SOPATOWIEC CREW

0 comments



A to taka moja fotka z Sofii... na "cover" do wydawnictwa Sopatowiec Concert...
a za kilka dni pokażę co z niej zrobił Bogdan....

DOKUMENTACJA

0 comments

Ej boj....jak mawiają starożytni górale. Klub Knitting Factory w 2001 roku i przed 11 września...
Zebrało mnie na wspomnienia, za oknem tzw. opad ciągły, co powoduje, że po mojej stronie szyby zagościł refleksyjny czas. Refleksja jest także owocem przeglądania zasobów nagraniowych i dokumentacji, którą tak uparcie realizuje od lat. Dla mnie to kwestia szacunku dla pracy jaką wspólnie z wieloma osobami wykonujemy pośród bezmiaru budyniowej pustyni. I proszę : trasa po USA w 2001 roku to : dostępny na platformie WFMU (Free Music Archive) pierwszy nasz radiowy (i totalnie pierwszy w USA) koncert w Nowym Jorku oraz dwie płyty z biblioteki World Flag Records : "Austin Jam" oraz "San Francisco Concert.".. Ale przecież nie byłoby zeszłorocznej sesji w Sopatowcu z Ericem Arnem, gdyby nie ten 2001 rok i zaproszenie na jeden z największych festiwali neo-folkowych (?) w Austin, TX, USA. Nie byłoby wielu innych kontaktów, projektów, nowych inspiracji... Więc może to dokumentacja nie "tylko" muzyczna?!
Od dwóch dni celebrujemy 49 Krakowski Festiwal Filmowy i jako szczęśliwi posiadacze karnetów "na wszystko" dopchaliśmy się nawet przez tłum gości ... z Warszawy do bufetu... Taranowanie innych w celu napicia się darmowego wina i napchania się sałatką jest pewnym znakiem rozpoznawczym kultury "naszej" stolicy. Może dlatego dzisiejszy cios w postaci doniesienia, że "pan prezydent Lech K. nie przyjedzie do Krakowa 4 czerwca " znieśliśmy z takim zrozumieniem, spokojem i godnością. W ramach wspomnianego Festiwalu rozbawił nas do łez film czeski pt. "Anatomy of a gag" w reżyserii Josefa Abrahama Jr. To fantastyczna rzecz o komediowym gagu, wykonana perfekcyjnie z pomocą starej Skody, dziury w jezdni, gaśnicy, much itp. W filmie przez moment wypytywany jest były czeski prezydent - Vaclav Havel. I tak sobie pomyślałem, że jeżeli chodzi o potencjał komediowy to nasz obecny prezydent bije Havla na głowę... ale czy to jest naprawdę śmieszne?
Po kilkunastu filmach na Festiwalu ... jako (najwyraźniej) maniacy kina oglądaliśmy jeszcze jeden, najlepszy tego dnia (dwóch dni? bo trwał do 2 w nocy...) film ... w tv !!! Był to fantastyczny (dosłownie i w przenośni) film pt. "Dolina Kwiatów", wyreżyserowany przez gościa z Indii, wyprodukowany w Japonii, z muzyką zrobioną... w Polsce. Jaka to ulga oglądać film, który swobodnie i bez poczucia winy lub "dziwności" posługuje się poetyką, mitologią i wszystkim tym co składa się na język filmowy a wyrasta z tradycji Szamanizmu, Hinduizmu i Buddyzmu.
Czasem jestem bardzo zmęczony tym wykluczającym, jedynie słusznym, aroganckim, paternalistycznym i niezwykle agresywnym paradygmatem kultury, z którego zbudowane są budyniowe smarki bijące potokami z naszych przywódców i większej części (s)twórców.
A może nie jestem intelektualnie tak zaawansowany aby zrozumieć telewizyjną wypowiedź księdza, że mianowicie : " można w kaplicy przeprowadzać wybory bo Pan Jezus nie jest tam obecny w sposób ciągły" ! Usłyszałem to na własne uszy ale nie jestem w stanie wierzyć, że obecność/nieobecność Pana Jezusa jest sterowana z kurii.
Pozytywną stroną tego co opisuje, jest szansa na prześcignięcie Czechów w konstruowaniu komedii opartych na jeszcze bardziej kuriozalnych sytuacjach i paradoksalnych gagach. Bo wystarczy wiadomość, że pan prezydent gdzieś nie pojedzie i już...kupa śmiechu i radości.

SOPATOWIEC KONCERT

0 comments

Ruszamy wreszcie z ujawnianiem nagrań z Sopatowca. Nagrania te to plon przebogatej sesji jaką całkiem wariacko zorganizowałem w gospodarstwie Gosi Kacner w przysiółku Sopatowiec, w Beskidzie Sądeckim - 49o30'08.73" N / 20 o32'03.79"E. Z Sopatowca widać Dunajec i miejscowości : Jazowsko i Łącko. Po sesji, do której pretekstem była celebracja 10 lat Karpat Magicznych, Jazowsko zaznaczamy na własnych mapkach jako : Jazzowsko! Inspiracja przyszła z rozmowy, która została uwieczniona przez filmowca ; Waldka Czechowskiego w reportażu wydanym przez World Flag Records jako dvd : CARPATHIANS TV : Sopatowiec Session.
Sesja miała miejsce w październiku 2008 roku i dotąd bardzo powoli się przedostaje "na świat". Dwa nagrania solowe Ani (z bardzo piękną muzyczną pomocą Andrzeja Widoty) powędrowały do Holandii na ciekawą płytę, która jest jeszcze w przygotowaniu, jeden szalony utwór oddaliśmy na składankę Okulturze i nie wiemy co się z tym dzieje... Inny fragment większej całości wybraliśmy na inną składankę, która ma być elementem w interesującym projekcie przygotowywanym m.innymi przez Emitera. ALE teraz czas na większy materiał i dokonaliśmy trudnego wyboru trzech utworów z koncertu jaki zagraliśmy w stodole zamienionej na studio nagrań. Tylko trzy utwory... ale jeden z nich ma ponad 26 minut, drugi ponad 18 minut i tylko ostatni jest "normalny" : 4.07''. To zestaw dla sprawdzonego, małego wydawnictwa REWERB WORSHIP z Wielkiej Brytanii, w którym ujawniliśmy szerzej koncertowe nagrania z -manggha- ( RW 037/2008) ale, które można dostać od maja 2009 roku w naszej WFR. Paczka leży jeszcze na stole ale po przygotowaniu opisów poleci do Zjednoczonego Królestwa.
Zobaczymy jakie będzie przyjęcie tych nagrań?! Dla mnie są niezwykle interesujące i dają dowód jaką siłę daje dobrze dobrany kolektyw : Eric Arn, Andrzej Widota, Anna i ja... plus : Piotr Pietrzak (nagłośnienie, rejestracja, mix) oraz autor nagrań koncertowych - Mirek Badura. To dla mnie idealna realizacja w każdym aspekcie : miejsca nagrania, składu, roboczego charakteru w miejsce miesięcy kosmetyki i nade wszystko ; swobodnie płynącej energii. Nawet teraz, pisząc to, musiałem na chwilę przerwać i zapalić świecę Sarasvati-Vak. Pamiętam jak wpadłem do studia po nagraniach i zobaczyłem Piotra pochylonego nad konsoletą i słuchawkami na uszach ... nawet nie musiałem pytać czy "coś z tego wyszło"... "obłęd" w jego oczach mówił wszystko. I kiedy razem zasiedliśmy za "sterami" (lepiej brzmi niż "za myszką"...) jedynie uważaliśmy bardzo aby nie zmienić charakteru nagrań zbytnim cyber-pieszczeniem.
Jak teraz pomyślę, to cała akcja właściwie nie mogła się udać : przewiezienie kompletnego studia w góry, zebranie tylu zajętych ludzi i ich sprzętu razem, nagrywanie plus filmowanie na jednym, wiejskim podpięciu sieci... więc ta świeczka dla Sarasvati-Vak jest koniecznym i jedynie symbolicznym podziękowaniem.
Po ujawnieniu nagrań koncertowych pozostaną jeszcze dwa materiały : właściwa sesja nagraniowa i dźwiękowy reportaż z Sopatowca zrealizowany przez Mirka B. Według mojego planu pierwszy będzie reportaż i wydamy go w serii WFR jeszcze przed wakacjami.
Pochłania nas wiele spraw ale moją prawdziwie autonomiczną strefą pozostaje muzyka.
I tylko melancholia mnie ogarnia jak widzę/słyszę to co pokazuje czasem kulturalna telewizja i fajowe radio...
Wykluczanie i arogancja w tzw. kulturze jest tak samo obecne jak wszędzie, niestety.
Na fotce : Karpaty (Magiczne) w Alpach (Julijskich).

BUDYŃ ZABIJA

0 comments

A z pewnością dusi i nie popuszcza. W naszym bliskim otoczeniu znowu mamy kradzież i tym razem także sprzęt specjalistyczny. Wizja, w której my będziemy pracowali na trzy lub cztery etaty aby ktoś nam ukradł i miał za friko, jest dość przygnębiająca. Do tego jeszcze w tej wizji zauważam kwitnące lobby (bo już raczej nie sojusz) robotniczo-chłopskie, które w państwie równych praw ma niewiarygodne preferencje w postaci minimalnych stawek obowiązkowego ubezpieczenia, odpraw i etatów dla różnych panów Śniadków i Guzikiewiczów oraz kupowania spokoju w postaci tzw. polityki rolnej UE. Na spotkaniu, w którym uczestniczyłem w ramach wykonywania jednego z moich etatów, usłyszałem, że stawka 2,5 tys. złotych za wykoszenie 70 arów łąki nie jest zbyt wysoka, bo : "jakie to męczące i zabiera z 8 godzin" ! No i trzeba mieć własny sprzęt specjalistyczny, czyli kosę. Tacy jak ja, 2,5 tys. zarabiają pracując przez miesiąc i wykazując się co chwila posiadaniem znacznie bardziej wymagającego sprzętu niż kosa. Ale z chłopami nie ma co zadzierać, bo jak usłyszałem na tym samym spotkaniu : " my wiemy gdzie te wasze nietoperze zimują, i różnie to może być". Bo nietoperze, krajobraz, bioróżnorodność jest "nasza" - a unijne pieniążki za "przyzwolenie" na to abyśmy sobie chronili te nasze "robaczki i ptaszki", są - rzecz jasna - chłopskie. Ale muszę przyznać, że to i tak łagodna forma sprawowania wiodącej roli społecznej w porównaniu z tzw. pogromami galicyjskimi...
Wracając z miasta po krótkiej i niezbyt miłej rozmowie z bankomatem zobaczyłem szyld : WADER i zainteresowany doczytałem z bliska : WADER - radość i zabawa ! To nie był nowy sklep z ciężką, prawdziwą "muzą" ale sklepik z zabawkami dla dzieci... rozczarowanie na każdym kroku.
Trochę dyskutowaliśmy z A. nad ideami kontrkultury, które zdają się być już słabo czytelne dla dzisiejszych studentów. Niestety, jedyna kontrkultura to historyczne już bajania marksistowskie i krytyka tzw. wielkich korporacji, ogólnie "sierakowszczyzna". Najzabawniejsze jest to, że występujemy w tej lewackiej opowieści jako przeciwnicy zdrowych mas. Pewnie są to te masy, które ostatnio ukradły nam aparat (bo kupiony za pieniądze, które powinni otrzymać chłopi za koszenie "naszych" chronionych łąk i niektórzy związkowcy, bo dzisiaj ledwo żyją za 12 tys. złotych miesięcznie...) albo te masy, które ukradły ekipie mojej córki jeszcze droższy sprzęt, bo muszą dorobić do przywilejów płynących z posiadania półtora hektara nieużytków, wylewania szamba do "naszego" potoku oraz zarządzania hodowlą dwóch kur. Już to chyba kiedyś przerabialiśmy i wyszedł z tego najpierw Związek Radziecki, a teraz przebogate i wielkie Imperium Rosyjskie plus przepołowiona Ukraina.
Tak więc pojawiło się pytanie o rozpoznanie czym dzisiaj jest opór, kontrkultura, niezależność i te wszystkie tak ulotne i tak ważne sprawy. Kto jest dzisiaj naprawdę wyzyskiwany ? Kto naprawdę coś buduje i z czego bierze się dobrobyt i bezpieczeństwo. Czy badanie obecnej sytuacji, w sensie intelektualnego rozpoznania, nie jest w opozycji do działania i czy od niego nie odwodzi? I kiedy już miałem się poddać wobec ogromu intelektualnego wyzwania... z ratunkową myślą przyszedł mi ... mądry i sprytny Jezuita! Michel de Certeau uspokoił mnie pisząc : ..." Teoretyczna refleksja nie zakłada trzymania praktyk na dystans, w sposób zmuszający ją do porzucenia swego miejsca w celu dokonania ich analizy, ale raczej tak, aby wystarczyło praktyki przenicować, żeby do owego miejsca powrócić".
Na Jezuitów zawsze można liczyć.
Na fotce ; ekipa z którą koncertowaliśmy w Bay Area w 2006 roku.... ej boj ! to jedna z propozycji na opór wobec budyniu : robić możliwie często rzeczy, które są całkowicie abstrakcyjne dla twórców i wyznawców budyniu. Granie koncertów z taką ekipą w Kalifornii jest jedną z takich odtrutek.

FREE MUSIC ARCHIVE

0 comments

No i w ramach nowej (ruszyła od kwietnia) inicjatywy naszego ulubionego, nowojorskiego radia - WFMU : Free Music Archive, od wczoraj do dyspozycji wszystkich słuchaczy jest rejestracja naszego koncertu z Muzeum -manggha - w Krakowie. Widocznie coś jest w tej sali bo naprawdę dobrze się tam gra, co udowodnił wczoraj Peter Brotzmann z rewelacyjnym (!) zespołem. Oprócz "ducha miejsca" jest też ekipa świetnych dźwiękowców, którzy już dwa razy rejestrowali nasze koncerty i wczoraj ci sami ludzie nagrywali Chicago Tentet !
W kilku krajach rozróżnia się free jazz i free music, celują w tym Niemcy... i nie ma się co dziwić o ile przypomnimy sobie kilka kapel i muzyków wywodzących się z tych środowisk. Nasze podejście do free jest jeszcze nieco inne... a dzięki WFMU można tego posłuchać w USA, Japonii i Zjednoczonej Europie... i z ledwo maskowaną dumą muszę też donieść, że : "tego na onecie nigdy nie znajdziecie".


PETER BROTZMANN

0 comments

Właśnie wróciliśmy z koncertu 10 + 1-osobowego zespołu Petera Brotzmanna "Chicago Tentet " w -manggha- !!! No cóż, czapki z głów i szacuneczek.... zaraz na samym początku dostaliśmy próbkę tego co nazywa się we free jazzie "brotzen" : chropowate, mocne wejście w improwizację w wykonaniu samego pierwowzoru! Był to jedyny koncert w Polsce i do tego nagrywany, sporo gości z Warszawy (nawet ...nie powiem kto ... synowie !) i gdyby nie głupawa zapowiedź wstępna , że mianowicie usłyszymy "niszową" muzykę... W tej sytuacji to jakby wypuścić gluty z nosa na świąteczny stół i to w obecności samego Mikołaja. Delegatura Miasta do spraw OFF się nie spisała, ale "pisz pan środa" bo koncert był z tych wyjątkowych. PB grał na kilku "maszynach" i m.innymi także na tym węgierskim saksofono-klarnecie o nazwie -tarogato. Owacje na stojąco i bis po dwóch godzinach twardego "brotzen". A podobno free jazz się skończył ?!
Fota jest z naszej wyprawy studialnej na Słowację, składamy materiały do sierpniowej akcji pt. Mobilny pomnik dla Andy Warhola, czy coś podobnego... jeszcze sprawy w toku. A AW przypomniał mi się podczas nocnego oglądania filmu o takich chłoptasiach z zespołu Dandy Warhol... typowego łatwostrawnego batona wyprodukowanego przez tzw. wielki koncern...

PODGÓRKI

0 comments

Niektórym spodobał się smok karpacki z poprzedniego wpisu i dlatego dokładam całkowity przyrodniczy rarytas czyli oryginalną fotę traszki karpackiej. Jest to trudny do zaobserwowania gatunek, którego występowanie ogranicza się prawie wyłącznie do Karpat. Jedynie samiec tego gatunku posiada cieniutką "nitkę" na końcu ogona. Traszka karpacka jest w Polsce prawnie chroniona i do tego jeszcze znajduje się na liście gatunków, za które Unia Europejska "czuje się odpowiedzialna". Ten smok żyje w górach... No, co? - taką mam pracę.
A w okolicy Podgórek Tynieckich zakwitły masowo szałwie, macierzanki, bzy czarne i derenie... aż się chce tak łazić bez planu i zegarka, wąchać, oglądać ! A Podgórki Tynieckie to jedna z "wysp wapiennej Jury Krakowskiej, rzucona na prawy brzeg Wisły"... czyli kawałek Jury po "naszej" stronie. Wzgórza Podgórek nie dochodzą nawet do 300 m n.p.m. lecz "mimo to są powabne i widokowe. Cechuje je wielka, krajobrazowa różnorodność. Wszystko, co w naturze piękne jest i miłe, zebrało się na szczupłym obszarze Podgórek w miniaturowym a dziwnie urozmaiconym zespole. Są więc szczyciki, ścianki i obrywy skalne, są wzgórza piaskowe z połogimi lub urwistymi zboczami, są płaskie wierzchowiny i ostrzejsze wierchy, jest skraweczek pustyni piaszczystej, są pola orne, łąki i pastwiska w dolince "bagnem" zwanej, choć wcale nie bagnistej, są jakieś golizny, jakby górskie hale, ścieżki, polanki kwietne w lesie, zatoki polne w zieleń lasu się wrzynające."
To fragment opisu naszej okolicy z Przewodnika Wycieczkowego pióra Pana Profesora Kazimierza Sosnowskiego wydanego w Krakowie w 1948 roku w serii : Wiedza - Zawód - Kultura ! W tymże przewodniku wiele interesujących informacji o "bracie Wawelu" czyli Tyńcu. Oto kilka zdań, których w dzisiejszych przewodnikach nie znajdziecie : " Wieś Tyniec nie jest ani wielka ani zamożna, ani postępowa." Albo : "Kazimierz Odnowiciel ...sam przed objęciem tronu były benedyktyn w francuskim opactwie w Cluny... sprowadził stamtąd 12 benedyktynów i osadził ich w drewnianym klasztorze dla ratowania zagrożonego katolicyzmu i szerzenia kultury duchowej w narodzie... ( o Bogini ! to już wtedy się zaczęło?!) ...zadaniu swemu sprzeniewierzyli się już w 12 w., z krzewicieli kultury stając się raczej administratorami swej olbrzymiej fortuny. Przez zapisy i fundacje, a jak twierdzi dr J.Putek nawet fałszerstwo dokumentów - stał się klasztor Tyniecki najbogatszym w Polsce." O interesującym wzgórzu wznoszącym się nieopodal opactwa w Tyńcu o nazwie Grodzisko można przeczytać, że ..." pierwotna, drewniana warownia stała na wzgórzu Grodzisko...władał nią hrabia Walter lub Walgierz Udały z rodu Popielów...następnie władał na Tyńcu możny, pogański jeszcze ród Starżów herbu Topór...". "Bolesław Chrobry, zamek Grodzisko zburzył, dobra nadał benedyktynom, a obszar chrobacki wcielił do polskiego państwa"... No, tak to (chyba) było...
ban nha mat pho ha noi bán nhà mặt phố hà nội