TYMCZASOWA STREFA AUTONOMICZNA

0 comments

Do łączki dotarliśmy szybko i kwitły tam wspaniale rośliny - także bywają czasem składnikami "herbatki karpackiej" : macierzanka, szałwia, dziurawiec, bez czarny, wiązówka błotna.
Napar z kwiatów tych roślin jest rewelacyjny i trudno zdecydować czy lepsze są suszone?
Pomiędzy ziołowym zbieractwem, które uwielbiam, i które dla mnie jest czymś bliskim medytacji poczytałem sobie Hakima Beya. Tymczasowe Strefy Autonomiczne to taka odtrutka na te wszystkie podchody "art world'u" ...
Na fotce część naszej Strefy kilka lat temu, Ania i Maciek.

ART BOOM?

0 comments

Dotrwaliśmy wczoraj wieczorem jedynie do połowy koncertu pana Slocuma (sorry, to było "muzyczne performance z wizualizacjami", oczywiście w przestrzeni publicznej ... wykonywane na "przestarzałych komputerach"...ble, ble, ble). Ja tam tego Atari 2600 nie widziałem , w oko wpadł mi za to wypasiony sampler... Gość podobno pisze programy i korzysta z dźwięków towarzyszących starym grom komputerowym. Tyle tylko, że co nie zagra to jakoś fajowo i zdecydowanie popowo mu wychodzi... i te dymy na scenie! Duża sprawa. Szkoda, że się na Opole nie załapał, bo troszkę też śpiewał na archaicznym aparacie gębowym i analogowych strunach głosowych. To już właściwie archeologia mediów ! W Opolu by go doceniono, taki nowy, "polski" Slocum Śpiewa.
Wracając z tego performance'u zorganizowanego na Rynku Głównym (na tyłach sceny Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty... przestrzeń publiczna serwuje na szczęście własne ironiczne konteksty) chcieliśmy zobaczyć filmową rejestrację pracy pt. Lady's Smock, niezwykle interesującej artystki - pani Teresy Murak. Od zawsze intrygowały mnie Jej zasiewy rzeżuchy : w formie płaszcza, na nagim ciele, w formie symboli religijnych zestawionych ze starą symboliką ziarna. Ostatnio Teresa Murak stosuje tzw. rozczyny (mieszankę chleba, wody, mułu i kurzu) oraz jest prawdopodobnie od 2004 roku jedną z nielicznych, polskich aktywistek artystycznego guerilla gardening. Jej praca Lniany strumień to akcja polegająca na wysiewie mieszanek kolorowo kwitnących roślin w industrialnych przestrzeniach. I cała ta niezwykle ciekawa bo : osobista, indywidualna i oryginalna praca, została potraktowana przez organizatorów "z glana". Film z rzeżuchową akcją rzucono na ścianę Wawelu, piękną ale ciemną ścianę z cegieł... Przy projektorze stał jakiś gostek i nic nie wiedział, chyba był to jedynie "pilnowacz" sprzętu. Ktoś kto wymyślił taką prezentację pracy Teresy Murak jest dla mnie ...jem!
Za godzinkę udajemy się na naszą piękną łączkę, która może nie całkiem wpisuje się (na zczęście) w publiczną przestrzeń miasta. Muszę odpocząć bo jestem trochę przybity zapowiedziami jakie wyczytuje w programie Festiwalu Sztuk Wizualnych (Krakowskiego Biura Festiwalowego )ART BOOM i nie starcza wszystkich zmysłów aby to ogarnąć : "...instalacja została stworzona, aby wywrócić do góry nogami uświęcone wielowiekową tradycją podejście do sztuki, architektury, mody, kopii i oryginału, a także relacji pomiędzy tym, co nowe i stare", albo : ..."jest logiczną kontynuacją dotychczasowych badań...., dotyczących relacji pomiędzy sztuką a rzeczywistością"... albo praca w przestrzeni publicznej miasta (oczywiście...) polegająca na wykonaniu malutkiego neonu (KBF poskąpiło naszej forsy ? skandal! ) z napisem : WARSZAWA, który ma jednak artystyczną usterkę i wyświetla się jako : W...SZAWA. Nie można mnie posądzić o przesadne uwielbienie stolicy ale pomysł ten jest taki sobie i tylko chwila minie jak w Warszawie ktoś odpali neonik "sra KÓW" i "ubogacimy" w ten sposób dyskurs publiczny? I właściwie o co chodzi?
Tymczasem, ekipa z Wrocławia na Rynku Głównym rozdaje promocyjne lizaki i smyczki zapraszając do WRO ... też takie sobie działanie ale miłe, słodkie, praktyczne i dalekie od megalomani.
Artyści zawsze mieli wokół siebie szpicli i manipulatorów, tym razem dyrektywą komitetu centralnego jest : "działanie w przestrzeni publicznej miasta" tyle, że jak zwykle "animatorzy" załatwiają sobie wygodne stołki w różnych instytucjach i biurach aby mamić maluczkich "wyjmowaniem drzwi" z galerii i wychodzeniem do ludu pracującego miast (bo już nie do : ludu pracującego wsi). I aby było jasne : nie atakuję Festiwalu ale jego realizację, megalomanię i powierzchowność, budowanie podziałów i bezrefleksyjne tworzenie słabego produktu turystycznego. Miast, w których prezentuje się wynajętą na chwilę sztukę oraz głównie produkty sztukopodobne jest w Europie sporo - ale miast, w których robi się coś naprawdę , nie tak znowu dużo... Przemieszanie wszystkiego ze wszystkim i to pod przymusem skorzystania z publicznej przestrzeni miejskiej nie jest zbyt oryginalne i rozwojowe. Chyba, że chodzi o to, abyśmy zatęsknili za białą przestrzenią świetnie zorganizowanej galerii ?
W tej sytuacji głupio zapraszać na nasz muzyczny event w Eszewerii (czwartek, godzina 20.30, Jozefa 9) na generatory analogowe, sampler, głosowe techniki Eskimosów i kilka analogowych, "przestarzałych" instrumentów ... sorry, od lipca gramy już wyłącznie w ppm-ie ; publicznej przestrzeni miasta, używając wizualizacji stworzonych ze starych biletów tramwajowych i zasmarkanych chusteczek oraz neonu, sprytnie, bo jednocześnie promującego sztukę i firmę produkującą żarówki energooszczędne : OSRAM BOOM. I to jest prawdziwy "eko art w ppm-ie"!

CURATORS ART

0 comments

Kilka godzin poświęciliśmy dzisiaj konferencji pt. Sztuka aktualna w przestrzeni publicznej, medialnej i wirtualnej. Wszystko odbywało się w Sali Samurajów (wiadomo, to Kraków...) w Muzeum Narodowym. Złapałem się na tym, że bywamy w MN częściej niż w Bunkrze Sztuki i wychodzimy z niego częściej zachwyceni (wystawa fotografii Ashera Felliga ze Złoczowa k/ Lwowa... znanego jako Weegee w porównaniu ze szkolną wystawą fotografii Witkacego i reszty)... Bunkier ma ostatnio jakąś zapaść i może chodzi o dyskutowany ostatnio problem łączenia funkcji kuratora z dyrektorem?! Ale nie o tym, tym razem, chciałem napisać. Wysłuchałem z rozczarowaniem pani Michaeli Crimmin, która do jednego worka wrzuciła sztukę (umieszczoną) W przestrzeni publicznej od sztuki, która powstaje w przestrzeni publicznej. Potem pokazała kilka reprodukcji (słabych) dzieł Land Artu i bez wyraźnego sensu powiązała szkółki roślin z architekturą organiczną... Z wielkim zainteresowaniem słuchało się natomiast niedoszłego dyrektora Bunkra Sztuki - Adama Budaka, który swój talent oddał "wielorybowi" Kunsthauz w Grazu. Mam nadzieję, że talent oddał Austrii jedynie czasowo....
Pomijając wszystkie ozdobniki wychodzi na to, że decyzją kuratorów jest co sztuką bywa a co nie (także w przestrzeni publicznej) ale brzmi to jakoś niezbyt przekonująco i jakby mocno środowiskowo. Ale cóż, to ich job ! Jest już tylko kroczek od tego, aby o tym co jest, a co nie jest sztuką, decydowali ci co zatrudniają kuratorów. Można ze 6 zmysłów stracić jak się to widzi....
Za chwilę biegniemy na pokaz kolesia, który został namaszczony przez kuratorów i pokaże sztukę na Rynku Głównym. Rynek ten stał się wg. opinii kuratorów miejscem publicznym najwidoczniej od chwili kiedy ukończyli oni studia kuratorskie. Wcześniejsze działania ... były tylko nieświadomymi i amatorskimi wybrykami. Przestrzeń publiczną Rynku w Krakowie odkryje o 21.00 Paul Slocum. Nie jest to odkrycie dla autora zbyt ważne bo na swojej stronie nawet nie wpisał Krakowa.
Mam z tą celebracją odkrywania Krakowa dla świata sztuki poważny problem bo w tv będzie koncert mojej ulubionej grupy Pectus - ale może zdążymy wrócić na relację z Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.

BALON NEOKOLONIALNY

0 comments

Mamy w Krakowie zabawowy balon... wsiada się do gondoli i po oderwaniu od ziemi ogląda Kraków z tzw. lotu ptaka. Niestety balon, od jakiegoś czasu nie jest już jedynie zabawowy. Dzięki nagłośnieniu przez Gazetę (prasa "interwencyjna" tak ma) i głupim tytułom, zaczyna być on balonem emocjonalno-dyskusyjnym, jak wszystko w Budyniowie. Według Gazety to grupa anglojęzycznych imigrantów mieszkających w krk, zgłosiła protest wobec białego balonu zabawowego, który ich zdaniem jest skazą na czystej formie naszej dawnej stolicy. Imigranci z całą pewnością mają prawo do wypowiadania własnych opinii i wszystko byłoby o.k. ale pozycja z jakiej wyrażają swoje zdanie jest irytująca i fałszywa. Nie chciałbym nikomu nic wypominać ale wobec głosów sugerujących, że mieszkańcy Krakowa muszą spokojnie słuchać światłych wujków przybyłych do naszego miasta w celu obrony nas przed (naszym) złym smakiem i zgubnym brnięciem w konsumpcjonizm balonowy, nie mogę się jakoś powstrzymać przed przypomnieniem naszym gościom, że wielka kultura jaką reprezentują zbudowana została na niejednym koszmarnym balonie. Nie mamy na cywilizacyjnym koncie wydłubywania szlachetnych kamieni z mauzoleum Taj Mahal w Indiach, nie składujemy skradzionych dzieł sztuki greckiej w swoich piwnicach i nasi "nation people" nie są zamknięci w rezerwatach. Więc nie wciskajcie nam, że Waszą misją jest "pomoc" w zachowywaniu zabytków Azji (w tym ...w Krakowie). Bo, jakbyście -kochani nasi Anglicy i Amerykanie - kiedyś nie "odstąpili" Tybetu Chinom, to dzisiaj może nie potrzeba byłoby takiej "ochrony" kultury dachu Świata...
Zamiast więc udawać dzisiaj dobrych wujków, można było wczoraj mniej łupić słabszych... Ochrona Krakowa przed miejscową ludnością i władzą jest kuriozalnym przedsięwzięciem i świadczy o traktowaniu nas jak prostaków. Jasne, pewnie jesteśmy prostakami, nie więcej niż inni, tyle, że u siebie. Może warto to jednak sprawdzić ale warunkiem jest mniej arogancji ?! Obserwujemy te ochronne inicjatywy naszych zbawców ale zawsze są raczej dobrą inwestycją niż działaniem z pobudek estetycznych. U nas będą krówki, lasy, głupi włościanie roznoszący zdrowe jajka i miód z barci a banki i nowe technologie zostaną u Was? Ale co z łykiem lipowym na sandały dla nas? W Krakowie już lip korować nie będziemy, bo wiadomo, mieszkamy tu razem i starodawnego cienia by zabrakło... to może łyko z Rumunii sprowadzić albo z Gruzji? Tam jeszcze czas na ochronę ...
Znam jeden z wielu przypadków anglojęzycznej ochrony : gość kupuje działeczkę na granicy jednego z bardziej cennych przyrodniczo terenów w Polsce, jeszcze nie chroni ale apeluje o dobre traktowanie, zręcznie omija przeszkody prawne i swobodnie rujnuje stok wykopami, buduje swój pałacyk i jak już go zbuduje to zacznie intesywnie chronić otoczenie. Będzie chronił przyrodę, tradycyjne rolnictwo, krajobraz i co się da - przed nowym sąsiadem, przed wycieczkami młodzieży i dzieci (konieczna jest strefa ciszy!) i przed zaglądaniem mu przez ozdobny płot. No i oczywiście będzie nas nauczał jak chronić gdyż jest z wyżyn kulturowych i ochronnych a osiadł u nas, bo ma misję cywilizowania maluczkich.
Na koniec pozostawiłem zarzucanie nam balonowego kiczu. Oj, kochani... muszę uznać Waszą wyższość w tym jednym ; w kiczu nigdy Was nie prześcigniemy, bo sami często jesteście czystą formą aroganckiego, paternalistycznego, nadętego kiczu. Jak wielki balon przysłaniający pół świata.
I nie angażujcie drugiej połowy do ochrony swoich okien przed balonem, bo do tego się sprowadza cała ta głupia awantura. Wystarczyłoby uczciwie napisać : balon nam zasłania i nie dorabiać tego denerwującego sosu. My to zrozumiemy i nawet jak się ktoś "popisał " to nie trzeba do tego wplątywać imigrantów... bo czuje, że całość jak zawsze w Gazecie jest mocno "uszyta"...
Tak czy siak dyskusja jest faktem, więc dodałem na focie gigantyczne koło "rowerowe" dumnie umieszczone kiedyś w cetrum Londynu. Dotąd traktowaliśmy ten obiekt jak wycieczkowy "fun" ale przy następnym wypadzie nad Tamizę zgłosimy petycje w sprawie usunięcia tego koszmarnego obiektu i pozostawienia w Londynie jedynie kamieniczek na wzór tej w jakiej mieszkali przy Baker Street ; niejaki Holmes i Watson.

SPROSTOWANIE !

0 comments

Dużo się dzieje... ale czuję, że powinienem ogłosić sprostowanie do bezmyślnie kolportowanej "informacji" jakoby PiS wygrało w Krakowie... A w Krakowie było tak : nie dość, że 40% frekwencji wyborczej to jeszcze na PO głosowało 50% wyborców...a na PiS coś koło 30%. Więc gadanie o rzuceniu Krakowa "na kolana" przez PiS jest jedynie pobożnym (?) życzeniem. Kraków to Kraków i tyle. PiS jak wszędzie - rzucał na kolana wioski i małe miasteczka, ludzi starszych, słabo wykształconych i ogólnie tych, którzy już i tak klęczą i najwidoczniej im to pasuje.
Nawet nasza asystentka Kotsi Abura, która jest bardzo daleko od polityki się uśmiała do łez ...

MIŁE NOWOŚCI !

0 comments

W wywiadzie dla OCULTURA zaskoczyło mnie pytanie / stwierdzenie o świetnym roku dla Karpat Magicznych... No, nie wiem - ale może jednak ? Właśnie ujawnił się pierwszy utwór z sesji nagranej w Sopatowcu i to w bardzo interesującym wydawnictwie ! Zobaczcie i posłuchajcie sami.
Do tego doszło zainteresowanie naszą biblioteką WFR ze strony niezależnego radia BSR z USA. Zapowiadają się też dwa krakowsko / nowohuckie koncerty w lipcu...

LUSTRO TWARDOWSKIEGO

0 comments

Najbardziej o realnej wolności w dniu 4 czerwca 2009 roku, przekonało mnie uniewinnienie artystki Nieznalskiej. Poniewierano Nią za rzekome szarganie świętości. Szargali głównie antysemici, kryptofaszyści i inni "sprawiedliwi" strażnicy świętości.
Wczoraj w Starym Sączu widziałem żałosne przedstawienie w postaci występu Lecha Kaczyńskiego i kilku grupek, zmoczonej przez deszcz, młodzieży ze "spontanicznych" grup wsparcia. Niestety, po kilku godzinach biegnąc przez rynek w Nowym Sączu zauważyłem, że i tu LK agituje tłumy... i ze zgrozą stwierdziłem, że mieliśmy więcej publiczności w tym samym miejscu podczas zeszłorocznego koncertu niż rzeczony LK ! Przejęty tym widzeniem i poważnie zaniepokojony, miałem w nocy dziwny sen : zalewał mnie budyń i jakby kłęby duszącego moheru, twarze-widma straszyły grymasami jak podczas wizyty Pani Thun na wiecu Pana Ziobry, budyń wlewał mi się do ust i napierały na mnie wielkoludy o rysach Pana Guzikiewicza....wszędzie powiewały wąsy i zranione, smutne jak u gazeli oczy pana Śniadka, horror nieznośnie się nasilał! W pewnym momencie owładnęły mną nudności i z wielką ulgą rzygnąłem budyniem, tymi twarzami i kłębami moheru. Niezwykle bogaty "paw" był wielką ulgą i wybawieniem... Połączyłem w błysku geniuszu uniewinnienie Nieznalskiej z istotą mojego snu i... ukazał mi się świąteczny transparent na 2009 rok : nie ma wolności bez nudności ! Z formy był trochę podobny do tego z końca lat osiemdziesiątych ale treść jakby bardziej indywidualistyczna, chyba?
A teraz o wielkim mieszkańcu Krakowa - Panu Twardowskim i jego lustrze. Obok wielu legend i literackich fantazji, w Krakowie, na dworze Króla Zygmunta Augusta żył taki alchemik ! Miał ponoć pracownię alchemiczną w grocie Krzemionek Podgórskich ale tak się złożyło, że została zniszczona podczas budowy (na niej!) kościoła św. Józefa. Pan Twardowski działał w XVI wieku a kościół zbudowano w XIX wieku... ale skutecznie. Po Twardowskim pozostały dwa magiczne lustra. Jedno z nich, zmatowiałe i rozbite znajduje się w kościele w Węgrowie. Lustro oprawione jest w czarna ramę o wym. 56 x 46,5 z napisem, który świadczy o dodaniu jej przez księży. W Węgrowie znalazło się jako darowizna, rodzaj votum (lustro jest wykonane ze srebra i złota) rodziny Krasińskich dla zakonu księży komunistów (Bartolomici). Lustro jest dostępne i można go swobodnie oglądać.
W czasach nam bliższych, Węgrów dał się poznać jako miejsce ślubu Lecha Wałęsy z Danutą. Drugie lustro, które najwyraźniej nie "zmatowiało" i nie "uległo" pęknięciu, nie jest pokazywane zainteresowanym i spoczywa w magazynach Muzeum Diecezjalnego w Sandomierzu. Nie wiem jakim prawem własność alchemika z Krakowa i rezydenta dworu królewskiego jest ukrywana w kościele ? Ale tego nikt nigdy nie pojmie bo to jak walczyć z PKP.
Nie muszę przypominać, że Pan Twardowski zasłynął wywinięciem się z umowy z samym Diabłem ! Podpisał tzw. cyrograf i mimo diabelskiego fortelu udało mu się wyzwolić z mocy Lucyfera. Nie bez strat własnych, polegających na tym, że zamiast na Ziemii ... wylądował na Księżycu! Obecność Pana Twardowskiego na srebrnym globie jest więc datowana od końca XVI wieku i wyprzedza on wszystkie późniejsze dokonania, tak rozdmuchiwane w mediach. Nasz wkład w podróże gwiezdne jest ciągle mało znany i powinniśmy go Europie przypomnieć! W podróży Pan Twardowski wykorzystywał często koguta... dość wyjątkowy i tani środek lokomocji! Podpisywanie cyrografu można porównać do umowy kredytowej i tym bardziej interesujący jest fortel Wielkiego Alchemika, czyżby i w tej dziedzinie wyprzedzał swoje czasy?
I nawet ta typowa, swojska opowieść nie jest bardziej szalona niż to, co dzisiaj wysłuchiwałem i oglądałem w tv...
I nie dziwię się, że po zobaczeniu tego wszystkiego w lustrze, Pan Twardowski utrzymuje księżycowy dystans a sam diabeł odpuścił. Nie jesteśmy alchemikami i pozostają nam nudności...
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội