Guzik-medal

0 comments

Jowialny pan Guzikiewicz aka "Stoczniowiec", cieszył się jak dziecko medalem, który dostał od pana prezydenta za atakowanie premiera... Od tej pory ten medal można by nazwać : prezydencki Guzik.-medal. To znowu, jakiś pisowski prostaczek, wielce z siebie zadowolony, przebrał się za penisa i coś tam z wnętrza mamrotał i wyzywał pana Putina. Ten ostatni nie jest moim faworytem ale naciąganie na siebie atrapy penisa z napisem "Putin" jest dla mnie zbyt skomplikowanym sposobem deklarowania swej sympatii dla Kaukazu. Oglądając relację w tivi z tego żałosnego pokazu zobaczyłem także, oczyma wyobraźni rzecz jasna, jak tzw. stoczniowcy przebierają się za h...je obwieszone Guzik.medalami i nacierają na domek premiera... Toż to byłaby rewelacja i nowe rozdanie w akcjach artystycznych. Wszystko jednak przebił góralski showman, pan Kukiz swoją twórczościa zaangażowaną i komentarzami politycznymi. A podobno Rosjanie mają za złe tzw. góralom (to ci goście co im konie padają od dobrobytu...), że odesłali im niejakiego W.I. Lenina z Poronina ! Ten zarzut jest jeszcze bardziej absurdalny niż popieranie Kaukazu "ptaszkiem". Ciągłe prezentowanie w tivi ludzi emocjonalnie niestabilnych lub zwyczajnie - głupich, a nawet osób wprost deklarujących swoje miejsce w życiu bo przebranych otwarcie za penisa, jest jakąś manierą, niesmaczną i S/M ... takie lekkie wyuzdanie w strugach budyniu mentalnego... brrrr! Czekam, co na to wszystko powie/zaśpiewa/wyrapuje pan Kazik, bo musi tak zręcznie zająć stanowisko polityczne, żeby się płyty jakoś reklamowały w różnych (przecież) mediach... Pewnie dołoży wszystkim po troszeczkę...tycio, tyciunieńko, aby jakoś dotrwać do Juwenalii. Na chwilę oderwałem się od mediów masowego rażenia i uśmiałem się do łez z relacji Magdy z akcji w ramach Festiwalu Karpaty Offer na Jej blogu. Magda, dzięki!
Kot drzemie na stole obok, lody buzują gdzieś wewnątrz mnie i deszcz dalej nie pada... a szkoda, bo przypomina mi rozległe przestrzenie tundry bez guzik wartych medali, artystów zamieniających się w błaznów, chłopomaniaków i całego tego zoo. A przecież Bono powiedział kiedyś : jesteście niesamowici! Może to kwestia interpretacji ?
Na focie Alicji widnieje znak, który powinien wisieć nad studiami tivi ...

Sierpień End

0 comments

Rano już tylko 14 stopni i białe mgły od Wisły zasłaniają Tyniec i Las Wolski... Ceremonia picia porannej kawy pozwala jakoś się dobudzić i jest absolutnie niezbędna. Wczoraj cały dzień lało i zrobiliśmy sobie tzw. dzień wewnętrzny ale dzisiaj po deszczu nie pozostało ani śladu i mogliśmy swobodnie ruszyć na rowerkach do Tyńca. W Krakowie jak zwykle : afery w/Wyborcze/j ... nasz największy artysta od czasów Matejki (i taki sam dziadowski jak on) pan profesor (ASP) Dźwigaj wciska jakiś nowy i wielki (gabarytowo) kit w postaci kolejnej zgarbionej postaci w powiewającej szacie. Tym razem będzie to podobno nasz bohater Kukliński i zastąpi on pomnik ulubieńca górali z Poronina czyli W.I.Lenina w Nowej Hucie. Na miejscu gości z Huty, ustawiałbym już worki z piaskiem na Placu Centralnym. Nie wiem czy ASP w Krakowie ma dalej tą piękną stronę internetową ale jak jest z Matejką to pewnie sam pan profesor (ASP, nie zapominajmy...) zaprojektował. Balon przeszkadza, hotel przeszkadza ale dzieła jedynego i niezastąpionego w Krakowie rzeźbiarza nie przeszkadzają - gratuluję architektom miejskim wyczucia! Oby się tym Kuklińskim ze spiżu ktoś nie podźwignął !? Prawdopodobnie redakcja Gazety W. chce w ten sposób odwrócić uwagę od nowego mostu przez Wisłę i plaży, którymi tak się cieszyliśmy wspólnie z dzielnymi dziennikarzami jakie 2-3 lata temu...
Staram się jakoś oderwać od spraw festiwalowych i post.fest. ale słabo mi to idzie i tylko czujność A. oraz dzieł0 geniuszu Salvadora Dali ("Dziennik geniusza"... genialny!) ratuje mnie od totalnego owładnięcia problemami kariery (najczęściej) innych ludzi. Wiele z opisywanych przez Dalego sytuacji tyczy się nie tylko jego życia. Są w Dzienniku... fragmenty, które pasują jak ulał do przeżywanych przez nas, np.: " Gala pierwsza mnie ostrzegła, że wśród surrealistów spotkam się z równie nieprzychylnym nastawieniem jak gdzie indziej i że w gruncie rzeczy - wszyscy oni mają mentalność mieszczańską. Moją siłą - przewidywała - będzie trzymanie się na dystans, jeśli chodzi o wszelkie prądy artystyczne i literackie".
Jedyna (ale istotna!) różnica polega na tym, że mentalność mieszczańska miesza się w Polsce z liczniejszą, chłopską i w wyniku tego powstaje zadziwiająca obfitość budyniu mentalnego. Gdyby dało się tym budyniem palić bylibyśmy drugim Kuwejtem!
Stoczniowcy się już zmęczyli w namiotach pod domem premiera i ogłosili swoje zwycięstwo! Gratulujemy! To pięknie tak zwyciężać i zwyciężać. Najwyraźniej chcą Guzik a nie stocznię.
A na tej focie, którą Bogdan wykonał z pomocą "rybiego oka" widać Longital, Janka Kubka i Karpaty Magiczne prywatnie...

Poranny melodyjny PostFest.

0 comments

Podoba mi się idea Post.Fest 'u. Jak wiele innych genialnych idei i naprawdę dobrych pomysłów dotyczących Festiwalu, które oscylują wokół założeń "festiwalu permanentnego" jest całkowicie pomijana i niezrozumiana. Niestety, fale budyniu bezrozumnie "zawiadywane" przez gości z wąsami o specjalnym wyglądzie, oscylującym wokół przedstawicieli PSL -u lub/i tzw. "stoczniowców", zalewają wszelkie iskierki innowacyjności w tym kraju. Wczoraj wspomniałem o projekcie pt. Monografie instrumentów karpackich ale nie dodałem, że wielomiesięczna praca, subtelne sieci wpływów i podsycania entuzjazmu, spora kasa na realizację, energia włożona w organizację itd. itd. (nie wspominając o prostocie pomysłu, który mimo tego, nie był się pojawił od 60 lat) o mało nie rozbiła się o pana z wąsami, który nie wpuścił realizatora nagrań ze sprzętem studyjnym do sali gdzie zaplanowano nagrania... Dzięki łasce okazanej nam przez panów z wąsami udało się jednak Gerardowi Widmerowi ze Szwajcarii, zaprezentować własne techniki gry na fujarze pasterskiej ze Słowacji, nam je zarejestrować, a Bogdanowi utrwalić (!) na matrycy mojej lustrzanki...
Już wypiłem pierwszą poranną kawkę i staram się jakoś sprytnie wywinąć z budyniowych macek jakie w Nowym Sączu oplatają mnie nieuchronnie... i powoli się udaje! Ten stan błogości i odstępowania budyniowej powodzi od naszej "Wieży", dobrze ilustruje cytat z Salvadora Dali : " Wydając po przebudzeniu bardzo długie, ale to bardzo długie i - powiedzmy sobie szczerze - melodyjne pierdnięcie, przypomniałem sobie Michała z Montaigne. Autor ten informuje, że słynnym pierdzielem był święty Augustyn, który potrafił wygrywać całe kompozycje".
Słowacy mają na ten stan błogiego zawieszenia troszkę bardziej stonowane określenie : kaszlem na to ! Kilka małych frontów obronionych, coś przemycone, ktoś z kimś się poznał, ktoś się skonfrontował, nie było pupilków mediów....a że jazda obowiązkowa w postaci zespołów pieśni i tańca i dominacja smutnych wąsów : na to - wygrywam, powiedzmy sobie szczerze, długo i melodyjnie...
Nasz dobry znajomy i autor wielu okładek naszych płyt, plakatów i grafik - Tomasz Bereziński stał się ostatnio sławny w NYC za sprawą biegania (jogging) po trasach wyznaczających kontury zwierząt... To całkowicie abstrakcyjne postępowanie wzbudziło zainteresowanie i Tomek trafił na łamy gazetki, na łamy której to gazetki każdy chciałby trafić... Gdyby pozostał w rodzinnym Nowym Sączu to pan redaktor Fioletowy Nos zrobiłby Mu fotkę swoim służbowym "compactem" i podpisałby : "Nowy Sącz stał się światową stolicą biegania"...albo " Trasy do biegania w naddunajeckim grodzie magnesem dla turystów z całego świata" lub sakramentalne : " barwny korowód biegaczy przeciągnął ulicami miasta" a Tomek mógłby - co najwyżej - melodyjnie i - powiedzmy sobie szczerze - naprawdę długo...

PostFest.

0 comments

Tym kryptonimem zapełniam ostatnio rubryczkę : "temat" w korespondencji e-mailowej... Niby jest "po" Festiwalu, koncerty wybrzmiały, teatry się wysuszyły po sobotniej ulewie, plastycy coś tam kombinują ...ten czas nawet lubię bo uczenie się w ten sposób sprawia mi frajdę ale - co dość charakterystyczne dla naszych czasów i naszego stylu życia - jest jednocześnie "w trakcie" i "przed". Już pracujemy nad wydawnictwami o projekcie " Andy Warhol Come Back!", którego częścią była akcja "Wózek Warhola" i niezwykle udanym projekcie pt. Monografie instrumentów karpackich. Zebranie w jednym miejscu takich muzyków i osobowości jak : Gerard Widmer, Michal Smetanka, Józef Broda, świetni muzycy huculscy (Kostiuk!)... to już był sukces ale entuzjazm muzyków przelany w zarejestrowaną muzykę...to pierwsza klasa. A jeszcze na koniec zagraliśmy karpackie jamsession z kontrabasistą... z Wiednia. Na focie widać jak wielkie wzruszenie ogarniało niektórych słuchaczy tego wydarzenia i z jaką nabożną czcią chwytali przesłanie niektórych muzyków. Oj działo się, działo!
A w poniedziałek, poza rozwożeniem sprzętu i odprowadzaniem na lotnisko Gerarda (1/2 Naturton'u) dzień zakończyliśmy bardzo przyjemnie, gadając z Maren i Rudim w przerwach nieoficjalnego koncertu Longital w zaprzyjaźnionym klubie na Kazimierzu.
Strona Festiwalu zapełnia się powoli dokumentacją koncertów, akcji i spektakli i warto tam zajrzeć od czasu do czasu... bo wkrótce krakowska edycja Festiwalu w Muzeum -manggha- !
Ale Festiwal to dla nas projekt poboczny i "robimy swoje" : Ania kończy miksować nagrania z wyprawy w tundrę na osobną płytkę, ja zamykam wreszcie projekt Cybertotem (a raczej chcę go powtórnie otworzyć z pomocą nowego CD) - nagrania jakie nadeszły od bardzo różnych muzyków są wyśmienite i zdecydowaliśmy się wreszcie na wydanie nowej płyty Karpat Magicznych z wybranych starannie nagrań w Sopatowcu. Jesień zapowiada się pracowicie...
Wczoraj, na światowej premierze filmu o Janosiku, która odbyła się w ...Nowym Sączu, pan Marszałek Leszek Zegzda powiedział : "udało się uratować Janosika przed Warszawą"... oklaskom nie było końca... Ale odwetem tivi był wyrok : milczenie! A tak poważnie : gdyby ta premiera odbywała się w Warszawie (ale też w Zakopanem...), materiałom w tivi nie byłoby końca, no powiedzcie czy nie? To jak mamy lubić Kongresówkę? My już uruchomiliśmy swoją prekursorską ; The Magic Carpathians TV...
Na koniec tego wpisu jeszcze info o fajnej gazecie (wreszcie!) pt. Zew Północy (napotkaliśmy w Empiku i piszemy tam już o wejściu na Kebnekaise) i cytat z antybudyniowej książki Salvadora Dali pod bezpretensjonalnym tytułem "Dziennik geniusza". Dali opowiada, że : "Federico Garcia Lorca... oświadczył, że : wąsy są stałym elementem tragicznym ludzkiej twarzy". Dali postanawia, że : " moje wąsy nie będą przygnębiające, katastroficzne, przytłoczone muzyką wagnerowską i mgłami. Nie! Będą wysmukłe, imperialistyczne, ultraracjonalistyczne, strzelające ku niebu niczym mistycyzm wertykalny, niczym struktury pionowe hiszpańskich związków zawodowych"...

Terror-Eyes Balloons...

0 comments

Jesteśmy w samym oku cyklonu festiwalowego... jak to w oku : chwila złowieszczej ciszy nim runie na nas cała wirująca masa. Dobry czas na praktykę uważności i pracę z emocjami. Maile i telefony dostarczają nam kolejnych zadań, problemów logistycznych, odkryć i przewidywalnych zaskoczeń : perkusiści bez perkusji, artyści bez (własnej) sztuki, rodzaje prądu w gniazdkach na PKP, szukanie poroża jelenia... to łatwizna.
Biuro festiwalowe pojawiło się nam w domu... ale to też nie zaskoczenie specjalne. Ania rozmawia na przemian po słowacku, angielsku i niemiecku, ja załatwiam perkusję i zgadujemy czy pociąg z Wiednia dojedzie zgodnie z rozkładem czy jak zwykle?! Wczoraj po najdziwniejszej konferencji prasowej w Nowym Sączu (nikt nie zadał nawet jednego pytania a jeden młody facio pilnujący nastawionej sztywno kamery, roześmiał się nerwowo na moje oświadczenie na temat sceny muzycznej....) w jakiej uczestniczyłem, wsiadłem do autobusu do Krakowa, potem na Alejach do 292 na lotnisko i tam z Anią odebraliśmy Willego i Gerarda (Naturton)... Potem miły spacer, kolacja z widokiem na Wawel i Kazimierz... rozmowy o projekcie muzycznym w Katmandu, o parkach muzycznych i miejscach do koncertowania, o muzyce, o życiu .... odbudynianie totalne! Gassio! Wielkie dzięki!
Na focie balon do odstraszania ptaków od upraw rolnych i ogrodowych... Ale jaka nazwa! To jest patent z USA i fota pochodzi z katalogu ogrodniczego... no, a w KRK imigrantom amerykańskim przeszkadza biały, miły : sweet-moon baloon! Niech nie przesadzają z krytyką bo sprowadzimy ich patent : terror-eyes baloon!
Kraków w ciepły, sierpniowy wieczór jest naprawdę oki!

Robota, robota...

0 comments

Kilka ostatnich dni było kolejnym testem na cierpliwość i wytrzymałość. Oczywiście jest mi łatwiej ... bo mam kondycję. To trafne stwierdzenie zawsze dodaje mi sił i jest mi jeszcze łatwiej... W przeciągu tygodnia pracowałem w Starym Sączu jako ekspert od Natury 2000, w Nowym Sączu jako organizator festiwalu sztuki, w Krakowie jako ekspert od parków krajobrazowych, na Sopatowcu jako bajarz etnobotaniczny i tubylczy przewodnik.... a w domu jako teoretyk sztuki i publicysta (napisałem teksty do pism : Fragile oraz Glissando plus wywiad dla Dzikiego Życia) i spec od logistyki. W krótkich przerwach na relaks tivi raczyła mnie jakimiś cienkimi opowieściami o protestach czterech gości z wąsami, którym nie podobała się Madonna. Byli to wyznawcy Czarnej Madonny - ale ta biała to według nich satanistka? Ja się już gubię? TVN schodzi na psy i zastanawiam się czy stacja nie zmieniła właściciela? Mędrki dziennikarskie puszczały budyniowego pawia za pawiem, wypowiadając się surowo o Madonnie, a na koniec rozczarowanie, że Królowa pogardziła aż (!) 1 arem naszej pięknej budyniowej ziemi. A nasi rolnicy jak zwykle tacy hojni... No i jak widzę gościa od Arki Noego, który ma jakąś obsesję na punkcie bycia ojcem, mężem i zawiadowcą wielodzietnej rodziny (powtórzył to w jednym wywiadzie z dziesięć razy!) a zaraz po nim redaktora Leszczyńskiego z mentalnymi dredami mimo obowiązującego w medialnej awangardzie niby-irokezika - to mi bańki nosem z irytacji wylatują. I jeszcze ten Kozyra z Radia Zorro ... Jezu słodki , wszyscy oni są przeświadczeniu, że my wierzymy, że tworzą jakąś alternatywę artystyczną, trwają w kontrkulturze i promują niezależność Niestety ta ich kontrkultura polega na nagłaśnianiu informacji o tym, że Marysia P. aka Awaria podłożyła głos pod słonia Trąbalskiego...
I w tej bieganinie i medialnych irytacjach nagle pojawiły się dwa światełka w tunelu. Jedno to DODA ! Do fanklubu się nie zapiszę ale byłem Jej wdzięczny za wdeptanie w ziemię pary prostaków z TVN, którzy dali się wywieść w pole jak dzieciaki... Paniusia redaktorka nawet nie wiedziała kiedy została wystawiona. Wydawało się jej zapewne, że jak jest brzydsza od DODY to musi być automatycznie od niej mądrzejasza, a tu nie... kobieta nie ma farta. Po zakończeniu rozmowy cieniutkie redaktorostwo sobie dworowało : he, he, Doda nie wie kto napisał Biblię.... no jasne, parka dziennikarskich spryciuli to co innego - wie! Jestem załamany, że TVN tak uparcie dąży do jakiejś rozróby religijno- światopoglądowej w tym udręczonym grzechem pierworodnym kraju, której wyraźnie chce jedynie poza nimi czterech gości obciążonych wąsami.
Drugie światełko w budyniowej pustyni to świetna dyskusja gości od street artu po wykładzie Ani, w ramach pierwszej festiwalowej imprezy w Nowym Sączu. Nie dość, że przyszli ekipą to jeszcze nie dali sobie w kaszę dmuchać... Po tych wszystkich akcjach podszytych środowiskowymi gierkami kuratorów, dawców funduszy i budyniowych układach jakie wyzierają zza każdego artystycznego (?) działania taka dyskusja gości, którzy robią coś naprawdę i ich twarde stawianie sprawy było jak łyk zimej wody na pustyni. No i tak - dość monotematycznie - te ostatnie dni wyglądają. Festiwal zbliża się szybko i mimo zmęczenia cieszę się na kilka spotkań i akcji. Niestety budyń jest gorszy od mazutu, który dawniej prześladował plażowiczów - przywiera nie tylko do stóp ale także do mózgów i trudno go zmyć lub rozpuścić. Nie mogę też nie odnotować, że Bono na Wembley powiedział do publiczności : jesteście wspaniali! Zdrajca jeden.... ale jak pomaga chłopina światu, jak pomaga... Urobiony po pachy!

FESTIWAL

0 comments

Finiszujemy z przygotowaniami do Festiwalu Karpaty Offer. Trochę nas już przygina ogrom pracy i odpowiedzialności - widać to chyba na fotografii autorstwa Bogdana. Nikt, kto nie pracował nad tego typu imprezą, nie wie ile wymaga pracy i uporu. Ale program wygląda interesująco i udało się uzyskać (w programie... bo co się wydarzy? tego nikt nie wie) znośny balans pomiędzy wakacjami, sztuką, eksperymentem a rozrywką. Dla mnie ważna jest realizacja kolektywnych projektów jak ; Wózek Warhola czy Monografie instrumentów karpackich. Po roku od naszej akcji ze street artem w Nowym Sączu, zgłosił się do nas, zakonspirowany dotąd, świetny grafficiarz i coś będzie się działo. Duża impreza daje też możliwość odzyskania na jakiś czas przestrzeni publicznej, a zaczyna mnie już męczyć ustępowanie jakimś zbudyniowanym mędrkom z sojuszu biznesowo-chłopskiego. Możliwe, że Festiwal skończy się wraz z pieniędzmi na jego realizację ale to nic nie zmienia i alternatywa w postaci Bono albo Kravitza przebranego za lajkonika napawa mnie niesmakiem ale i wolą sypania piasku w tryby. A swoją drogą czy jesteśmy aż takimi budyniami, że cieszymy się tym, że Bono powiedział publiczności : jesteście niesamowici! A co miał powiedzieć, może : kicham na Was ale dziwnie pociąga mnie honorarium, za które wygłoszę kilka komunałów o głodzie na świecie? Bono - dobry pan i obrońca biedaków - na każdym festynie, oto plan naprawy świata. W trakcie pracy nad założeniami Festiwalu i zabiegami aby je jakoś sensownie realizować bez prowincjonalych przymusów, pojawiła się myśl, że oto już teraz bawimy się dobrze i o to chodzi. I nic się więcej nie musi stać...do czasu przejęcia imprezy przez Krakowskie Biuro Festiwalowe. Bo bez KBF podobno nawet nie będzie wolno nastroić w Krakowie gitary !
Saamowie (ustaliliśmy z A., że od teraz będziemy konsekwentnie trzymali się pisowni Saamowie - bo tak ustalono w tłumaczeniu pierwszej książki saamskiego pisarza jaka ukazała się w Polsce; Ailo Gaup "Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna" o której już wiele razy pisałem ) i renifery wcale nie schodzą na dalszy plan ; czytamy, oglądamy filmy i słuchamy muzyki z tundry. Pewnie ruszymy też znowu na Północ... może jeszcze dalej bo wiemy już więcej, mamy saamski nóż i zasmakowaliśmy w malinie arktycznej. Póki co, na otarcie łez tęsknoty, wybraliśmy się do....IKEA. Mieliśmy nadzieję, że w wyniku rozpowszechnionej krytyki i wybitnej w Budyniowie dbałości o oryginalność i niepowtarzalność mieszkań - nikogo tam nie będzie! Ale widać, że wielu ludzi nie rozumie potrzeby kupowania kiepski kopii mebli z IKEA za potrójną cenę w sklepach dobrych, bo Budyniowe...
Media doniosły, że w Częstochowie nieznani (?) sprawcy okradli sklep zoologiczny z pająków, węży i jaszczurek. Nurtuje mnie pytanie skąd mieli nietoperze ? Bo podstępni czarodzieje potrzebują pająków, węży, jaszczurek i także nietoperzy dla swych celów. I jacy oni "nieznani" - niedawno widziałem ich w tivi : wyciągali z kotła wielki telefon komórkowy pokryty jeszcze wyraźnymi łuskami... Zaprawdę to genialny pomysł ! bulgotało z kotła.
I jeszcze jedno, blog jest chroniony przez zastrzeżenie części praw autorskich - kochani redaktorzy i redaktorki lanserskich magazynów : nie traktujcie go jak darmowej ściągi dla "waszych" "odkryć" - budzio!
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội