
Obrodziło "komentsami" i dziękuje za nie. Balon jednak wzbudza emocje i jest nadęty maksymalnie... Blog ma to do siebie, że przenosi ulotne emocje mocno wbudowane w aktualne konteksty i dlatego na skargę, że "nic z tego nie rozumiem" - nic nie mogę poradzić.
Na zarzut, że ja pouczam (!) trochę się buntuję bo to ewidentnie "odwracanie kota ...." ale skoro tak to czujecie, to dla mnie tylko dowód, że jak "Kali poucza to dobrze ale jak Kalego pouczyć, to bardzo źle" i jak ktoś nie łapie, to niestety nie będę streszczał "W pustyni i w puszczy".
Okazuje się, że jednak chodzi o zasłanianie okien i zaglądanie do środka, co, zgadzam się całkowiecie, może być uciążliwe i irytujące. Ale... można też domagać się ciszy na Rynku Głównym w Krakowie od 22.00 ...
Istota sporu i mojej irytacji jakby gdzieś przepadła i ja z pewnością nie będę się pastwił nad gośćmi z Wielkiej Brytanii, którzy z gołymi tyłkami, rzygając, biegają po naszych ulicach... bo zniżyłbym się do opinii, że Polacy nałogowo żywią się łabędziami i złotymi karasiami złowionymi w prastarych parkach Zjednoczonego Królestwa. Niestety tak bywa, ale mimo to my gości w Krakowie nie bijemy - a w Irlandii moich rodaków biją już regularnie...i tylko dlatego, że są z Polski. Więc balon jest naprawdę nadęty i może nieco ciszej i nie sugerując, że z niedostępnych (nam, miejscowym) wyżyn kultury.
Nie zgadzam się, że gdybyśmy my mieli kolonie to robilibyśmy to samo ... bo to jest gdybanie. Polscy piłkarze też byliby mistrzami świata gdyby wygrali kilka spotkań...
Jeżeli ktoś nie rozumie tego wpisu to musi zapoznać się z : A - wpisem pt. Balon Neokolonialny i komentsami do niego i B - z archiwalnymi numerami Gazety Wyborczej w Krakowie i tekstami, apelami i dyskusją na temat tego, że balon turystyczny godzi w poczucie smaku i niszczy prastary feeling naszego miasta, co nam objawiono w dość arogancki sposób.
Na tym chciałbym zakończyć dyskusje na temat balonu ale z pewnością do sztuczek "wyżej cywilizowanych" nacji jeszcze nie raz powrócimy...
0 comments:
Post a Comment