie tradycji przez etnografów wyszło na jaw! Dodam do tego, że interwencje takie są także wybiórcze, bo jak do palm wielkanocnych przyprawia się na siłę krzyże to jakoś etnografowie nie interweniują i w ten sposób ... także biorą udział w budowaniu "poprawnej" wizji tradycji ! Więc chyba czas to zobaczyć także w podpisach pod ekspozycjami, np. taki podpis : wystawę zestawił z eksponatów ze zbiorów muzeum dr Jakiś Tam, praktykujący katolik o poglądach skrajnie prawicowych... albo : wystawę przygotował dr Jakiś Tam, amatorsko praktykujący szamanizm .... to byłoby naprawdę i uczciwsze i bardziej interesujące. No i po ...frekwencji ich poznacie....?
Po tych emocjach czekała na nas wystawa rodzyneczek : Dom ! Wnętrza mieszkań, pokoi, mini przestrzeni prywatnej w noclegowni, od Indii po Polskę. Naprawdę doskonała wystawa i duża przestrzeń dla własnych interpretacji. Autorzy jakby w cieniu i bez narzucania czegokolwiek. Na tym naszą Noc Muzeów zakończyliśmy i pomknęliśmy do "wieży".
Sobota minęła pod znakiem załamania nadmiarem materiałów do mojego skryptu na temat etnobotaniki.... nigdy tego nie skończę !
Dzisiaj pławiliśmy się w słońcu i rozkoszy jaką Miasto nam zafundowało, ta ekstaza to ścieżki rowerowe. Wiem, wiem, jest wiele jeszcze do zrobienia i masa jest bardzo krytyczna ale dojechaliśmy z domu do Ogrodu Botanicznego bez większych problemów i prawie cały czas miłym szlakiem "tylko dla rowerów". W Ogrodzie Botanicznym jak zwykle atrakcje : kwitnące azalie ( i pachnące!), piękne drzewa i setki drobniejszych roślin. Do tego trafił się także koncert grupy Ładni Ludzie i było bardzo sympatycznie... Nie wszyscy wiedzą, że Kraków spiknął się z San Francisco (miasto bliźniacze) i jakoś mnie to już nie dziwi ale trochę mnie dziwi, że kiedyś chciałem mieszkać w San Francisco a nie w Krakowie.
Na fotce jest ceramiczna rzeźba Krysi Andrzejewskiej-Marek o nazwie wziętej z tytułu naszej płyty : Bałtyckie Szepty. Pokazuje prace tej fenomenalnej rzeźbiarki, wykładowczyni ASP w Gdańsku, bo jest rewelacyjna i stanie się w sierpniu gościem Festiwalu Karpaty Offer, a ja
ciągle pracuję nad programem. Pewnie za kilka dni będzie już dopięty!?

NIE SPAĆ ! MAPOWAĆ !

0 comments

Wczoraj skończyliśmy przygotowywanie do druku i skład folderku -mapy o naszej akcji miejskiej PHOTO::DRONE City Mapping Project i miło było zobaczyć te wszystkie foty i miejsca gdzie działaliśmy we współpracy z Bogdanem! Świetny był Berlin, bardzo dobra akcja rozwijała się w mroźnej Warszawie a Tolmin w Alpach Julijskich to całkiem inne klimaty, ej boy... A do tego Stary i Nowy Sącz : nagle czujesz ten klimat z fotografii grymasów Witkacego... a potem Industrial Festiwal we Wrocławiu i podróż w mroczne rejony świata i czasu. Kluczem do tego projektu jest słowo -mapowanie - mapping- co oznacza sporządzanie mapy. Po wielu latach pracy w terenie, czytania i rysowania map ale także po dziesięciu dużych akcjach photo::drone, rozumiem to pojęcie znacznie głębiej. Nasze doświadczanie miejsca i mapowanie z pomocą innych - niż tylko wzrok - zmysłów, pozwala stworzyć mapę o znacznie bogatszej niż zwykle, zawartości. I w psychogeografii jest jakaś odpowiedź na utopijną wizję narysowania mapy tak dokładnej, że pokryje w konsekwencji cały mapowany teren. Naszym udziałem są znacznie bogatsze mapy i nosimy je w głowie i ciele! Dlatego zamiast szukania właściwych rozmiarów mapy i odwzorowywania terenu na nieskończenie wielu warstwach (bo na pokryciu terenu nie mogło by się skończyć), poszukać można kluczy do swoich własnych zasobów.
Dużą częścią wydawnictwa będzie znakomity komiks jaki dla nas/o nas narysowała Ania Krenz z Berlina. Wymieniamy właśnie e-maile na temat stałego udziału Ani w naszym flagowym blogu. Wygląda na to, że się włączy i to byłby hit ! Rysunki Ani i poczucie humoru ale też ostrość i nie zagłaskiwanie tematów, bardzo mi odpowiada.
Ukazał się właśnie wywiad z nami w Tyglu, wychodzi w nim sprawa naszej aktywności (nad-aktywności jak chcą niektórzy?) i to samo pojawiło się w radiowej rozmowie z poniedziałku, którą nagrałem na potrzeby radia. Faktycznie biegamy i pracujemy na wysokich obrotach ale czy można inaczej? Czy mamy tak wiele czasu aby zostawiać sobie jakieś sprawy na później... i tak ich zbyt wiele pozostaje i piętrzą się nad głową.... Kiedy byłem studentem (panie dzieju i dziejku...!) wpadła mi w ucho/oko opinia pana profesora Kotarbińskiego wygłoszona do młodych ludzi : "nie oszczędzajcie się!". To mnie wtedy poraziło jak prądem : nie ma wartości w oszczędzaniu się. To tylko złuda leniwego umysłu i ciała. Mamy mało czasu, zarządzamy jak umiemy własnym a niezbyt znanym nam ciałem i umysłem, widzimy małą część świata jak przez laserową dziurkę w camera obscura, niczego nie rozumiemy naprawdę i dlatego nie warto się oszczedzać.
Ania się właśnie nie oszczędza w Poznaniu i szykuje wystąpienie na kolejnej konferencji... Musi też uważać na grube spody w pizzy, wielkie porcje pierogów i generalny nadmiar kalorii w Krainie Podziemnych Pomarańczy... jak nasz znajomy Poznaniak nazywa pieszczotliwie swój region. Swoją drogą to tak dawno nie graliśmy w Poznaniu...
Uniwersytet Jagielloński od dwóch lat wyprzedza - w rankingu wyższych uczelni - Uniwersytet Warszawski... i pytanie jak z konkursów RMF : od ilu lat na UJ pracuje na pełnym etacie Ania....? Odpowiedzi szykować i czekać na mój telefon, i nie oszczędzać się!

PEŁNIA albo HAVEL na WAWEL !

0 comments

Pełnia księżyca jest dla mnie jakimś specjalnym czasem, czasem bardzo pozytywnym i mocnym energetycznie. Bywa, że zbyt mocnym... złamałem w takich "okolicznościach przyrody" metalową wyciskarkę do czosnku ! Drobne manifestacje związków pomiędzy naszym życiem a fundamentalnymi zjawiskami Natury bywają zabawne. Zbytnia powaga jest sztuczna i pokrywa czasem totalne zagubienie. Poważni wcale nie są poważni naprawdę, przesadna powaga to maska.
Wędrując po Krakowie obserwujemy ostatnio z rozbawieniem biały balon, który udanie imituje księżyc ... Widok na Wawel i Skałkę z balonem pomiędzy tymi "świętymi" budowlami bywa intrygujący. Balon każe nam zauważyć panoramę Krakowa od nowa i z uwagą. Bez balonu Wawel stawał się już "przeźroczysty" lub był widokiem mitycznym. Z obecności balonu wynikają więc różnorakie pożytki i Ci, którym przeszkadza i wypychają go gdzieś, byle dalej - robią błąd powierzchownej oceny skutków pojawienia się "balonowego" aspektu krajobrazu. Obok balonu, który dla mnie jest potwierdzeniem, że miasto naprawdę żyje i nie zamieniło się jeszcze w muzeum, pojawiła się inna obiecująca nowość. To przystanki tramwaju wodnego (lub jak chcą inni taksówki wodnej) nad brzegami Wisły. Są betonowe platformy, słupki do cumowania, znak P i schodki wraz z dróżkami dojściowymi z bulwarów wiślanych. Brakuje już tylko (!?) samych jednostek pływających. Ale czyż nie mamy wyobraźni : wsiadamy przy Kazimierzu i płyniemy do ...Tyńca. Mam nadzieję, że bilet nie będzie kosztował tyle co dzisiaj ( Wawel -Tyniec -Wawel : 50 zł !).... Oczywiście to pieśń przyszłości jak plaża (GW zapowiada ją triumfalnie od jakiś 3 lat!), jak kładka z Kazimierza .... i szybki tramwaj na kampus UJ. Ale jest na co czekać i aż strach pomyśleć jak bardzo nie będzie się nam chciało jechać gdzieś daleko....
W drodze do Tyńca mieliśmy małą sprzeczkę z rowerzystką, którą Ania zmusiła niechcący do lekkiego zwolnienia podczas manewru wyprzedzania ... Pani bez wdzięku i dystansu (czytaj : wrednie) protestowała i na moją mediację rzuciła : " i jeszcze adwokata przyprowadziła". A to była słoneczna niedziela, ścieżka rowerowa nad Wisłą i luzik... ale chyba nie dla tej pani. Może przybrała "maskę krytyczną".... i jechała "drogą" rowerową z zakazem wyprzedzania (dla innych) ? Mimo wszystko pozdrawiam ciepło - w masie siła !
Bardzo lubimy Gdańsk i szkoda, że obchody 4 czerwca (chyba?) się tam nie odbędą lub zamienią się w wiec wyborczy PiS-u , ale.... To co słyszymy przy tej okazji o Krakowie ("nie miał znaczenia w walce o wolność", "na Wawelu będzie ZOMO", "spotkanie elity na Wawelu a w Gdańsku prawdziwych ludzi"....) to jakieś bzdurne emocje, wywołane przez pełnię księżyca? To pan Havel już nie jest prawdziwym człowiekiem a aktywista Śniadek i jego koledzy z wzdętymi jak balony brzuchami (to od głodu?) jest? Mam zupełnie inne zdanie i całe szczęście, że to Vaclav Havel miał więcej do powiedzenia na temat naszej wolności ... bo w innym przypadku mielibyśmy dzisiaj związkową NRD a nie Unię Europejską. Parę opon każdy głupi umie podpalić, ale co potem ? Studia w Krakowie kończyłem w 1982 roku... i wiem co mówię. 4 czerwca nie jest świętem załogi jednej stoczni ! Nawet "kolebki" ... z całym szacunkiem. Trochę powagi ale i dystansu, bo i tak z solidarnością jakoś krucho... Może to taki sam mit jak "polska tolerancja" i dlatego serdecznie zapraszamy : Havel na Wawel !

OFF SŁOWIK

0 comments

Wiosną, nawet lekko głusi i ortodoksyjni wyznawcy industrialu, słyszą odgłosy przyrody... W maju najbardziej obiecującym i romantycznym zarazem jest donośny i bardzo charakterystyczny śpiew słowika... W tym samym czasie słyszymy wiele innych melodii i bierzemy je za popisy ptaków. Ale jest śpiewak, który konkuruje swobodnie z wymienionymi ale ptakiem nie jest! To rzekotka drzewna. Nie dość, że wspina się swobodnie nawet po szybach, to jeszcze śpiewa wieczorami chętnie i długo. Ma zaledwie kilka centymetrów długości ale głos wielki i melodyjny. Tak więc, nawet wiosna nie powinna nas uśpić i pozbawić zdolności rozpoznania rzeczywistego stanu rzeczy. Nie każdy słowik jest słowikiem... pamiętacie tekst ze starego dobrego serialu o pewnym miasteczku : "sowy nie są sowami" ! Podobnie jest z "offem"....

NA GRANICY...

0 comments

Wolny (?!) czas zleciał nam szybko... Festiwal : Kino Na Granicy / Kino Na Hranici był dobrym pomysłem na ten krótki "długi weekend". Trochę pobiegaliśmy od kina do kina i od czeskiej części miasta do polskiej... po moście, na którym wiele razy pociłem się pod czujnym okiem służb granicznych. Nie dlatego, że coś przemycałem ale dlatego, że zachciało mi się przekraczać granice. I nie byli to Rosjanie ale "nasi" i Czesi... bardzo gorliwi i bardzo upierdliwi. Teraz pewnie sobie żyją spokojnie i wspominają te trudne czasy z nostalgią albo wpisują w ankietach na temat UE, że "niczego w ich życiu nie zmieniła"...
O filmach nie będę pisał bo się nie znam na sztuce ale w wielu pojawia się jakaś słowiańska nuta obłędu i nieznośnego ciężaru egzystencji?! Trochę mnie to już nudzi i czuję, że to nie jest cała prawda ale raczej rodzaj nieznośnej maniery. Dlatego może tak mocny był film Pavla Barabasa o wyprawie do zaginionego świata w Ameryce Południowej. Bez specjalnych agencji promocyjnych, bez szumu medialnego... kilka osób zabrało plecaki i poszło tam gdzie chciało, wg. prostej zasady : do it ! Więc obok umęczenia egzystencjalnego ktoś te rewolucje jednak tu robił, chyba? Więcej o tym powiedział Barabas w swoim prostym filmie "Amazonia Vertical" niż obłąkani bohaterowie kilku innych... Spaliśmy w hotelu Central po czeskiej stronie miasta, który nadaje się do filmu o "tamtych" czasach ale jest całkiem przyzwoity. Staraliśmy się początkowo jeść w Czechach. To staranie było raczej intuicyjne ale w niedziele zaplanowaliśmy obiad w Polsce i to była prawdziwa porażka ! Miasto, które nie potrafi wyżywić odwiedzających je gości powinno się zastanowić nad sobą głęboko. Nawet mi się nie chce pisać na ten temat... to jakieś takie zwolnienie procesów życiowych, brak tzw. "drygu" do handlu, brak radości z dużej imprezy, wiele jakby "na niby" (bo bary, które serwują posiłki po godzinie czekania są dla mnie "na niby"). A miasto wspaniałe, pełne fantastycznych miejsc, zaułków, parków, wody i dobrego światła! Do tego świetnie zorganizowany, interesujący i potrzebny Festiwal ale jakby "bez miasta"... To jakiś dziwny i dający do myślenia kontrast.
Spodziewam się, że odpowiedź nadejdzie z falą filmów pokazujących to udręczenie "dobrobytem", to zniewolenie wolnością wyboru (bo przy pustce w głowie wolność bardzo może uwierać) i obowiązkiem uprawiania kultury. Te wszystkie fundusze i projekty wpędzające w kłopoty organizacji czegokolwiek co musi/powinno działać i być -chociaż trochę- przemyślane. A my przecież nie mamy na takie prace czasu, ciągle jesteśmy zawaleni robotą - jaką? no, inną! nie tą, bo ta jest głupia.
Inną obserwacją poczynioną przy przeglądzie wielu promocyjnych wydawnictw wystawionych w festiwalowych kuluarach jest jakiś triumfalny pochód OFFU ! Otóż ten OFF przelewa się wszędzie : od Karpat (biję się w piersi ale nazwa Karpaty OFFer nie jest mojego autorstwa), przez Mysłowice (jakiż to "off'?), po kino offowe itd. itd. Jakaś przyczyna tego pochodu jednak być musi?! A może jest tak, że młodzi ludzie oglądają filmy (kiedyś offowe, czyli nie biorące udziału w masowym obiegu kultury i nie dotowane przez władzę) o zniewoleniu i buncie, słuchają zespołów "z tamtych lat" grających zbuntowaną muzykę i mają silne pragnienie bycia także offowym, zbuntowanym, ostrym, innym ? Ale to jest trudne i jest duże ryzyko, że może nikt o tym zbuntowaniu nie usłyszeć jak o offowości pani Peszek, kuratorzy mogą przeoczyć to wybitne zjawisko offowe i nie pochylić się nad nami z troską a w konsekwencji nie zrobić baneru zatytułowanego "artysta offowy" dajmy na to : "Józio Pokorny", wydawcy mogą tego nie chcieć zręcznie powielić na tysiąc sposobów jak panią Masłowską, oświeconą "lampą" już nie "bożą". A chodzi o to, aby ta "offowość" była widoczna, szybko nagrodzona, podziwiana przez elity czułe na "off" ! Chcemy się nurzać w "offie"! Może dlatego teoria wyprzedza tak znacznie praktykę, a odważna praktyka tak drażni "znawców" !
No i potem idziemy na koncert zespołu, który tak opisuje swoje poczynania "...dzięki kombinacji konwencjonalnych i niekonwencjonalnych działań muzycznych wytwarzane są pola nieograniczone konwencjami...", "...nowy, eksperymentalny projekt"... i mamy do czynienia z nowym nurtem "offowym"! A przecież więcej "eksperymentu" zaprezentował nam starszy pan, jadący główną ulicą Cieszyna na rowerze z lekko uszkodzonymi hamulcami. Fantastyczny pisk i skowyczenie jakie emitowało "pole nieograniczone konwencjami" nasmarowanych hamulców, postawiło nas NA GRANICY wytrzymałości nerwowej i z pewnością było nowym, eksperymentalnym projektem łączącym struktury roweru/kola/bicyklu z sonicznym obszarem sztuki współczesnej. Hallejuah!
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội