NAUKA SZTUKI

0 comments

Kilka ostatnich dni minęło mi na pisaniu. Etnobotanika powoli nabiera ciała i zdecydowałem się na pierwszy wydruk tego co jest. A jest szkielet, kilka smakowitych miejsc i dziury z hasłowym tylko wypełnieniem. Ale to już coś, a z każdą godziną przy laptopie, nabiera kształtu. Na chwilę odłożyłem szkic o tundrze, bo pisaliśmy z A. dwa teksty do krakowskiego pisma Fragile. Poza tym A. napisała tak dobry tekst o joiku, że moje dalsze plany pisarskie są pod znakiem zapytania... Burze, upał i krzyżowcy są nieznośnym elementem codzienności. Oglądaliśmy pierwszą telewizyjną relację z udanie zainicjowanej Tymczasowej Strefy Autonomicznej w Warszawie. Chodzi mi o to co tivi określała jako happening (miało to przykryć zagubienie mądralińskich dj z tvn) czyli manifestację kilku tysięcy ludzi nie kierowanych przez nikogo. Redaktorzy nerwowo szukali "kogoś kto za tym stoi" i dziwili się, że w tłumie nie obowiązuje jedność pogladów. Biedacy! Gratulacje dla Strefy za to, że była i za to, że nie zdążyła jej przejąć ani Krytyka Polityczna (mimo wysiłków pani Kazimiery Sz.) ani też tzw. lewica. Czas zawiłych dyskusji się kończy, nie chce mi się wysłuchiwać kolejnych bajań o "haniebnych" zachowaniach, które jak zepsuta kataryna wygłasza Wódz przy każdej okazji, mam odruch wymiotny na sam widok p. Maciarewicza i całego tego dziadostwa. Biskupi zaczynają używać tak pokrętnego języka, że chyba sami już się w nim gubią i widać koniec pewnej, przydługiej już, męczacej i sporo kosztującej nas wszystkich epoki. Na szczęście nie wszyscy zajmują się krzyżem i w Muzeum Narodowym, mogliśmy wreszcie oglądać kilka prac pani profesor Magdaleny Abakanowicz. Od zawsze byłem pod silnym urokiem prac Abakanowicz i gdybym miał wymienić trzy podstawowe obszary inspiracji dla mojej muzyki to Jej prace byłyby pośród nich. Abakanowicz zapisała też kilka bardzo cennych dla mnie myśli. Jedna z nich opisuje Jej doświadczenie z nauką sztuki. Po swoich doświadczeniach widzę, że to nie dotyczy tylko "nauczania" sztuki... Abakanowicz; "Nauka sztuki była strasznym rozczarowaniem. Okazało się od razu, że moja wyobraźnia nie daje sie nagiąć do obowiązujących reguł i przepisów, ze moja skóra jeży się wobec uprawianej estetyki, że wreszcie modne filozofie nie dają się pogodzić z moją własną. Było mi źle. Byłam złą studentką. Chciałam czym prędzej skończyć studia i uciec od tych wszystkich ustabilizowanych kierunków, od ludzi, którzy wydają recepty, z góry wiedząc, jaka sztuka być powinna, i bezbłędnie odróżniając, co dobre, a co niedobre. Uciec można tylko w siebie, w jedyność własnej świadomości, w konkret własnej egzystencji. Ucieczka trwa do dziś".
Wystawa prac Abakanowicz pozwala na zaczerpnięcie powietrza i wyrwanie się na moment z fal cuchnącego budyniu. Luksus obcowania z anty-budyniowymi obszarami myśli (coś jak maska tlenowa w zadymionym pomieszczeniu) przynosi także lektura "Archeologii mediów" Siegfrieda Zielinskiego. Noszę książkę przy sobie i może pozwoli mi przebrnąć przez kilka najbliższych dni? Wiele myśli autora i ciągła inspirująca prowokacja wyobraźni powoduje przyspieszoną anihilację budyniu mentalnego. Zabudynione arterie oddychają z ulgą i można na chwilę odpocząć od krzyża, dochodzeń, sztucznej mgły i tajnych laserów wymierzonych w Polskę.Szkoda tylko, że książkę, w odróżnieniu od sztucznej mgły i tajnych laserów...odpalić można jedynie poprzez uważne czytanie, co jest sztuką "u nas" mało popularną. Cytacik: ..." potrzebujemy... artystów, którzy zechcieli by coś zaryzykować, a nie tylko moderować postęp społeczny środkami estetycznymi". Czyżby Zielinski widział TAURON Festiwal? i postęp w postaci wejścia na giełdę i wypuszczenia akcji TAURON-u w drugim dniu Festiwalu estetycznego moderowania postępu społecznego? A może widział te kilka tysięcy ludzi w Warszawie skandujące "do kościoła!", które tvn tym razem musiała pokazać (bo protesty pod Wawelem uznała kiedyś arogancko za niegodne transmisji) i dlatego pisze, że: ..." rezygnowanie z władzy, którą można by mieć, jest daleko trudniejsze, niż dojście do niej"... a jednak czasem się to udaje!
Fota z podwórka na warszawskiej Pradze... Kasia G. się mocno napracowała ale wszyscy się gdzieś rozjechali i nawet nie wiem czy to jeszcze jest aktualny skład Karpat Magicznych? Kasia dzisiaj świętuje urodziny - wszystkiego dobrego !

PTASIE OKO

0 comments

Ostatni tydzień obfitował w lekko "odjechane" sytuacje. Nie chodzi mi wcale o krzyże w Warszawie, bo do zrozumienia tego zjawiska niezbędna jest wiedza z zakresu psychiatrii, ani też o (inne) dziwaczne zachowania Jarosława K., od których śmierdzi siarką na odległość ale o nasze zwykłe akcje, w rodzaju koncertu w Starym Sączu lub poszukiwania nasion filigranowej roślinki w pienińskim morzu turzyc i traw.
W Starym Sączu był park, ławeczka, dwa głośniki wyglądające jak budki dla szpaków, pan Rysiek czyli mistrz konsolety i my. Przestraszona publiczność wpadła w rezygnację i apatię już w połowie drugiego utworu, który nie nawiązywał ani trochę do tutejszego kanonu jakim są dzieła wszystkie artysty Piasecznego aka Piasek. Niektóre wokalizy nie były tu słyszane od spalenia ostatniej wiedźmy, a buczenie na trąbie Hucułów najwidoczniej nie wpadło w ucho wesołej (na początku) młodzieży. Po krótkim montażu słowno-muzycznym na temat etnobotanicznych aspektów muzyki tradycyjnej nie domagano się bisów więc oddaliliśmy się pospiesznie. I tak to budyniów żyje własnym życiem, którego nic nie zmąci. Piasek zawsze będzie tu królem a my kwiatkiem do ortalionu i tylko nie mogę pojąć po co w to brnąć? My musieliśmy... ale zacni organizatorzy?
Trochę się napawam widokiem opublikowanego przez Zew Północy mojego tekstu i fotek - "Joik - kod, symbol, muzyka". Zew to świetne pismo o Skandynawii, a pisząc do niego mam poczucie, że popieram interesujący i prawdziwy projekt żywych ludzi a nie jakąś mega fabrykę z filiami produkującą pod dyktando akcjonariuszy. Mam zamówienie na następne teksty i jeden z nich; "W cieniu Akkhi" wysłałem dzisiaj do Redakcji.
Tekstu do etnobotanicznych spacerów po Europie przybywa ostatnio dość szybko ale trochę zaniedbałem pisanie o tundrze, zamierzam to jutro naprawić.
Trochę pobiegaliśmy po Małych Pieninach i natrafiłem na bardzo piękną łąkę wełniankową w drodze do jedynego w Polsce stanowiska Ptasiego Oka czyli pierwiosnki omączonej. Pierwiosnki już praktycznie zobaczyć się nie da ale całe kolonie owadożernych roślin: tłustoszy, tak! W Szczawnicy i Jaworkach tłumy wakacyjnych turystów pasą się na serkach z owczego mleka. Wysoko na hali przechodziliśmy obok małej bacówki i zauważyłem wąż, którym doprowadza się czystą, zimną wodę. Tak się tym wzruszyłem, że zakupiliśmy i my spory serek i jest o.k. Polecam więc z czystym sumieniem.
Zbliża się czas próby! Nowa edycja Cybertotemu wygląda jak na ilustracji: Ramunas Jaras, Konrad Gęca aka DubCore, Mirek Badura i ja... to nowa odsłona projektu pod kryptonimem: Thereminovox Interactive Instalation Project! Wiem, wiem, wszyscy mają po dziesięć thereminovoxów w domu ale zapomnieli na nich grać. Nasza akcja zaczyna się już, już...

RAZEM PRZECIW

0 comments

"Razem Przeciw" to nazwa stowarzyszenia powodzian z okolic Lublina. Zobaczyłem plakacik z tym napisem w tivi i powalił mnie swą genialnością! Krótkie hasło: "razem przeciw" to trafne nawiązanie do panujących standardów. Prezes Jarosław K. powinien się cieszyć, widać ,że Jego polityka jest wiecznie żywa. Ściana Wschodnia od zawsze jest: razem przeciw. Wreszcie się nie musi opowiadać przeciw czemu, bo raz jest to, a innym razem co innego, niezmienne jest jedno: przeciw! Bo jak głosił słynny kilka lat temu program wyborczy kandydata z Białegostoku: "bo chodzi o to aby nic nie było".
Pan Czernecki i inni zwolennicy PiS-u jako boskiej, jedynej i najwyższej formy władzy jaka może występować w przyrodzie, sami utracili najwidoczniej władzę nad swymi maniami prześladowczymi. Już nawet piwo się im zlewa w jedno z bohatersko poległym prezydentem. Czy to upał sprawił? Swoją drogą to spora ilość ludzi manifestowała swój sprzeciw dla pamiętnego użycia Wawelu w celach politycznych. O ile pamiętam to i TVN i GW obiecywały do sprawy wrócić po nieszczęsnych uroczystościach. I co? I nic! W ten sposób tylko otwiera się worek mniej czy bardziej poprawnych dowcipów. Mamy to przetrenowane od stuleci. Wydaje się też sensowne aby po przegranych wyborach razem z przegranymi politykami odchodzili przegrani biskupi. Byłoby to sprawiedliwe ale jedynie sprawiedliwością ziemską, ułomną bo ludzką. Ta inna mówi: tera i na zawsze my!
Pisze i pisze a przybywa tego bardzo powoli ale pisanie dwóch książek jednocześnie jest ciekawym doświadczeniem. Szukając niezbędnych mi karteczek z notatkami, natrafiłem na zeszycik z cytatmi. Kilka z nich celnie odpowiada na pytania o to dlaczego warto trochę orientować się w szołbiznesie i nie odpuszczać wciskaniu kitu:
" wolność i wyobraźnia to mięśnie, których nigdy nie ćwiczymy " C. Wilson "Outsider" albo dosadne ale trafne: " Czy mamy pozwolić, by po wieczne czasy trzymały nas w błocie te świnie, dla których wszechświat jest tylko maszyną smarującą im tłuszczem szczeć i napełniajacą żarciem ryje?" Bernard Shaw. Mam też kilka notatek z frontu... Jedna z nich mówi o rozmowie na temat organizacji koncertu formacji Black Forest Black Sea w Muzycznej Owczarni w Jaworkach. Goście z USA to w tamtych latach (2004) gwiazdy psychedelii, wydawcy płyt, organizatorzy międzynarodowych festiwali i koncertów. W formie wyjaśnienia odmowy zorganizowania koncertu usłyszałem: " tej muzyki trzeba by było słuchać, a tu ludzie przychodzą się zrelaksować". Moja ulubiona wokalistka budyniowa, niejaka Patrycja M., wciskana przez tivi na siłę i bez litości, śpiewa : "zerwij ze mnie mój wstyd"... Ale buntownicza pieśń pozostaje bez echa bo najwyraźniej wstydu nie ma!
Na stole leżą dwie interesujące płyty. Interesujące z całkowicie odmiennych powodów ale jednocześnie należące do tych, którym żelowani prezenterzy nie podołają. Jedna z nich to pięknie opracowana graficznie płyta duetu Radio Samsara. Ruffus Libner gra na didjeridu (i używa pisowni: didjeridoo, co zgrabnie łączy krakowskie: didjeridu z warszawskim: didgeridoo), jest też odpowiedzialny za samplowane z otoczenia tła do wykonywanej muzyki, także za misy pocierane, deszczowe patyki i oprawę graficzną. Gwidon Cybulski gra na afrykańskiej harfie, która za sprawą Dona Cherrego stała się stałym instrumentem w grupach tworzących "nową, globalną etniczność" i wykonuje wokalizy oraz śpiewa w nieznanym (i pewnie nieistniejącym) języku. Pan Gwidon śpiewa w taki sposób, że muszę Go zobaczyć aby uwierzyć, że Gwidon Cybulski to nie pseudonim artystyczny kogoś z daleka...Ruffusa Libnera widziałem i wiem, że nie jest Aborygenem. Jego didjeridu jest płynne, łagodniejsze i staje się instrumentem muzycznym a nie dźwiękowym narzędziem rytualnym. Obydwa podejścia szanuję ale wbrew pozorom, ryzykowniejsze jest w dalszej perspektywie "umuzycznianie" rytuału. Na płycie jest 6 utworów ale całość jest dość jednorodna, co uważam za plus. Mógłbym popisywać się znajomością domniemanych mistrzów Radia Samsary ale po co? Ważne, że dwaj ludzie wyczarowują bardzo interesujące brzmienie, które zapada w pamięć. Z wielką chęcią posłucham Ich koncertu. Druga płyta to bogato opracowana graficznie i zapakowana w oryginalną okładkę płyta pt. "Pocztówki dźwiękowe z Bytomia". Płyta jest efektem szerszego projektu i mało u nas popularnych prac z zakresu soundscapes, soundwalks i innych doświadczeń z badaniem dźwiękowego otoczenia. Mimo, że za nagrania odpowiedzialnych jest kilka osób to całą pulę zgarnia sułtan polskiego eksperymentu - Marcin Dymiter (z koniecznym dopiskiem aka Emiter). Wydawnictwo jest wyjątkowe i starannie opracowane, tematyka śląska wreszcie zaczyna być na topie (co mnie cieszy a Emiter świetnie wyczuwa) ale pozostaje problem powodów, dla których tego rodzaju nagrania miałyby być słuchane poza wąskim kręgiem wtajemniczonych? W Wielkiej Brytanii istnieje szkolny program pt. "pocztówki dźwiękowe" i zapisy tego rodzaju służą dydaktyce, rozwijaniu wyobraźni i ćwiczeniu zaniedbywanego słuchu, także mądrej zabawie. Mieszanie zabawy, podejścia sugerującego poważne badania sonosfery, archiwizowania śląskiej przestrzeni kulturowej, a także kreacji grupy artystycznej i dzieła indywidualnego geniuszu nie dają dobrych rezultatów. To utyskiwanie jest spowodowane apetytem jaki wydawnictwo wywołuje, a którego nie jest w stanie zaspokoić. Ale pośród tych, co chcą aby zerwać z nich wstyd, to jest perełka! Nie wiem gdzie płytę można kupić, ja dostałem ją od żony.
Na mojej focie... świat inny, świat równolegly ? za którym już bardzo tęsknie!

GRAMY NA ŻYWCA

0 comments

No i jak w piosence: "Warszawa da się lubić" ? Koncert w niedziele swobodny i bez utarczek nagłośnieniowo-organizacyjnych a publiczność rewelacyjna! Wiem, wiem, co sobie teraz myślicie. Jest tak: jak dokopuje to dokopuje, bo jest za co, ale jak jest świetnie to (nawet najgorsza) prawda ale tylko prawda! Klub jak za dawnych czasów w Berlinie ale fajniejszy bo...istnieje. Klęska całkowita moich pochopnych żarcików także jeżeli chodzi o lewacki twarożek i fioletowe jaja w Żywicielu; nic z tych spraw i pełna kultura - mea culpa! Śniadanie imieninowe bardzo smaczne i tak na siłę już: "americana" to krakowska "mała biała", a sympatyczne kelnerki jakoś takie ponure czy może zakaz uśmiechania się? Spaliśmy w kapsułach (pomysł z Japonii) ale mam nadzieje, że się nie przyjmie szerzej bo feeling jak z prosektorium. Ale doceniam nowatorstwo, zwłaszcza, że testowaliśmy już więzienne cele w hostelu w Lublanie. Ale to nie koniec zadziwień. Po przyzwoitych zapowiedziach koncertu (dziękujemy kolektywowi z GW ! szacunek) pojawiły się recenzje, takie zawodowo-prasowe i bardzo nas cieszące; spontaniczno-blogowe. Jedna z tych ostatnich stwierdza, że: " skopaliśmy tyłki publiczności". No, to miłe dla nas i mam nadzieje, że dla słuchających. Odrobina S/M nie zaszkodzi. Całkiem miło napisał Wojtek Lada w Życiu Warszawy pod nieco zawstydzającym nas tytułem: Najstarsze tradycje, czyli podróż do jądra prawdy. E tam, zaraz; prawdy!? Dla mnie wystarczy już; podróż.
A jednak Oko Saurona drgnęło... Dość dziwną formę zastaliśmy w elektronicznej notatce Marka Duszy pt. Ekologiczne dźwięki. Tekścik o.k. i autorowi dziękujemy ale Rzeczpospolita kolejny raz powala nas tanimi i dziwnymi chwytami. Kilka słów w tekście o Karpatach Magicznych było wyróżnionych i po kliknięciu na nie atakowała nas ... wyjątkowo upierdliwa, dramatycznie głupia i agresywna reklama piwa "Żywiec" z dodatkiem wojowników ze wsi Męska Muzyka (?). Takie to piwo uważyli żelowani specjaliści / wojownicy / marketingowcy; z dodatkiem bólu głowy, wiochy i złego smaku. Po co to panu Stańce? Żal to oglądać. Namawiamy autora tekstu: uciekaj z takiej Redakcji! Ciekawy jest aspekt prawny tego tricku Rzepy; można tak sobie wykorzystywać tekst dowolny aby reklamować piwo? Linki po dwóch dniach przestały być aktywne ale śledzimy sprawę dalej. Idę sobie dzisiaj spacerkiem a Na Placu Nowym wisi plakat z wezwaniem: oderwij coś tam a dostaniesz płytę Męska Muzyka i flaszkę piwa... i to okraszone pysiami luminarzy offu. Strach otworzyć lodówkę!
Posypały się recenzje naszej nowej płyty w dalekich miejscach, które z zainteresowaniem śledzimy i najwyraźniej ze wzajemnością. Cieszą bo dobre ale także dlatego, że piszący je rozumieją co robimy i do czego się odnosimy. A u nas zawsze się trafi jakiś wioskowy dyzio, co to nie wie zbyt wiele ale napisze... Niejaki Filip Szałasek dopuszczony do portalu nowamuzyka.pl napisał, że: " ...generatory, gitary, gajdica, głos.... no i co z tego jak to jest 5 długich, nudnych utworów zlewających się ( Panu Ł. Szałasek - jak rozumiem) w jedną mętną kałużę". Nie wiem, co to za Szałasek się objawił i komu je z ręki ale od nas się nie doczeka melodyjnej pieśni o wojownikach, wpieranej ludzkości na żywca w socrealistycznym stylu.
Fota Kasi G. z koncertu w Wa-wie, dobrze pokazuje jak tworzy się to, co tak zaniepokoiło recenzenta "nowej?muzyki.pl". Jest tak: z końca huculskiej trombity sączy się mętna substancja, która niweczy ostrość reszty fotografii, a zaraz potem atakuje budyń zalegający po redakcjach. Tak mamy i tyle. Jedyne co nas łączy ze środowiskiem polskiego szołoffu to, że my także, dzięki Rzeczpospolitej graliśmy na żywca. Rzeczpospolitej już dziękujemy!

THE DOORS to the WEST

0 comments

No i na nas też padło... jutro mamy zagrać w Warszawie! Wakacje to sezon mało sprzyjający aby dostrzegło nas Oko Saurona ale i tak musimy się bardzo pilnować. Niestety Oko jest podobno ciągle czujne i są pewne symptomy jego zaniepokojenia. W poniedziałek jemy imieninowe śniadanie w barze mlecznym Żywiciel, aby zyskać nieco lewackiego poloru. Mam nadzieję, że będą jaja na twardo o zielono-siwym zabarwieniu i tzw. twarożek. Na samą myśl o tego typu "twarożku" ogarnia mnie trwoga. Nie wiem czy dzisiejsi lewacy znają to jedyne w swoim rodzaju uczucie, towarzyszące desperackiej próbie zjedzenia dużej bułki "zwykłej" z dwoma połówkami sino-zielonego jaja na twardo umieszczonych w mazistym "twarożku"... Pewnie nie i tylko PKP trzyma się dzielnie i stoi w polach jak za dawnych czasów.
Dochodzą do nas miłe relacje, fotografie i filmiki z Cieszyna. Organizatorzy Święta Herbaty zapowiadają ciąg dalszy i ja już jestem gotowy na Cieszyn! Dochodzą do nas także dalekie (USA i Australia)recenzje nowej płyty Karpat i "wodnych" nagrań A. z tundry, ze spacerów w 2009 roku. Cieszymy się z tego zauważania naszej pracy bo mamy już status "kombatantów" i nie jest łatwo zaistnieć w powodzi nowych projektów i ludzi.
Siedzę nad tekstami do dwóch książek ale ciągle jestem gdzieś na samym początku i do tego znacznie lepiej "pisze się" opowieśc z tundry niż etnobotanika... Zawsze jest tak, że to co terminowe szybko zmienia się w obowiązkowe i entuzjazm opada. Do tego te obrazki z Sapmi zupełnie mnie dekoncentrują i siłą tylko mogę zwalczyć przemożną chęć spakowania plecaka...
Przyglądam się odcinkowej relacji z życia PiS-u w tivi i nie mogę ukryć zazdrości co do lakoniczności i trafności określenia autorstwa Pana Palikota, że "g...o wybiło"! Nic dodać i nic ująć. Sam już zauważam, że stary budyń zaczyna capić czymś znacznie gorszym. Jak się tak w jednym dniu słucha i ogląda w tivi obrończyni krzyża i pogromców loga Nowego Sącza, to pozostaje jedynie oddalić się za Krąg Polarny.
Przygotowujemy nieco inną, wzbogaconą o letnie foty z Jokkmokk wersję okładki dźwiękowej relacji z zimowego targu Samów w lutym tego roku. Na mojej focie wrota zapory wodnej w Jokkmokk z wielkim, samskim muralem. Źródła kultury europejskiej mają się nieźle...

PLUVIALIS APRICARIA

0 comments

Tytułowe: Pluvialis apricaria L. to łacińska nazwa siewki złotej. Ten piękny ptak jest obecny w naszych nagraniach z tundry i poza jego charakterystycznymi głosami mamy także jego niezłe fotografie. Tak się stało, że nagrania z ostatniego trekkingu przez Góry Skandynawskie, ułożyły się w ciąg rejestracji głosów kilku tundrowych ptaków: siewki, wydrzyka, pardwy mszarnej, pardwy górskiej z pisklakami (!), jeszcze nie zidentyfikowanych mew i drobnych ptaków śpiewających ale także głosów... reniferów! Interesujące jest to, że siewka złota ma w Polsce status ptaka wymarłego.
Wyjazd do Cieszyna i koncert podczas Święta Herbaty nie dość, że nie zepsuł nam smaku wyprawy w tundrę ale nawet pozwala mi łagodnie zakończyć ten intensywny i ważny czas. Już pierwszy dzień i wieczór z koncertami Tara Fuki, a później Ivy Bittovej w duecie z Vaclavkiem (pamiętacie Bile Inferno!!!) był znakomitym doświadczeniem. Spory Festiwal ale spokojny, przyjazny, bez nadęcia, bez pijackich wybryków, bez objazdowych megagwiazd, szynkarzy i piwowarskich koncernów w tytule... Program spotkania bardzo interesujący i nawet obowiązkowe warsztaty na djembe i didjeridu dało się wytrzymać nerwowo! Spijając kawki i herbatki w różnych miejscach Cieszyna (poza Wzgórzem Zamkowym i Rynkiem jest świetny rejon pt. Wenecja! i kawiarnia w dawnych, cesarskich stajniach), po raz kolejny zastanawialiśmy się nad fenomenem enklaw w morzu budyniu. Konkluzja wychodzi zawsze ta sama: wszędzie tam, gdzie "czystość etniczna" nie jest taka oczywista, jest zawsze lepiej niż w budyniowie totalnym.
Sobota była dla nas długim, pracowitym dniem z miłym zakończeniem. Najpierw dwa nasze wykłady a około 22-giej, lekko opóźniony koncert. Kiedy zaczynaliśmy, rozpoczął także i deszcz (wywołany przez djemby ! zawsze tak się kończy zbiorowe walenie w bębny) i rozszalała się burza! Trudno o bardziej naturalny akompaniament i mimo, że pioruny waliły kilka razy mocno i blisko...nikt nie miał jakoś pretensji o "noise", który ponoć psuje czystość folkowego przekazu... Chciało się grać, bo wcześniej widzieliśmy jak publiczność słucha Ivy Bittovej ale także Tara Fuki, Vlastislava Matouska a nawet tych trudnych (dla mnie) do rozgryzienia formacji "folkowo-jazzowych" z Mazowsza. Każdy jednak ma swoją opowieść i mógł ją snuć bezpiecznie i bez oporów. Wracając do Krakowa ze zdziwieniem przyglądałem się wielkim przydrożnym reklamom z muzykami, których usilna i agresywna reklama kosztuje więcej niż cały Festiwal w Cieszynie. Więc niech się tak w Jarocinie nie jarają wolnością bo ona tam już tylko była. Teraz jej mit służy do wciskania muzycznego kitu małolatom i wyciągania kasy z politycznych mieszków. Wolność kultywuje się całkiem w innych miejscach.
Dostałem pocztą nowy numer magazynu pt. "Blackastrial - magazyn muzyki ekstremalnej"... z recenzją naszej nowej płyty! Niektórzy się dziwią ?! ale ja zawsze twierdzę, że jest to jedno z lepiej zorganizowanych środowisk niezależnych i dlatego zawsze jest gdzieś jakaś nić porozumienia i sympatii. Inna rzecz, że wolę gości z rozwianym włosem niż ulizanych biznesmenów muzycznych, którzy muszą zapewniać o swej muzycznej "męskości" na wielkoformatowych dyktach wywieszanych po miedzach.
Polecam w tym numerze pisma rewelacajny wywiad z Jarkiem Szubrychtem!, który ma podobny do mojego plan życiowy: " ...dążę do tego, żeby jak Hank Moody z "Californication" utrzymywać się tylko z pisania bloga, a resztę czasu poświęcić na umartwianie ciała używkami i seksem..." W moim przypadku wystraczy zamienić "używkami" na "wędrówkami" i ten pozbawiony ambicji, do cna liberalny plan życiowy byłby mój!
Dla zainteresowanych naszą działalnością i inspiracjami mamy prezent! To długi wywiad z Karpatami Magicznymi jaki przeprowadził Łukasz Folda, jeden z poważniejszych dziennikarzy zajmujących się kulturą i sztuką. Zręby wywiadu powstały przed koncertem w Katowicach (w klubie Cogitatur) ale został później wzbogacony wymianą myśli, pytaniami i dyskusjami. Wywiad plus recenzję nowej płyty opublikował na interesującym portalu popupmusic.pl Polecam i dziękuje!
Na focie mój plecak w górskiej tundrze, wygląda ładnie ale sam nie chciał chodzić, niestety...

SACRED GEOGRAPHY

0 comments

Ahhka to Góra ważna dla sakralnej geografii Samów, siedziba / uosobienie Mattarahkka: Wielkiej Matki. To dziwne uczucie kiedy wreszcie staje się przed taką Górą, którą studiowało się z map, fotografii i relacji... Zawsze jest inaczej niż się spodziewaliśmy i pewnie dlatego podróż/doświadczenie ma ciągle sens ! Ahhka (Akka, Ahkka) okazała się tak wielkim masywem, że samo Jej obejście zajmuje pewnie tydzień! Nikt też nie był dotąd na wszystkich Jej wierzchołkach i nawet informacje o ich ilości oscylują pomiędzy 6 a 12 ! Wchodzenie na taką Górę bez wyraźnej potrzeby wydaje się natychmiast złym pomysłem. Wybraliśmy więc mniej uczęszczany szlak (co tutaj oznaczało spotkanie 4 osób w przeciągu 3 dni) i z widokiem Góry za plecami (a po tygodniu znowu przed sobą) powędrowaliśmy w górska tundrę. Spaliśmy w namiocie ale też w kata - letnim domu Samów z kory i darni, przeprawialiśmy się przez lodowaty strumień po pas w wodzie i przez wiele godzin szliśmy pomiędzy stadami reniferów. Nie wiem co mogę do tego dodać? Nagrywanie i fotografowanie pardw, wydrzyków, obserwację uczty orłów, dotarcie do miejsc pełnych energii i mocy? Do wodospadów, do regularnego miejsca kultu Samów, do rzek i jezior tak pięknych, że idąc na obolałych nogach przez 8 godzin jednocześnie płynie się w dziwnym uniesieniu i dziękuje się każdej roślinie, każdemu reniferowi i każdemu znaczącemu głazowi, że to trwa i nie znika. W tym stanie łatwo jest dać się zagarnąć, rozpłynąć w miejscach, dźwiękach i fizycznym doznawaniu otoczenia. Skóra staje się jakby mniej chroniącą barierą a bardziej osmotyczną strefą kontaktu. Po kilku dniach nasze zmysły logują się w niecodziennym dla nas otoczeniu i widzimy więcej, słyszymy więcej, doświadczamy intensywniej. Negocjujemy nowe granice ze światem i zaczynamy całkiem naturalnie iść kiedy idziemy, jeść kiedy jemy, pić kiedy pojawia się woda i odpoczywać w chwilach zmęczenia. Wybieganie nago z prawdziwej "zwykłej" sauny do strumienia z wodą z topniejącego lodowca staje się nie tylko możliwe ale i oczywiste. Do tego słońce nie zachodzi i dni stają się jednym sznurem jasnego światła, które nie znika kiedy zasypiamy. Słyszymy więcej także z siebie i najlepiej opisuje to reklamowy napis na opakowaniu zatyczek do uszu: "The Sound of Swedish Lapland".
Wróciliśmy też na chwile do Jokkmokk aby zobaczyć to miejsce latem i zachwycić się etnobotanicznym, naturalnym ogrodem botanicznym dedykowanym Linneuszowi i innym badaczom. Widzieliśmy też jeden z najmocniejszych murali jakie udało się nam spotkać w Europie, Azji i Ameryce! Wielki, szamański mural na wrotach zapory wodnej...
Intensywność naszej pracy z Sapmi i kulturą Samów jest tak wielka, że dzisiaj usiadłem do konspektu książeczki o tym niezwykłym doświadczeniu. Będę pisał dwie książki jednocześnie ( moja "etnobotanika" ma już w brudnopisie kilkadziesiąt znormalizowanych stron!), bo to jest kwestia wdzięczności i zachwytu. Wszystko jeszcze takie bliskie i pełne znaczenia...
W piątek mamy zaczynać swoją pracę na Festiwal Herbaty w Cieszynie i na początek pokażemy nowe fotografie z Sapmi/Laponii. Jest ich ok. 1200 ! Mamy też wykłady (ja: "muzyka /dobra do/ herbaty", A.: "O ciszy") a w sobotę wieczorem koncert w dużym składzie: Ula i Andrzej ale także Janek Kubek i Mirek, który wprowadzi pierwszy raz do naszej muzyki thereminovox! Za tydzień koncert w Warszawie...
Wiem, że ta fota jest nieprawdopodobna ale pomyślcie, że w górach nagle widzicie podwójną, pełną tęczę... i to jest realny obraz. Mnie łzy spływały po policzkach.
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội